• facebook
  • rss
  • Szarotka kwitnie na brązowo

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Tata wysłał go po buty zimowe, a on kupił... hokejowe. Potem był zawodnikiem w drużynie, która wywalczyła pierwsze w historii złoto, a było to równo 50 lat temu.

    Tadeusz Kramarz 13 kwietnia zdmuchnął z urodzinowego tortu 80 świeczek. Ciasto nie miało kształtu hokejowego krążka, ale goście wiosenne odzienie zostawili na niezwykłym wieszaku, zrobionym z hokejowych kijów. – Sport składa się na całe moje życie. Choć zaczynałem od piłki nożnej, nie wyobrażam sobie, abym nie był hokeistą. Tą dyscypliną sportową zaraziłem nawet moich wnuczków w Stanach Zjednoczonych. Jaką oni tam furorę zrobili, kiedy ubrali się w koszulki „Szarotek”! – mówi wzruszony i pokazuje zdjęcie na ścianie. W pokoju, w którym rozmawiamy, takich pamiątek po przeróżnych sukcesach sportowych jest pełno.

    Operacja nosa i wynik

    Pierwszy sezon pana Tadeusza na tafli lodowej to lata 1952/1953. – Czekaliśmy z utęsknieniem na zimę, aż zrobi się lód na Dunajcu i będzie można ćwiczyć. No, takie mieliśmy wtedy warunki polowe – śmieje się nowotarżanin. Jego trenerem był sławny bramkarz Cracovii Jan Maciejko. T. Kramarz później grał też w warszawskiej Legii (drużyna wojskowa). Hokej ma trochę z boksu i można nieźle oberwać. Podczas meczu w barwach Legii o mistrzostwo z GKS Katowice pan Tadeusz został zaatakowany przez jednego z zawodników. W wyniku tego zdarzenia miał operowany nos, ale na jego twarzy nie ma śladu po tym incydencie. – Pamiętam, że operację przeprowadzał prof. Moskwa z Łodzi. Kiedy się obudziłem po zabiegu, rozbawiłem mocno personel medyczny, bo zapytałem, jaki był wynik meczu „Szarotek”, w którym nie mogłem zagrać – śmieje się T. Kramarz. Szybko doszedł do zdrowia, a gdy wrócił do swojego rodzinnego miasta, zaczął trenować już w drużynie seniorów „Szarotek”. – Ja mam nowe rozdanie w sporcie, a mój teść Stanisław Sięka pracuje z kolei przy pierwszym zwieńczeniu łuków w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Potem żartowałem, że On roztaczał nade mną jakąś aureolę. To był piękny znak – wspomina zawodnik. A ten znak to zapowiedź wielkiego sukcesu i wielkiej popularności „Szarotek”.

    Proporzec jako nagroda

    Po 6 latach od powrotu do Nowego Targu zawodnik zdobywa w 1966 r. mistrzowski tytuł seniorów w kraju, wywalczony razem z drużyną „Szarotek”. – To nie był mój pierwszy tytuł mistrzowski, bo taki miałem już z Legią. Jednak medal zdobyty w drużynie rodzinnego miasta cenię sobie najbardziej i jestem z niego najbardziej dumny – mówi. – Nie da się dziś porównać dawnych drużyn „Szarotek” z obecnym składem. Myśmy grali hokej taktyczny, dziś – wydaje mi się – jest bardziej siłowy. U nas były inne czasy, nagrodą były proporce albo dobry obiad w restauracji. No tak to właśnie było. Młodym pewnie nie mieści się to w głowie. Myśmy się z tego cieszyli. Korzystaliśmy także z wyjazdów zagranicznych, a wiadomo, że nie było o nie łatwo – wspomina hokeista. Pan Tadeusz przez niektórych był posądzany o przynależność do partii. A wszystko przez to, że już jako trener – najpierw drużyny juniorów, a potem seniorów (także klubów w byłej już Jugosławii) – był widywany kilka razy w nowotarskiej siedzibie PZPR. – Byłem wzywany „na dywanik”, bo przed wizytą papieża w 1979 r., zamiast na trening, poszliśmy pomagać w przygotowaniach do pielgrzymki Jana Pawła II i widział nas naczelnik. Musiałem to jakoś wytłumaczyć. A że byłem widziany, jak wychodziłem gabinetu naczelnika, to już „życzliwi” donieśli nawet mojej żonie, że zapisałem się do partii. Innym razem trafiłem do władz miasta, aby pomogły nam wyżywić uczestników zawodów organizowanych na nowotarskim lodowisku, żeby może był jakiś dodatkowy przydział mięsa. Nawet się to udało zrobić – cieszy się pan Tadeusz. To właśnie on przyjmował do drużyny Pawła Łukaszkę, późniejszego księdza. – Kiedy przyszedł trenować, głowa nie wystawała mu ponad poprzeczkę. Potem podrósł, a jak tylko zacząłem szefować pierwszej drużynie, wciągnąłem go do składu – wspomina T. Kramarz, który sam osobiście zapisał niejedną ważną kartę w historii nowotarskich „Szarotek”.

    Wciąż na podium

    Na mecze czy treningi nowotarskich hokeistów przychodzą chętnie hierarchowie kościelni. Na trybunach widziany był kard. Stanisław Dziwisz, z zawodnikami podczas wizytacji parafii św. Katarzyny spotkał się także kard. Franciszek Macharski. Wśród wiernych kibiców są też kapłani pochodzący z Nowego Targu – m.in. ks. prał. Andrzej Fryźlewicz (chrześniak T. Kramarza). Można z całą pewnością stwierdzić, że szarotka, która jest od początku symbolem nowotarskiej drużyny, wciąż kwitnie. W tym roku na brązowo, z racji zajęcia III miejsca przez podhalańskich hokeistów w Mistrzostwach Polski. – Wszystko przed nami, droga do najwyższego podium będzie trudna, ale możliwa – mówi Agata Michalska, od kilku lat kierująca klubem. Problemów „na zapleczu” jednak nie brakuje. Choć Nowy Targ od lat hokejem stoi, miasto i jego władze będą musiały się zmierzyć m.in. z tematem budowy nowej hali lodowej lub gruntowym remontem istniejącej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół