• facebook
  • rss
  • Szkoła Tomasza

    Bogusława 
Stanowska-Cichoń


    |

    Gość Krakowski 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Zmarły 23 maja dominikanin założył 
w 1964 r. i przez prawie 20 lat prowadził słynną „Beczkę” – najbardziej znane duszpasterstwo akademickie w Krakowie.

    Jeszcze kilka dni przed jego śmiercią spotkaliśmy się z o. Tomaszem Pawłowskim w Domu Opieki „Leśniówka” w Turzy pod Rzeszowem, w którym przebywał od dłuższego czasu. Snuł plany o nowej książce, wypytywał szczegółowo mnie i mojego męża Zbyszka o rodzinę i bliskich. O wszystkich pamiętał. Żartował, że martwi się o to, czy nie przekracza reguł zakonnych, ponieważ ma do dyspozycji telewizor, a poza tym wszyscy biegają koło niego jak koło króla. Już wówczas przykuty był do łóżka. Wpatrywał się w małą figurkę Matki Bożej, stojącą na stoliku naprzeciwko łóżka, przy której postawiliśmy przyniesione kwiaty. Mówił: „Popatrz, jaka Ona jest piękna...”. Opuszczaliśmy go z największą trudnością, całując na pożegnanie jego dłonie i wierząc, że wrócimy za dwa tygodnie.

    Ojciec poprosił, żebym zabrała rękopis jego ostatnio napisanej książki. Zbyszek zapewnił, że postaramy się ją wydrukować jak najszybciej. Ojciec żegnał nas, błogosławiąc. Nie zapomnę jego szczęśliwych, roześmianych oczu.
Ojciec Tomasz Pawłowski (1927–2016) był niezapomnianym duszpasterzem krakowskich studentów. Dziś ci studenci są już 50-, 60- i 70-latkami. I wciąż czujemy się jego dziećmi. On nie przestanie być naszym ojcem. Jestem pewna, że choć pochowany w Rzeszowie, nadal nie opuści swoich wychowanków krakowskich, poznańskich i gdańskich.
Do Krakowa o. Tomasz został przeniesiony w 1964 r. z Poznania na prośbę kard. Karola Wojtyły, aby tutaj, przy klasztorze dominikanów, założyć duszpasterstwo dla studentów.


    Łowił w konfesjonale


    Ten kaznodzieja dominikański, niegdysiejszy uczestnik powstania warszawskiego, znakomicie spełnił swoją misję. Przyciągał młodzież otwartością i odwagą, także niekonwencjonalnością metod duszpasterskich. Nie zapomnimy wyjazdów w góry, uroku Mszy św. polowych odprawianych przez ojca na ołtarzach z plecaków, wędrówek na azymut, byle nie szlakami, ponieważ mógł się tam przyplątać jakiś funkcjonariusz, a konsekwencje tego byłyby groźne dla inwigilowanych potem studentów i dla 
o. Tomasza.
Łowił dusze najczęściej w konfesjonale. Pisząca te słowa też pojawiła się w „Beczce” z takiej „łapanki”.

    Szybko okazywało się jednak, że „Szkoła Tomasza” jest twarda, że wymagania są coraz większe. Kto odkrył w niej niepowtarzalną szansę, ten zostawał już na zawsze. Ojciec nam wciąż tłumaczył, że najważniejsza jest Eucharystia. Przekonał, że od spotkania z Jezusem trzeba rozpoczynać każdy dzień. Studenci wybudowali więc swoją kaplicę, znakomicie skrytą za konfesją św. Jacka. Tam spotykaliśmy się na „Siódemce”, czyli Mszy św. sprawowanej dla nas o 7.00 rano. Potem była agapa w „Beczce”, czyli słynnej sali o beczkowym sklepieniu, od której nasze duszpasterstwo wzięło swoją nazwę. Na tę agapę przychodzili starsi znani wychowankowie ojca, m.in. Krzysztof Zanussi, Adam Macedoński i wielu innych.


    Jako doktor historii sztuki sakralnej, a poza tym wykształcony ekonomista, socjolog i psycholog, zachęcał nas do inicjatyw artystycznych (wystawialiśmy spektakle i sceny poetyckie) i do pracy na sobą. Wciąż powtarzał, że próżne są wszelkie modlitwy i nieustanne „przekraczanie siebie” w trosce o formację duchową, gdy braknie Caritas – miłości miłosiernej.


    Wieczorami przychodziliśmy na spotkania w różnych grupach, gdzie czytaliśmy na nowo Ewangelię, słuchaliśmy wykładów, m.in. dr Wandy Półtawskiej i ks. Józefa Tischnera, spotykaliśmy się z naszymi rówieśnikami na wózkach, których ojciec przyciągał do „Beczki”.


    Nie tylko duszpasterstwo


    „Beczka” to nie było tylko duszpasterstwo akademickie. To także kuźnia talentów, forum filozoficzne, szkoła kształtowania wrażliwości, ale też miejsce, gdzie brało się lekcje historii za najtrudniejszych komunistycznych czasów. Niektórzy uważają, że „Beczka” to zjawisko socjologiczne. To tam dzięki 
o. Tomaszowi i wspierającym go ojcom Janowi Andrzejowi Kłoczowskiemu i Joachimowi Badeniemu wyrosło nowe pokolenie, które potrafiło odnaleźć się w nowej rzeczywistości III Rzeczypospolitej i kreatywnie wpłynąć na jej losy. Tam, dzięki znakomitym wykładom ojców dominikanów i awangardy intelektualnej Krakowa, wyrastali politycy, naukowcy, animatorzy kultury, ludzie niepokorni, którzy w latach komunizmu tworzyli nowy krąg – pokolenie młodych myślących o nowej przyszłości dla Polski. To dzięki takiemu przygotowaniu mógł powstać Studencki Komitet Solidarności.

    
Ojciec Pawłowski opuścił Kraków w 1983 roku. W podwawelskim grodzie jednak o nim nie zapomniano. W październiku 2004 r. na 40-lecie „Beczki” otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Po wyjeździe z Krakowa o. Pawłowski nie ustawał w działaniach duszpasterskich. W 1987 r. przyjechał do Rzeszowa, gdzie prowadził m.in. Duszpasterstwo Akademickie „Szopka”. W latach 1994–2005 pracował w Gdańsku. W 2007 r. wrócił do Rzeszowa.


    W 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył o. Pawłowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.


    Autorka jest polonistką, autorką filmów dokumentalnych o tematyce religijnej, 
m.in. „Duszpasterz »Beczki«” 
o ojcu Pawłowskim, redaktorem tomu wspomnień „Beczka – nasz dom”. Była członkinią „Beczki” w latach 1972–1977.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół