• facebook
  • rss
  • Co by powiedzieli, gdyby mogli?

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    – W całym zamieszaniu zapomniano o dobru naszych wychowanków. A popatrzyć w ich oczy to tak, jakby zobaczyć samo niebo – mówi s. Grażyna Gacek, kierująca DPS prowadzonym przez siostry serafitki w Białce Tatrzańskiej.

    Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Intelektualnie (a często także fizycznie) siostry serafitki prowadzą od 62 lat. Wokół domu rozpętała się w ostatnich dniach wielka wrzawa medialna. Pod adresem sióstr padło wiele oskarżeń, jakoby w placówce dochodziło do aktów znęcania się nad podopiecznymi. Jako pierwsza sensacyjne doniesienia opublikowała „Gazeta Krakowska”, a w ślad za nią poszły także inne media. A jak wygląda prawda?

    Zależy nam na wyjaśnieniu sprawy

    – Od kilku dni przeżywamy istny najazd dziennikarzy. Wokół domu były ustawione kamery, które filmowały nas nawet wieczorami. Tymczasem nasza placówka jest otwarta dla każdego i naprawdę nie mamy nic do ukrycia – zapewnia s. Gacek, która w sierpniu została nowym dyrektorem domu w Białce. Głos w sprawie zabrała także s. Agnieszka Bachul, przełożona prowincjalna Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej. „Natychmiast po otrzymaniu niepokojących informacji o pewnych nieprawidłowościach w zachowaniu pracowników wobec podopiecznych placówki podjęto działania w celu ich wyjaśnienia” – czytamy w oświadczeniu przesłanym mediom. Siostra prowincjalna informuje też, że prokuratura bada, czy rzeczywiście doszło do nieprawidłowości. Siostry przypominają, że postępowanie jest w toku i dotychczas nikomu nie postawiono konkretnych zarzutów. „Zgromadzeniu bardzo zależy na wyjaśnieniu tej sprawy dla dobra podopiecznych, którym służymy w Białce Tatrzańskiej od kilkudziesięciu lat” – pisze s. Bachul. Tymczasem media już teraz próbują wydać wyrok na siostry zakonne, nie mając dostępu do szczegółowych informacji. Warto zauważyć, że obecnie w placówce pracuje 40 osób, w tym tylko 10 sióstr. Pod ich opieką znajduje się ponad 60 mieszkańców domu, w bardzo różnym wieku (od 4 do 65 lat). – Są podzieleni na kilka grup, w zależności od wieku, schorzenia. Są też osoby leżące, wymagające pełnej opieki, w tym pomocy w czynnościach fizjologicznych. Cały czas pracują z nimi nasi rehabilitanci, są pod opieką lekarzy specjalistów, w tym również psychiatrów. Dysponujemy całą dokumentacją medyczną, w której wszystkie działania są dokładnie opisywane, także te związane z auto- agresją naszych podopiecznych. Bo i z nią mamy tu do czynienia – podkreśla s. Gacek.

    To nie był przypadek

    – Proszę pamiętać, że praca w takiej placówce wymaga niezwykłego poświęcenia. To musi budzić podziw dla wszystkich, którzy od lat opiekują się tu niepełnosprawnymi osobami – mówi osoba, która w DPS ma jednego z członków swojej rodziny. Pragnie jednak zachować anonimowość. – Pracuję w Białce już kilka dobrych lat. Proszę mi wierzyć, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z żadnymi przypadkami opisywanymi przez media. Mam nawet wrażenie, że niektóre historie zostały po prostu zmyślone. Może jest to forma zemsty ze strony osób, które kiedyś były tu zatrudnione albo z którymi siostry nie chciały już dalej współpracować – zastanawia się jedna ze świeckich pracownic DPS i również prosi – dla dobra sprawy – o anonimowość. Tłumaczy także zachowania chłopców. – Oni potrafią robić wiele rzeczy zupełnie nieumyślnie. Jest też taka grupa naszych podopiecznych, którzy mogą prowokować albo np. wyrzucać jakiś przedmiot, aby potem dostać nowy. Kto nie zna podłoża takiego postępowania, może wszystko opacznie zrozumieć – opowiada. – Dla mnie to nie jest przypadek, że pierwsza publikacja próbująca ukazać nas w złym świetle pojawiła się w mediach dzień po kanonizacji Matki Teresy. A potem rusza cała lawina. Zło nie może wytrzymać tej fali dobra, która tutaj jest ciągle widoczna – dodaje inny pracownik DPS. – Chłopcy często pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych czy z domów dziecka. Są bardzo poranieni, potrzebują naszej akceptacji i wsparcia – w tym, co jest dobre, i w różnych swoich porażkach – podkreślają serafitki. Uważają też, że praca w takim ośrodku jest tak bardzo wymagająca, że ktoś, kto nigdy nie widział takich dzieci, nie wyobraża sobie skali trudności pracy z tymi chorymi ludźmi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół