• facebook
  • rss
  • Mistrzyni już w pierwszym roku

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    Pyszny tort, list z gratulacjami, wielki baner na dzwonnicy, a nawet plecak pielgrzyma ŚDM – to niespodzianki, jakie czekały na Marię Springwald w rodzinnej parafii na krakowskich Klinach.

    Maria jest absolwentką inżynierii materiałowej w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ma 25 lat. Ci, którzy ją znają, mówią, że jest bardzo skromna. Zawodniczka chętnie wraca pamięcią do swojego pierwszego spotkania z wioślarstwem. – Wraz z moją klasą w szkole podstawowej, w ramach lekcji wychowania fizycznego, byliśmy w klubie, gdzie trenerka Iwona Wójcik-Pietruszka pokazała nam, czym jest wioślarstwo. Tak się złożyło, że spośród wszystkich to właśnie ja zostałam zaproszona na trening. Od razu czułam się bowiem jak ryba w wodzie – śmieje się. Co ciekawe, treningi zaczęła w zimie, na ergometrze wioślarskim (czyli na specjalnym symulatorze), a dopiero wiosną poznała, czym jest lepsza strona wioślarstwa, czyli schodzenie na wodę. – Wtedy pokochałam ten sport i już w pierwszym roku zdobyłam mistrzostwo Polski – wspomina.

    Najbliższy sercu

    Zachęca też wszystkich, a zwłaszcza najmłodszych, do aktywnego spędzania wolnego czasu. – To naprawdę przynosi satysfakcję i dużo radości. Sport jest także okazją do poznania nowych przyjaciół. Oczywiście, namawiam do wioślarstwa, bo jest mi bliskie, a kontakt z przyrodą i piękne widoki uświetniają każdy trening, nawet ten najcięższy – uśmiecha się krakowianka i zachęca, by rodzice nie bali się zapisywać dzieci do klubów. – Trzeba pozwolić im spełniać marzenia. Nie trzeba obawiać się, że sobie nie poradzą, ale wspierać je w dążeniu do celu. Sport nie tylko rozwinie dziecko fizycznie, ale również nauczy systematyczności i dobrej organizacji czasu – przekonuje M. Springwald.

    Choć podczas zawodów medalistka widziała wiele pięknych miejsc, to najpiękniejszym zakątkiem świata, a jednocześnie najbliższym jej sercu pozostaje Kraków. – Czuję się tu dobrze i, kiedy tylko mogę, w pierwszej kolejności właśnie tu wracam, mimo że z obozu jadę 10 godzin w jedną stronę – zdradza M. Springwald. Kalendarz zawodniczki jest wypełniony. Obecnie czas spędza na obozie w okolicach Wałcza, na tamtejszym pojezierzu. Często też korzysta z toru w Poznaniu. – Gdzie można spotkać wioślarzy między zawodami? Tylko w okolicach jezior – mówi. – Obóz trwa zwykle 3 tygodnie, a kolejny tydzień w danym miesiącu wypełniają inne sportowe zajęcia i zostają dwa dni wytchnienia – opowiada wioślarka i dodaje, że trzeba też trzymać rygor w jadłospisie. – Na obozie kuchnia przygotowuje posiłki gotowane, a nie smażone. Nie dostajemy też słodyczy. Natomiast w czasie między zgrupowaniami trzeba mieć silną wolę i kierować się rozumem, bo w pobliżu nie ma dietetyka – podsumowuje M. Springwald. Krakowanie, a zwłaszcza ci z os. Kliny i tamtejszej parafii św. Rafała Kalinowskiego, są bardzo dumni z zawodniczki. – Jej postawa jest przykładem dla wszystkich młodych ludzi. Pani Maria pokazuje, że wytrwała, ciężka praca, wzbogacona talentem i ambicją, pozwala realizować najśmielsze życiowe cele – mówi Maciej Nazimek, przewodniczący Rady Dzielnicy X w Krakowie, która obejmuje os. Kliny.

    Szybka reakcja na słowa Franciszka

    Z życzeniami i gratulacjami dla swojej parafianki pośpieszył również ks. Jan Jarco, proboszcz parafii św. Rafała Kalinowskiego. – Kiedy przygotowywałaś się do zdobycia medalu, my słuchaliśmy papieża Franciszka, który także zwraca uwagę na sport. Zachęcał nas wtedy do zejścia z kanapy. Ty odpowiadasz na to zawołanie i dajesz nam przykład – mówił ks. Jan w czasie powitania parafialnego brązowej medalistki z Rio. Duszpasterz podarował M. Springwald czerwony plecak pielgrzyma ŚDM, w którym znalazły się m.in. wszystkie przemówienia wygłoszone przez Franciszka podczas wizyty w Polsce. – Jako sportowiec nie afiszuję się ze swoją wiarą, jednak na obozie staram się uczestniczyć w niedzielnej Mszy św., chociaż wymaga to odpowiedniej organizacji czasu i samozaparcia. Zawsze przed startem wykonuję znak krzyża. W Rio nad torem górował Chrystus i wierzę, że wspierał nas z góry w namacalny sposób – podsumowuje zawodniczka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół