• facebook
  • rss
  • A ja znam świętego Franciszka!

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 33/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    – O, jakie tu wspaniałości mamy! – mówił kard. Franciszki Macharski, zaglądając do chlewni prowadzonej przez siostry. – Jeszcze nikt mnie tu nie odwiedził – płakała urszulanka zajmująca się zwierzętami.

    Taki właśnie był. Wszystko, co obok, było ważne, tym się interesował – wspomina ks. prał. Andrzej Fryźlewicz, osobisty sekretarz kard. Macharskiego. Metropolita krakowski podczas swojej posługi odbywał wiele spotkań w parafiach, instytucjach. Księdzu Andrzejowi zapadło w pamięci szczególnie jedno. Chodzi o odwiedziny hierarchy w klasztorze sióstr urszulanek szarych w Pniewach koło Poznania. Siostry pokazywały szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt, którą prowadziły, z piękną kwiaciarnią i plantacją warzyw. Kardynał dostał od sióstr bukiet kwiatów. Już na początku zainteresował go jeden ze znajdujących się na uboczu obiektów klasztornych. Siostry wykręcały się od odpowiedzi, co tam jest, w końcu powiedziały, że to chlewnia. Kardynał postanowił tam pójść. Akurat pracowała tam jedna z sióstr. – Ależ tu wspaniałości mamy! – skomentował kardynał, a siostra płakała ze wzruszenia. Dodała, że już wielu gości było w klasztorze, ale jeszcze nikt jej tutaj nie odwiedził. Ksiądz kardynał zamienił z nią kilka zdań i wręczył jej kwiaty. – Ta historia była dla mnie, na początku mojej posługi przy boku kardynała, wskazaniem kierunku, szukania tego, co „obok” drogi, zapomniane, zaniedbane – opowiada ks. Fryźlewicz, który pochodzi z Nowego Targu.

    Między dziećmi

    Kardynał Macharski zaprzyjaźnił się z rodziną swojego kapelana i przy różnych okazjach gościł nawet w domach Fryźlewiczów w stolicy Podhala. Udzielał różnych sakramentów, towarzyszył w smutkach i radościach. – Byliśmy zajęci przygotowaniem herbaty dla kardynała, który odwiedzał nasz dom. A on w pewnym momencie zaczął się bawić z naszymi dziećmi. Zobaczyliśmy go uśmiechniętego, jak chodził w sutannie na kolanach, pomiędzy roześmianymi naszymi pociechami – wspomina Marek Fryźlewicz, brat ks. Andrzeja. Dawny burmistrz Nowego Targu przytacza jeszcze jedną sytuację. – Kardynał Macharski, kiedy tylko był w stolicy Podhala, przynajmniej na kilka kwadransów do nas do domu zaglądał. Dzieci traktowały go jak wujka. Kiedyś w szkole mój syn, podczas lekcji o św. Franciszku, powiedział, że go zna, że on często bywa u niego w domu. Śmiechu uczniów nie było końca. Po prostu syn myślał, że kard. Franciszek to św. Franciszek – opowiada M. Fryźlewicz. Zdradza też, że opowiedział tę historię metropolicie krakowskiemu. – Bardzo go rozbawiła, ale potem się zamyślił i powiedział, że być świętym w oczach dzieci to wielka radość i zobowiązanie – wspomina. Kardynał Macharski korzystał też z porad nowotarskich dzieci, jeśli chodzi o nowinki techniczne. – Miał nowy telefon, nie potrafił włączyć jakiejś funkcji. Miałem wtedy 6 lat i sobie z tym poradziłem – chwali się Maciek Fryźlewicz, dziś już absolwent liceum. Pamięta także komentarz kardynała: „No cóż, to pokolenie ma to już we krwi”. – Po Pasterce maryjnej w Ludźmierzu przed plebanią czekało kilka samochodów, wszyscy chcieli zaprosić do siebie kardynała, nawet policjantka. Właśnie z nią ksiądz kardynał pojechał. Potem żartował, że była to najszybsza jazda w jego życiu. Następnie funkcjonariuszka otrzymała własnoręczne podziękowanie i różaniec od Ojca Świętego – wspomina kolejną sytuację M. Fryźlewicz.

    Na palcach po domu

    Kardynał żywo interesował się sprawami ważnymi dla ojczyzny. Ks. Fryźlewicz wspomina, że kiedy dotarły do nich informacje, że rząd premiera Rakowskiego chce unieważnić pierwsze częściowo wolne wybory po roku 1989, kardynał poprosił o numer telefonu do Kancelarii Premiera RP. – Kardynał Franciszek mocnym głosem przestrzegał rządzących przed rozlewem krwi. Dodał, że jeśli dojdzie do unieważnienia wyborów, on zrezygnuje z funkcji przewodniczącego komisji kościelno-państwowej, która rozwiązywała różne sporne kwestie w owym czasie – wspomina kapelan. I jemu osobiście bardzo pomógł ksiądz kardynał. – Głowił się i troił, aby wszystko było dobrze. Załatwiał transport lotniczy do Wiednia, żebym przybył tam na czas do zabiegu przeszczepu nerki. Mogę szczerze powiedzieć, że był dla mnie jak drugi ojciec – podkreśla ze wzruszeniem ks. Andrzej. Kardynał Franciszek zawsze otaczał opieką wszystkich chorych. Kiedy tylko dowiadywał się o chorobie księdza, potrafił zostawić wszystko i jechać do szpitala, aby się z nim spotkać. Tak było np. podczas jednej z Wigilii. – Szczególne popołudnie, a my kierujemy się do szpitala, gdzie puste korytarze i sala, w której był ks. Jan Nowobilski, czekający na zabieg. Tak bardzo ucieszył się, że zobaczył kardynała! Wstąpiły w niego nowe siły. Potem wiele lat pracował, mówiąc przez laryngofon, w parafii w Cichem Górnem. Do tego pamiętnego dnia wiele razy nawiązywał – wspomina ks. Fryźlewicz. Dodaje, że też ma problemy ze zdrowiem od dawna, a kard. Macharski – jeszcze jako przełożony w seminarium – wszystko to rozumiał i już wtedy otoczył go troską. – Kiedy po trzech latach wikariatu w Liszkach otrzymałem skierowanie na studia z zamieszkaniem w Domu Księży Profesorów przy ul. św. Marka, okazało się, że nie ma tam miejsca. Ksiądz kardynał zadecydował, że zamieszkam w Domu Arcybiskupów Krakowskich i będę służył pomocą duszpasterską w rektoracie św. Marka. W tych właśnie okolicznościach, w czerwcu 1983 r., otrzymałem nominację na kapelana metropolity. Dzisiaj żartuję, że zostałem kapelanem na skutek braku mieszkania u św. Marka – opowiada ks. Andrzej, który od tamtego właśnie czasu ma w dowodzie osobistym, w rubryce „adres”, wpisaną ul. Franciszkańską 3. – Dla mnie to ogromne wyróżnienie i wielka wdzięczność. Przeżyłem tutaj 11 wizyt papieży. Najpierw Jana Pawła II, potem Benedykta XVI, a teraz Franciszka. Niezapomniane chwile i obcowanie – jak pisała św. Katarzyna ze Sieny – ze słodkim namiestnikiem Pana Boga... Dodaje z uśmiechem, że w czasie pielgrzymek musiał chodzić bardzo ostrożnie, aby przypadkiem nie przeszkadzać najważniejszemu domownikowi, gdyż część mieszkania ks. Andrzeja znajduje się bezpośrednio nad apartamentami papieskimi.

    Kaplica zamknięta

    Taki sam adres miał do końca swoich dni kard. Macharski. – Oczywiście, całą korespondencję, która przychodziła, zanosiliśmy mu do sióstr albertynek. Kardynał, już jako senior, sam kierował swoimi sprawami, choć oczywiście zwracał się do mnie z prośbą o pomoc – wspomina ks. Andrzej. Zwykle w kurii pracowali razem do późnych godzin nocnych. – Kiedy wracaliśmy z różnych wyjazdów, kard. Franciszek wcale nie kładł się spać. Zasiadaliśmy do odpisywania na listy. „Andrzejku, pomożesz?” – słyszałem. Kardynał Macharski, jak wspomina jego kapelan, rzadko się denerwował. – Pamiętam go raz bardzo niezadowolonego. Chodziło o budowę szpitala bonifratrów w Nowym Targu. Kardynałowi bardzo zależało, aby powstał on w stolicy Podhala, jednak nie mogły zapaść ostateczne decyzje po stronie władz i, niestety, nie udało się – wspomina ks. Andrzej. Ale za to udało się z Państwową Podhalańską Wyższą Szkołą Zawodową w Nowym Targu, a kard. Franciszek nazywany jest jednym z jej założycieli. Ksiądz Andrzej zdradza, że kard. Macharski miał swoje zwyczaje i nie odstępował od nich. – Zamykał się od wewnątrz w kaplicy w Pałacu Arcybiskupów i modlił się oraz rozważał niemal przez dwie godziny różne kwestie. Następnie przyjmował wszystkich kapłanów, którzy o sprawach dla nich ważnych chcieli z nim porozmawiać. I niemal nigdy nie przychodziliśmy na obiad punktualnie, ku lekkiemu poruszeniu innych czekających na posiłek. Zwykle dawałem znać siostrom pracującym w kuchni, żeby zaczynały bez nas, bo jeszcze nam zejdzie – uśmiecha się ks. Andrzej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół