• facebook
  • rss
  • Na chorobę... Robert i Józek

    Monika Łącka


    |

    Gość Krakowski 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Karol Jaworski pierwsze opowiadanie napisał, gdy miał 6 lat i walczył z białaczką. Teraz zmaga się z nawrotem choroby, a na koncie ma wydaną książkę.

    Piszę dla dzieci w wieku 8–12 lat – mówi rezolutnie i dodaje, że pisanie od samego początku traktował jako odskocznię od choroby. – Brałem chemię i jeśli tylko dobrze się czułem, to zapominałem o wszystkim i pisałem. A zaczęło się od zabawy – wymyśliłem, że nazywam się Henryk Jaworski i jestem znanym pisarzem – opowiada.


    Fascynowały go wtedy samochody i traktory, dlatego losy głównych bohaterów jego opowiadania (Roberta i Józka) splotły się dzięki... fiatowi 126p. – Pewnego dnia, gdy mieszkający w Słupsku Robert wychodził z kościoła, pochodzący z Ustki Józek o mały włos nie potrącił go swoim autem. Panowie zaczęli się kłócić, ale potem się zaprzyjaźnili, a jeszcze później poznali swoje żony Alę i Malwinę. Wspólnie przeżyli też mnóstwo przygód – streszcza ich historię Karol.


    Będę reżyserem


    Pochodzący z Lubnia chłopiec po raz pierwszy do szpitala trafił w kwietniu 2010 roku. Choroba zaczęła się od powiększonych węzłów chłonnych na głowie i szyi. Karol był też coraz słabszy, więc lekarze zasugerowali rodzicom, by na konsultacje pojechać do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Tam diagnoza była jasna: białaczka. – W szpitalu byłem do grudnia. Gdy wydawało się, że już wszystko jest dobrze, w marcu 2015 r. choroba wróciła. I tym razem w szpitalu byłem do grudnia – wspomina.


    Teraz Karol ponownie zdrowieje i na pierwszy rzut oka trudno poznać, że jego organizm wciąż walczy. – Jeszcze przez 1,5 roku muszę brać chemię – codziennie łykam tabletki, ale już w domu, nie w szpitalu. Mocno wierzę też, że za jakiś czas wrócę do szkoły i do kolegów. Na razie co kilka tygodni muszę przyjeżdżać do Prokocimia na badania. Nie są przyjemne, np. punkcja, ale da się przeżyć – zapewnia, dodając, że przez chorobę zmężniał i wydoroślał.

    
– W przyszłości chciałbym zostać aktorem i reżyserem – mówi. Marzy też o spotkaniu z Cezarym Żakiem i Arturem Barcisiem. –  To moi idole, a seriale „Ranczo” i „Miodowe lata”, w których grają, pomagały mi w walce z chorobą, bo lubiłem je oglądać, leżąc w szpitalu. Inspirowały mnie też do pisania – tłumaczy chłopiec.


    Do bycia reżyserem na pewno ma predyspozycje, bo w pisaniu scenariuszy przyda się bujna wyobraźnia. Na razie wciąż pisze opowiadania, a w głowie ma już pomysły na kolejne części przygód Roberta i Józka.


    Z Bogiem i Maryją


    – Wszystko zaczęło się od tego, że syn lubił rysować. Z czasem do obrazków dokładał krótkie opisy, potem coraz dłuższe zdania, i jeszcze dłuższe... – wspomina Piotr Jaworski, tata Karola. Pewnego dnia tę twórczość odkryła nauczycielka z Zespołu Szkół Specjalnych nr 3 w USD w Prokocimiu.

    
– Gdy weszłam do izolatki, w której leżał Karol, grzecznie spytał czy mogę przyjść nieco później, bo teraz pisze. Zdziwiłam się, a on wtajemniczył mnie w losy Roberta i Józka. Zaproponowałam więc, by do szkolnej gazetki napisał nowe opowiadanie, sprowadzając swoich bohaterów znad morza na wycieczkę na południe Polski. Po trzech dniach tekst był gotowy – okazało się, że Robert i Józek przyjechali do Krakowa, do szpitala w Prokocimiu, by oddać szpik kostny chorym dzieciom. Karol bardzo mnie tym wzruszył – wspomina Krystyna Drożdż. –  To niesamowity chłopak! Bardzo sympatyczny, kulturalny i, mimo cierpienia, zawsze uśmiechnięty – dodaje Barbara Walerowska, obecna wychowawczyni Karola ze szpitalnej szkoły.


    Swoją pogodą ducha chłopiec cały czas zarażał też rówieśników ze szpitalnego oddziału, którzy z czasem stali się wiernymi czytelnikami jego opowiadań i z niecierpliwością czekali na kolejne rozdziały.
Dzięki staraniom nauczycielek najważniejsze wątki sagi o Robercie i Józku udało się wydać w formie małej książki. Powstała ona podczas warsztatów „Moja wymarzona książka” zrealizowanych przez Ewę Stadtmüller, Małgorzatę Maćkowiak i Katarzynę Małkowską. Projekt wsparło też dużo ludzi dobrego serca.

    
– Podczas choroby Karola poznaliśmy wiele życzliwych osób. Od początku jesteśmy też w łączności z Bogiem i jesteśmy Mu bardzo wdzięczni, że po raz drugi uchował syna od przeszczepu szpiku. Lekarze mówią, że miał dużo szczęścia – mówi pan Piotr. – Gdy choroba wróciła, wszystko oddaliśmy Matce Bożej, prosząc Ją o wstawiennictwo i odmawiając Nowennę Pompejańską właśnie w tej intencji, by nie musiało być przeszczepu. Nie było jeszcze wyników, a my już odmawialiśmy część dziękczynną. Gdy w końcu je dostaliśmy, okazało się, że jest dobrze. Cieszę się też, że dziś mogę o tym powiedzieć na łamach „Gościa Niedzielnego” – dodaje tata Karola.


    14 czerwca Karol skończy
12 lat, a tekst w „Gościu” to nieco wcześniejszy prezent urodzinowy dla chłopca od redakcji
„Gościa Krakowskiego”.
 Czytelników prosimy też o modlitwę w intencji Karola.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół