• facebook
  • rss
  • Malowidła jak z Sykstyny

    dodane 10.03.2016 00:00

    Mający prawie 450 lat zabytkowy drewniany kościółek został odnowiony. Prace konserwatorskie trwały 5 lat i pochłonęły ponad 1 mln zł.


    Cały plan odnowienia świątyni w Trybszu opracował i pracami kierował dr Jarosław Adamowicz z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, a prace wykonywane przez jego zespół konserwatorów odbywały się w ramach Międzyuczelnianego Instytutu Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki. – Wszystko było bardzo dobrze opracowane, ja tylko pieczątki stawiałem – śmieje się o. Rajmund Dziadkiewicz, proboszcz cysterskiej parafii św. Elżbiety Węgierskiej w Trybszu. Pieniądze pochodziły głównie z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


    Prace obejmowały trzy najważniejsze etapy. W pierwszej części były czyszczone ściany i wydobywano wszystkie istniejące na nich malowidła. Następnie przystąpiono do wymiany gontów przykrywających świątynię. – Na końcu poddaliśmy renowacji ambonę i wyposażenie ołtarza. Nową jakość zyskała również posadzka – wspomina o. Rajmund. – Pomimo że prace konserwatorskie już się zakończyły, chcielibyśmy pomyśleć o odpowiednich ławkach do naszej małej świątyni. Planujemy zrobić także oświetlenie. Będziemy się zastanawiać nad ogrzewaniem – dodaje.


    Mieszkańcy po renowacji kościoła chętnie do niego zaglądają. – Dużo młodych par chce teraz składać w nim przysięgę małżeńską – cieszy się proboszcz.
Kościół od jakiegoś czasu jest też miejscem wspólnej modlitwy nad zmarłymi. – Dysponujemy specjalną chłodnią. To jest wielkie ułatwienie dla wszystkich mieszkańców i ich bliskich. To także kwestia bezpieczeństwa, że orszak pogrzebowy nie musi iść bardzo uczęszczaną, ruchliwą drogą główną, wiodącą przez wioskę – tłumaczy o. Rajmund.


    Kościółek w Trybszu jest znaną perełką architektoniczną w Polsce. – Na jego ścianach widnieją wspaniałe XVII-wieczne malowidła religijne, o tak wszechstronnym przekazie ideowym, że można je porównywać choćby z tymi w Kaplicy Sykstyńskiej – twierdzi Rafał Monita, pomysłodawca i współautor ilustrowanej monografii trybszańskiej świątyni.


    Drewniany kościółek w Trybszu, który ma zaledwie 15 m długości i 8 m szerokości, został zbudowany ok. 1567 r. W połowie XVII wieku ówczesny proboszcz ks. Jan Ratułowski, profesor Akademii Krakowskiej, dokonał jego gruntownej renowacji, zlecając nieznanemu obecnie malarzowi wykonanie malowideł na ścianach świątyni i określając teologiczny program obrazów.

    
– Historycy sztuki uważają, że na malowidłach trybszańskich znajdują się najstarsze zachowane przedstawienia Tatr, gdzie widać poszczególne szczyty Tatr Bielskich – Hawrań, Murań i Płaczliwą Skałę. Można je obserwować właśnie z Trybsza, więc malarz pewnie stąd zaczerpnął ten pomysł. W scenie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi 
Panny można rozpoznać dawny Przełom Dunajca – mówi R. Monita.

    
– Zapraszam wszystkich do oglądania naszej drewnianej świątyni. Jeśli chodzi o wolne terminy ślubów, mamy ich jeszcze sporo! – zachęca o. Rajmund.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół