• facebook
  • rss
  • Ksiądz Sieńczak i jego Lwy

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 33/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    Wspominający ks. Bronisława bez wahania mówią o nim: wizjoner, marzyciel, romantyk, człowiek z pasją.

    Ostatnia droga zmarłego 21 lipca kapłana ze zgromadzenia misjonarzy wiodła przez miejsca najbliższe jego sercu. Zmarł w Szwajcarii, która za sprawą przyjaźni z Josephiną Gebert (fundatorką „Radosnej Nowiny”) stała się dla ks. Bronisława Sieńczaka drugą ojczyzną. Tam, w kolegiacie w Locarno, odprawiona została pierwsza Msza św. pogrzebowa. Druga – 2 sierpnia – odbyła się w Piekarach, w Centrum Edukacyjnym „Radosna Nowina 2000”. – Dziś trumna ks. Bronisława znajduje się w kościele, który sam wybudował, w centrum, które sam stworzył – mówił na początku Eucharystii ks. dr Kryspin Banko, wizytator Polskiej Prowincji Zgromadzenia Misji.

    – Wszyscy, którzy go znali, wiedzą, że to miejsce było jego pasją i oczkiem w głowie. Temu miejscu i ludziom z nim związanym poświęcił swoje życie – dosłownie i w przenośni. Mimo trudności i kłopotów zawsze powtarzał: „To jest moje dziecko i nigdy nie pozwolę, by stała mu się jakakolwiek krzywda”. W ten sposób często ze mną rozmawiał i widziałem, że mówi prawdę – podkreślał wizytator. Kościół w „Radosnej Nowinie” był za mały, by pomieścić wszystkich, którzy przyjechali pożegnać ks. Sieńczaka – członków rodziny, przyjaciół, kapłanów, ale także nauczycieli, absolwentów i uczniów liceum w Piekarach. Mszy św. przewodniczył bp Paweł Socha (także członek zgromadzenia misjonarzy), a koncelebrowali m.in. abp Benjamin Marc Ramaroson CM z diecezji Antsiranana na Madagaskarze oraz bp Jan Zając, który odczytał list kard. Stanisława Dziwisza. „W imieniu Kościoła krakowskiego dziękuję za wszelki trud, za to wszystko, czego dokonał ks. Bronisław przez lata swojego kapłańskiego życia dla rozwoju życia religijnego naszej diecezji, a także Zgromadzenia Księży Misjonarzy” – napisał metropolita krakowski.

    Szczęście to przynależność

    Ksiądz Sieńczak urodził się w 1947 roku. Był kapłanem Zgromadzenia Księży Misjonarzy. W latach 1972–1974 pracował w krakowskiej parafii NMP z Lourdes, potem wyjechał na studia na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, które zakończył z tytułem doktora teologii. Pełnił później funkcje wicerektora seminarium księży misjonarzy w Krakowie, dyrektora kleryków, superiora, rektora oraz wykładowcy Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy. Był także wizytatorem polskiej prowincji zgromadzenia. Stworzył Fundację im. ks. Siemaszki i przez wiele lat nią kierował. Jego pomysłem było także wybudowanie Centrum Edukacyjnego „Radosna Nowina 2000” w podkrakowskich Piekarach, które w tym roku obchodzi jubileusz 15-lecia działalności. Sam podkreślał, że podstawą działania „Radosnej” jest troska o młodzież. – Młody człowiek, który stoi przed wyborem najważniejszych wartości, potrzebuje dojrzewania w wolności – mówił ks. Sieńczak, dodając, że rolą szkoły i nauczycieli jest stworzyć warunki do tego dojrzewania. – Ktoś kiedyś nazwał nas, nauczycieli zatrudnionych w „Radosnej Nowinie”, Lwami Sieńczaka. Tak to czuję. Ta szkoła oddycha jego marzeniami – wspomina Ewelina Kuriata, nauczycielka w liceum w Piekarach. Podkreśla, że porwały ją jego ideały, jego zachwyt człowiekiem, młodością, życiem, pięknem. Jak zapamięta ks. Sieńczaka? Jako wielkiego humanistę, skrytego romantyka, śmiałego wizjonera i bacznego obserwatora, który w drugim człowieku widział przede wszystkim potencjał. – Jego ulubione zdanie brzmiało „Szczęście to przynależność”. Zawdzięczam mu wiele szczęścia – mówi E. Kuriata.

    Wartość posłuszeństwa

    Ksiądz Jacek Tendej, pierwszy dyrektor liceum w „Radosnej Nowinie”, a obecnie rektor Seminarium Ducha Świętego w Port Moresby (Papua-Nowa Gwinea), wspomina, że wiele lat jego pobytu w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy związanych było z ks. Bronisławem. Najpierw był jego rektorem w seminarium. – Ciągle inspirował, zachęcał, a czasem wręcz przymuszał do rozwoju i odkrywania nowych wymiarów życia i kapłańskiego powołania – mówi ks. Tendej. Jako wykładowca Instytutu Teologicznego ks. Sieńczak był też promotorem jego pierwszej rozprawy „naukowej” – tzw. pracy proseminaryjnej, którą ks. Jacek poświęcił miłości i nienawiści w ujęciu Maxa Schelera. Kolejne spotkanie jeszcze bardziej wpłynęło na jego życie kapłańskie. Ks. Sieńczak był już wizytatorem Polskiej Prowincji Zgromadzenia Misji, a ks. Tendej – katechetą w parafii bł. Anieli Salawy w Krakowie. – Ks. Bronisław zaskoczył mnie niezwykłą propozycją wyjazdu do Rzymu i podjęcia studiów pedagogicznych na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim, a po ich ukończeniu – organizowania powstającego dzieła „Radosnej Nowiny 2000”. Nie udało mu się przekonać mnie za pierwszym razem, ale gdy powrócił do rozmowy po dwóch tygodniach, roztaczając przede mną zalety rzymskich studiów, poddałem się. Dopiero w czasie studiów i po ich zakończeniu doceniłem wartość jego decyzji i... swojego posłuszeństwa – wspomina dziś ks. Jacek. Po studiach pracował jeszcze w misjonarskiej parafii św. Stanisława Kostki na nowojorskim Brooklynie, a następnie trafił do „Radosnej Nowiny”, stając się bliskim współpracownikiem ks. Bronisława. – Razem dzieliliśmy radości, problemy i stresy powstającego Centrum Edukacyjnego oraz liceum. Ksiądz Bronisław zwykł mawiać, że nie jest człowiekiem łatwym we współpracy, czego nieraz doświadczaliśmy. Udało nam się jednak owocnie przepracować ponad 13 lat – opowiada ks. Tendej. Dodaje, że praca z ks. Sieńczakiem była niesamowicie inspirująca. – Był kopalnią wiedzy, i tej życiowej, i tej teologicznej. Godzinami mógł opowiadać o swoich doświadczeniach oraz o wielkich koncepcjach teologicznych i filozoficznych. W dodatku miał niesamowitą pamięć, połączoną z mądrością i życiową refleksją. Zaskakiwał nas znajomością nazwisk osób, wydarzeń, cytowaniem z pamięci listy studentów instytutu. Potrafił przytoczyć z pamięci fragmenty kazania, którego wysłuchał jako 13-latek w kaplicy sióstr miłosierdzia na warszawskiej Tamce! – opowiada ks. Tendej. – Ksiądz Bronisław pozostanie w mojej pamięci, modlitwie i wdzięczności jako człowiek, który znacząco wpłynął na moje życie – podsumowuje. Osób, które mogą podobnie powiedzieć o ks. Sieńczaku, jest wiele.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół