• facebook
  • rss
  • Sentencja 10-letniego chłopca

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    Miłosierni Samarytanie. – Czasem wystarczy dziecko pogłaskać po głowie, żeby nabrało zaufania. Ale najważniejsze to traktować je poważnie, jak dorosłego, nie używając dziecinnego języka, lecz tłumacząc wszystko, co się robi, zwłaszcza jeśli coś boli – mówi dr n. med. Jacek Domański.

    Rodzice chorych maluchów i współpracujący z dr. Domańskim lekarze mówią zgodnie, że to człowiek niezwykle ciepły, serdeczny, troskliwy, uprzejmy, pełen empatii. Rzeczywiście – wystarczy spojrzeć w oczy pana doktora, by zobaczyć w nich dobroć i łagodność.

    Dzieci traktuję poważnie

    Takiego lekarza dzieci nie mogą się bać. A jeśli nawet, to ma on na nie swoje sztuczki i sposoby. – Czasem wystarczy dziecko pogłaskać po głowie, żeby nabrało zaufania. Ale najważniejsze to traktować je poważnie, jak dorosłego, nie używając dziecinnego języka, lecz tłumacząc wszystko, co się robi, zwłaszcza jeśli coś boli. Wbrew pozorom dzieci wszystko rozumieją. A jeśli pozyska się współpracę dziecka, to jest to duży sukces przy stawianiu diagnozy – mówi dr Domański.

    Z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Prokocimiu związany jest od 1972 roku, czyli aż 44 lata. Od 4 lat jest już na emeryturze, ale dalej pracuje w pełnym wymiarze. Obecnie przyjmuje w Poradni Pediatrycznej Szczepień dla Dzieci Wysokiego Ryzyka, do której trafiają bardzo chore maluchy – hematologicznie, neurologicznie, kardiologicznie, z obniżoną odpornością, dla których dodatkowa choroba zakaźna mogłaby być poważnym zagrożeniem. Trzeba je przed tym ochronić. – Pacjentów konsultuję z lekarzami różnych specjalizacji, dlatego myślę, że to oni są samarytanami, bo nigdy nie odmawiają mi pomocy. Ja robię tylko to, co zawsze wydawało mi się rzeczą naturalną. Nie wiedziałem, że ta służba dzieciom jest tak dobrze odbierana. Po prostu bardzo lubię pracę z nimi, bo ten kontakt to fantastyczna i fascynująca sprawa. A rodzice mają prawo, by ktoś ich zrozumiał – uśmiecha się lekarz i dodaje, że wie, jak to jest być po stronie pacjenta, bo jako 7-letnie dziecko ciężko chorował i życie zawdzięcza lekarzom, którzy poświęcili mu dużo serca. Dzień gali samarytan utkwił w pamięci pana doktora z dość szczególnego względu. – To wyróżnienie było ważne dla moich bliskich – zwłaszcza dla żony i córki, które zawsze wybaczały mi nieobecność i długie godziny spędzane w pracy – wyznaje.

    Nagroda dodała sił

    – Dla mnie miłosierdzie oznacza także godne postępowanie w każdej sytuacji, niechowanie głowy w piasek. Gdy usłyszałam kiedyś, że „uchwała na to nie pozwala” (chodziło o problemy w leczeniu pacjentów), powiedziałam, że to przecież człowiek definiuje prawo, a nie siły nadludzkie, więc dla dobra chorego i biorąc pod uwagę fakt, że prawo powinno nas chronić, człowiek powinien je zmienić – opowiada prof. dr hab. n. med. Walentyna Balwierz, szefowa Kliniki Hematologii i Onkologii Dziecięcej USD w Prokocimiu, lekarz od ponad 40 lat. Honorowy tytuł Miłosiernej Samarytanki odebrała wraz ze swoim zespołem dwa lata temu. – Ta wyjątkowa nagroda bardzo mnie zaskoczyła, a to, że została przyznana dla całego mojego zespołu, przyjęłam z ulgą i radością. Aby cokolwiek osiągnąć w tak trudnej dziedzinie, jaką jest onkologia dziecięca, nie da się działać samemu. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy, pielęgniarek, psychologa czy pedagogów udało nam się osiągnąć bardzo dużo, ale jeszcze więcej jest do zrobienia – mówi skromnie prof. Balwierz.

    Wyróżnienie, które stało się pięknym ukoronowaniem jej dorobku zawodowego i naukowego, zbiegło się z trudnym dla pani profesor czasem. Boża opatrzność udowodniła jednak, że dobro musi wygrać. – W mediach ukazywały się wtedy teksty i programy, które obarczały winą i posądzały o zaniedbania mnie i Uniwersytet Jagielloński. Wciąż nie udawało się bowiem pokonać trudności formalnoprawnych, które pozwalałyby na wprowadzenie tzw. niekomercyjnego badania związanego z leczeniem neuroblastomy [bardzo rzadki i ciężki nowotwór cewy nerwowej, diagnozowany najczęściej u dzieci do  2. roku życia – przyp. aut.]. Prowadząc negocjacje konieczne do zarejestrowania programu, wysyłaliśmy więc dzieci na leczenie za granicę. Równocześnie na uczelnię zaczęły przychodzić bardzo przykre listy. Pisali je także ludzie, którzy nie mieli w rodzinie nikogo cierpiącego na tę chorobę. Musiałam to jakoś przetrwać i właśnie wtedy okazało się, że zostałam samarytanką. Ta nagroda mobilizowała mnie do walki, ale też uczyła pokory – wspomina prof. Balwierz, koordynatorka europejskiego programu leczenia neuroblastomy w Polsce. W sprawie chodziło o preparat stosowany u dzieci z zaawansowaną postacią neuroblastomy, będących w tzw. grupie wysokiego ryzyka. Ostatnim etapem leczenia jest wtedy terapia „minimalnej choroby resztkowej” – dziecko jest już w fazie remisji choroby, ale ma jeszcze w organizmie komórki nowotworowe. Pozostawienie ich wiąże się ze wznową raka, dlatego konieczna jest immunoterapia. Ostatecznie program został zarejestrowany w Polsce, a pierwszy mały pacjent został zakwalifikowany w grudniu 2014 roku.

    Niepowodzenia zawsze bolą

    Pani profesor o dzieci walczy i dziś, także z NFZ. Niedawno wstrzymał on finansowanie chemioterapii w prowadzonej przez nią klinice. Powodem był niewypełniony dokument, który dotyczy stanu pacjenta przed każdym kolejnym cyklem chemii. Problem w tym, że lecząc dzieci, trudno odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent jest zdolny do pracy i sam o siebie zadba. – Procedury powodują, że warunki leczenia są bardzo trudne, mimo iż medycyna cały czas się rozwija – przyznaje Miłosierna Samarytanka. To właśnie ten rozwój, który obserwowała od czasów studenckich, pomagał jej przetrwać i dodawał sił w pracy onkologa. – W latach 70. ub. wieku większość dzieci z białaczką umierała. Walczyło się tylko o czas przeżycia w chorobie. Teraz dziecko z ostrą białaczką limfoblastyczną ma aż 80 proc. szans na powrót do zdrowia – dodaje prof. Balwierz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół