• facebook
  • rss
  • Misja: miłosierdzie

    Paulina Smoroń

    |

    Gość Krakowski 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    Nie znają ludzi, do których pojadą, ale są pewni, że oni czekają właśnie na nich... Siedmioro śmiałków wyrusza do Kairu.

    Joasia, Dominika, Ola, Basia, Michał, Darek i o. Krzysztof – to właśnie oni tworzą tegoroczną odsłonę „Projektu Egipt”. Jest to inicjatywa Jezuickiego Centrum Społecznego, która połączyła młodych wolontariuszy z Polski. Przez 3 tygodnie będą pracować w jezuickiej świetlicy w jednej z uboższych dzielnic Kairu. Wśród maluchów, którymi będą się zajmować, są zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. Do podróży (wylatują w nocy 7 sierpnia) szykują się od wielu miesięcy, a dla podopiecznych przygotowują m.in. kurs języka angielskiego oraz mnóstwo zabaw integracyjnych. W planach mają też remont części świetlicy, z której korzystają dzieci.

    Wolontariusze spotykają się co tydzień w krakowskim WAJ-u, czyli Wspólnocie Akademickiej Jezuitów, by m.in. przygotowywać materiały potrzebne do wyjazdu. Nie zapominają też, że bez wsparcia „z Góry” wszystko byłoby na nic, dlatego część czasu przeznaczają na formację duchową. I choć problemów z wyjazdem od początku projektu było co niemiara, to są przekonani, że z Bożą pomocą pokonają trudności. Jak podkreśla o. Krzysztof Nowak SJ, jezuita i współtwórca projektu „Modlitwa w drodze”, ten wyjazd ma nie tylko wymiar społeczny, ale również duchowy.

    – To jest pewnego rodzaju misja, którą chcemy przeżyć w odniesieniu do naszej wiary. Misjonarze podróżują nie tylko po to, żeby innych nawracać, ale też żeby dzielić się swoją kulturą czy wiedzą. I my chcemy pomagać i dzielić się tym, co mamy, oraz przeżyć ten wyjazd jak spotkanie z drugim człowiekiem, który dla nas jest dzieckiem Boga, bez względu na to, jaką wiarę wyznaje – tłumaczy o. Krzysztof. Szczególną inspiracją dla młodych stał się Jubileusz Miłosierdzia. – W tym roku każdy szuka różnych form doświadczenia Bożego miłosierdzia, ale również sam chciałby to miłosierdzie nieść dalej. Bóg przecież przychodzi szczególnie do tych, którzy są ubodzy, nie mają dostępu do edukacji czy mają jakieś inne ograniczenia. My chcemy wyciągnąć do nich dłoń i stać się obliczem miłosiernego Boga – tłumaczy o. Krzysztof. Od lutego do połowy czerwca wolontariusze zbierali pieniądze na wyjazd, kwestując w różnych częściach Polski. – To było niesamowite doświadczenie, bo ludzie nie tylko wrzucali pieniądze do naszych puszek, ale też okazywali nam całe swoje serce – przekonuje Joasia Cabak, liderka projektu. – Kiedy byliśmy w Nowym Sączu, podeszła do nas pewna kobieta. Miała łzy w oczach. Powiedziała, że gdy tylko usłyszała, co planujemy, nie była w stanie ukryć wzruszenia. Mówiła, że kiedy widzi młodych ludzi, którzy nie noszą habitu, a wyjeżdżają na misje, to jej serce rośnie – wspomina. Kair to niebezpieczne miejsce, ale wolontariusze wiedzą, że z Bożym powołaniem nie można dyskutować. – Ufamy Bożej Opatrzności! Nie jedziemy tam na wycieczkę, ale z misją i jestem pewien, że skoro Pan Bóg nas do tych ludzi posyła, to nas przez to doświadczenie przeprowadzi – dodaje o. Krzysztof. – Tuż po tym, jak się zdecydowałam na wyjazd, doszło do zamachów w Paryżu. Zastanawiałam się, jak mam jechać do Kairu, skoro w Europie – tak blisko mnie – dzieją się tak okrutne rzeczy. Wiem, że Egipt to niemal samo centrum terroryzmu, ale właśnie wtedy dostałam od Pana Boga słowo, które pamiętam do dziś. Był to fragment Listu do Rzymian (8, 31): „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Od tej pory jestem pewna, że On nie pozwoli, żeby cokolwiek nam się stało. Pan zabiera cały strach – przekonuje Joasia.

    Od dłuższego czasu zagraniczne misje przyciągają młode osoby i – jak tłumaczy duchowy opiekun grupy – jest to owoc Bożego działania. – Osoba, która głębiej przeżywa swoją relację z Panem Bogiem, w pewnym momencie odkrywa, że wiele może dać innym dlatego, że sama coś otrzymała. Tak reagują zwłaszcza studenci, którzy są wdzięczni np. rodzinie za to, że mogą studiować. Właśnie ta wdzięczność często jest motorem, który napędza działanie – tłumaczy o. Krzysztof. – Jestem też pewien, że po podróży będziemy mieli inne podejście do ludzi, szczególnie do tych wyznających inną wiarę i żyjących w innej kulturze. To duże wyzwanie w obecnych czasach, bo przecież na naszych oczach przenikają się i mieszają różne religie i kultury świata. W Polsce trochę przyzwyczailiśmy się, że żyjemy w dość homogenicznym kraju, w którym dominuje chrześcijaństwo i gdzie wszyscy mamy ten sam kolor skóry. To może się powoli zmieniać, dlatego powinniśmy się otworzyć na to, co dobrego inni ludzie mogą wnieść w nasze życie. Ufam, że to, co przywieziemy z Kairu, będzie darem Pana Boga – mówi jezuita.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół