• facebook
  • rss
  • Marzenia o wypożyczalni

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    Miejskie wypożyczalnie samochodów (czyli tzw. car-sharing) to wynalazek ciekawy, pożyteczny, ekologiczny itd. Zalety można wymieniać długo.

    Nie ma się więc co dziwić, że po wprowadzeniu systemu rowerów miejskich (do tego, jak owo wprowadzanie wygląda, wrócimy za chwilę) władze Krakowa zaczęły planować uruchomienie stacji, w których będzie można wypożyczyć auto. Sam system ma zresztą działać podobnie do rowerowego – użytkownik będzie mógł wsiąść do samochodu na jednym parkingu, po zalogowaniu się przejechać na inny i tam maszynę zostawić, by korzystali z niej kolejni kierowcy. Rozwiązanie miałoby działać wewnątrz drugiej obwodnicy Krakowa. Przetarg zaplanowano na przełom 2016 i 2017 roku.

    Wszystko to pięknie wygląda, dopóki nie spojrzy się na wspomniane rowery miejskie. Już w tym roku miało ich być 1,5 tys. – po serii opóźnień i perypetii przesunięto rozbudowę na rok przyszły. Teraz po ulicach, ścieżkach i chodnikach jeździ 300 jednośladów miejskiej wypożyczalni. Wśród nich wiele jest starych i zniszczonych – w końcu ten sezon został uruchomiony „w trybie awaryjnym”. Przewaga roweru jest taka, że jeśli zepsuje się w drodze, zawsze można go dość łatwo doprowadzić do najbliższego stojaka. Z samochodami tak łatwo nie będzie – awaria to zwykle wzywanie lawety, zablokowana droga, stracony czas. Jestem całym sercem za uruchomieniem wypożyczalni aut, ale od razu w naprawdę dobrym wydaniu, bo jeśli za parę lat te samochody mają być tak zdezelowane jak miejskie rowery, to dziękuję, ja wysiadam.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół