• facebook
  • rss
  • Czarują z tatrzańskich smreków

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Bramę tej szkoły przekraczali najwybitniejsi artyści, m.in. Jan Matejko, Jacek Malczewski, Stanisław I. Witkiewicz. Dziś prace jej uczniów zdobią europejskie place, dworce i lotniska. Kiedyś trafiły nawet do Watykanu.

    O relacjach, jakie się tu zawiązują, świadczy liczba osób, które przyjechały na jubileusz. – Szkoła uczy wybierać to, co ważne, bo w tym zalewie pseudokultury staramy się najpierw pokazać młodzieży, a potem wspólnie z nią wyławiać to, co jest cenne. Nie ukrywam, że jest to trudne, ale mamy szczęście do dobrych pedagogów – mówi Marek Król-Józaga, dyrektor artystyczny Zespołu Szkół Plastycznych im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Placówka świętuje w tym roku 140-lecie. Co ważne, M. Król-Józaga na szkołę patrzy także z perspektywy absolwenta.

    90 procent sukcesu to warsztat

    Nie wszyscy absolwenci osiągnęli sukces i są dzisiaj wziętymi architektami, projektantami czy artystami. – Zdaję sobie z tego sprawę, lecz wcale nie jest to niepokojące. Uczeń ma pozostać sobą, ma być człowiekiem uczciwym wobec siebie, wobec drugiej osoby, a przede wszystkim wobec sztuki, którą się zajmuje. Taki jest klucz naszej edukacji – podkreśla M. Król-Józaga. Kenarowcy, bo tak często określa się uczniów szkoły, są jednak absolwentami niemal każdej ASP w Polsce. Jednym z ostatnich uczniów z dyplomem wyższej uczelni w ręku jest Jacek Hajnos, który zasłynął w Polsce z portretowania i opisywania osób bezdomnych z Krakowa. Jego projekt zakończył się wydaniem książki, a dochód z jej sprzedaży zostanie przeznaczony na powstanie specjalnej przystani dla bezdomnych. Wszyscy absolwenci mówią też zgodnie, że szkoła dała im możliwość wykreowania własnego świata i zachowania indywidualizmu. – Profesor Arkadiusz Waloch, który prowadził z nami zajęcia z malarstwa i rysunku, zliczał szkice z tygodnia, twierdząc, że talent to tylko 10 proc. sukcesu, a pozostałe 90 to warsztat. Dlatego dalej je podliczam. Oczywiście nie tak dokładnie, ale w każdym miesiącu staram się przynajmniej coś narysować, zapisać jakąś chwilę, uwiecznić na zdjęciu, a czasem przelać to na płótno czy papier – opowiada Zofia Szwajnos, znakomita artystka, pracująca również jako grafik „Tygodnika Podhalańskiego”. – Myślę, że każdy, kto skończył tę szkołę, nawet jeśli nie pracuje w swoim zawodzie, i tak nadal obserwuje świat po swojemu, odwiedza galerie i żyje sztuką. Wszak piękno w człowieku nadal drzemie – dodaje.

    – Moje wspomnienia z okresu szkoły to zbiór pozytywnych doświadczeń. „Kenar” był dla mnie miejscem, w którym czułem wyjątkowo dobrą atmosferę. Artystyczny klimat, zajęcia prowadzone w plenerze, udział w licznych wernisażach... To wszystko na za- wsze pozostanie w mojej pamięci. Nigdy nie zapomnę też naszego projektu i wykonania dekoracji świątecznej dla Telewizji Polskiej – w wigilijny wieczór mogła ją oglądać cała Polska! – mówi Maciej Chowaniec, wzięty projektant z Poronina i radny tej gminny, który nieustannie dba o ład i porządek, nie tylko w architekturze. – Nie pomyliłam się, wybierając tę szkołę. To jest właśnie moje miejsce, do którego chętnie przychodzę. Jest tu bardzo fajna atmosfera, a jeszcze lepsze są zajęcia artystyczne: rysunek i malarstwo oraz rzeźba. A dziś nie mogę doczekać się lekcji tkactwa, fotografiki czy grafiki komputerowej – mówi Marcelina Majerczyk, która absolwentką będzie, co prawda, dopiero za kilka lat, ale już dziś jest utalentowaną uczennicą I klasy gimnazjum.

    Odwiedziny Matejki

    Szkoła zmieniała się na przestrzeni 140 lat, ale niezmiennym i wiodącym kierunkiem nauczania są ciągle snycerstwo, czyli rzeźba w drewnie, a także meblarstwo artystyczne i lutnictwo. Specyficzny zapach drewna nieustannie unosi się w powietrzu szkolnych korytarzy, a młodzi górale wyczarowują z tatrzańskich smreków kolejne rzeźby. W pracowni lutnictwa ożywiają z kolei skrzypce. „Kenar” powstał w 1876 r., kiedy Towarzystwo Tatrzańskie założyło w Zakopanem Szkołę Snycerską, potem przekształconą w Państwową Szkołę Przemysłu Drzewnego. Do czasu odzyskania niepodległości Polski szkoła była otwarta na wszystkie prądy, jakie występowały w sztuce europejskiej na przełomie XIX i XX w. W 1948 roku, decyzją ministra kultury i sztuki, dział rzeźbiarski Państwowej Szkoły Przemysłu Drzewnego został przekształcony w pięcioletnie Państwowe Liceum Technik Plastycznych, jedyną w Polsce szkołę kształcącą techników rzeźbiarzy. Pod kierunkiem doświadczonych pedagogów, a w szczególności Antoniego Kenara, absolwenta szkoły z czasów Karola Stryjeńskiego, liceum stało się ośrodkiem kształcenia młodzieży z całej Polski. – Antoni Kenar w nauczaniu rzeźby i kształtowaniu postaw ucznia opierał się na jego intuicyjnej ekspresji artystycznej. Te idee edukacji kontynuowane są do dzisiaj i wciąż żywe są legenda oraz tradycja dzielności pedagogicznej patrona szkoły – wyjaśnia Stanisław Cukier, dyrektor szkoły. – Młody człowiek i jego zdolności są dla nas najważniejsi już od momentu przekroczenia przez niego bramy szkoły – dodaje i wspomina, że na przestrzeni lat tę bramę przekraczali, przychodząc w odwiedziny, tacy wielcy artyści jak Matejko, Siemiradzki, Malczewski czy Witkiewicz. Dziś szkołę odwiedzają także setki młodych z kraju i zagranicy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół