• facebook
  • rss
  • Malował na ekranie

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    Choć zmarły 9 października w wieku 90 lat wybitny reżyser urodził się w Suwałkach, a wychował w Radomiu, z podwawelskim grodem łączyły go liczne więzy. Z czasem uznał to miasto za swoje.

    Zwiedzając w 1941 r. krakowskie kościoły, zachwycił się u franciszkanów witrażem Wyspiańskiego „Bóg Ojciec”. Wówczas 15-letni Andrzej postanowił zostać malarzem. – Młodzieńczy krakowski zachwyt Wyspiańskim zaowocował m.in. dwukrotnymi realizacjami „Wesela” w Starym Teatrze (1963 i 1991), inscenizacjami na tej scenie „Nocy Listopadowej” (1974) i „Klątwy” (1997) oraz filmowym „Weselem” (1973), którego sceny plenerowe były kręcone m.in. obok kościoła Mariackiego i w Bronowicach – mówi Dariusz Domański, krakowski publicysta teatralny. W 1943 r. A. Wajda zamieszkał u stryjów w Krakowie, ukrywając się przed Niemcami ze względu na zaangażowanie w działalność Armii Krajowej w Radomiu. W 1946 r. został studentem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

    – Po trzech latach rzucił to wszystko i wyjechał do Łodzi na studia filmowe – mówi prof. Tadeusz Lubelski, filmoznawca z UJ. Mimo że, osiadłszy w Warszawie, zajął się głównie tworzeniem filmów fabularnych, wyobraźnia reżysera pozostała jednak malarska. – W obcowaniu był człowiekiem zwyczajnym, prostym, jasnym, klarownym, niecelebrującym swojej wielkości. Był przy tym wciąż malarzem. Tak naprawdę nigdy malarstwa nie porzucił. Bo też tworzył obrazy, tyle że na ekranie – mówi prof. Stanisław Rodziński, malarz, były rektor krakowskiej ASP.

    Andrzej Wajda wracał do Krakowa wielokrotnie. To miasto stało się dla niego drugim domem w latach 70., gdy reżyserował dramaty w Starym Teatrze. Wyreżyserowane wówczas przez niego „Biesy” Dostojewskiego, „Noc listopadowa” Wyspiańskiego, „Nastasja Filipowna” według Dostojewskiego, kilkuczęściowa opowieść teatralna „Z biegiem lat, z biegiem dni” i ekranizacja „Wesela” Wyspiańskiego związały go znów mocno z krakowskim środowiskiem artystycznym. W Krakowie kręcił również zdjęcia do swojego filmu „Katyń” (2007). „Człowiek musi wiązać się ze swoim miejscem, a takie więzy tworzy właśnie kultura. Dla mnie osobiście takim miejscem na ziemi jest Kraków. To jest moje miasto; miasto mojego ojca, miasto Akademii Sztuk Pięknych, której miałem szczęście być studentem, miasto Wyspiańskiego, miasto, które ma ołtarz Wita Stwosza, które zawsze miało związki z Europą i ze światem” – mówił w 1996 r. we Wrocławiu podczas inauguracji roku akademickiego w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych.

    Przez lata składał kolejne dowody przywiązania do podwawelskiego grodu. Dzięki jego wysiłkom i znacznej sumie pieniędzy z uzyskanej w 1987 r. japońskiej Nagrody Kioto, w 1994 r. nad Wisłą stanął piękny budynek, zaprojektowany przez Aratę Isozaki, wybitnego architekta z Kraju Kwitnącej Wiśni. Powstało w nim Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”, mające prezentować m.in. bogate zbiory sztuki japońskiej ofiarowane przed wojną Krakowowi przez Feliksa Jasieńskiego „Mangghę”. Tutaj przechowywane jest również bogate archiwum A. Wajdy. Reżyser doprowadził również do wybudowania przy pl. Wszystkich Świętych Pawilonu Wyspiański, gdzie umieszczono przeznaczone do katedry wawelskiej 4 witraże Stanisława Wyspiańskiego, niezrealizowane za jego życia. W 2000 r. przekazał do Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego statuetkę Oscara, przyznaną mu za całokształt twórczości. Doprowadził również do powstania w Nowej Hucie Muzeum PRL.

    W Krakowie zaś wywdzięczano się twórcy m.in. przyznaniem doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (1989), srebrnym medalem „Cracoviae Merenti” (1995, wraz z Krystyną Zachwatowicz), zorganizowaniem na 70. urodziny Roku Andrzeja Wajdy (w 1996 r.) oraz uroczystościami 90. urodzin w roku 2016.

    „Cokolwiek by powiedzieć o jego celebryckiej obecności publicznej – a w tej chwili lepiej spuścić nad tym miłosiernie zasłonę milczenia – a także o spaskudzeniu wielu jego filmów przez polityczne opcje, którym w danym etapie służył, to jednak artystą był naprawdę wielkim, o niesamowitej wyobraźni plastycznej zwłaszcza i sposobie budowania narracji. Przy tym naprawdę na wskroś zanurzonym w wielkiej polskiej sztuce i poezji, w jej wielkich mitach i symbolach” – tak śmierć Andrzeja Wajdy skomentował na Facebooku prof. Jacek Bartyzel. „W tym sensie był – po Norwidowsku – artystą organizatorem wyobraźni narodowej” – dodał znawca teatru i myśli politycznej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół