• facebook
  • rss
  • Cierpiący ma oblicze Pana

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Siostra Fidelisa Gałkiewicz CSS i Piotr Lewandowski to Miłosierni Samarytanie w Roku Miłosierdzia. Czego uczą się od podopiecznych, dając im siebie?

    Pan Piotr ma 68 lat i od 10 lat jest wolontariuszem w krakowskim Hospicjum św. Łazarza. Słucha życiowych historii chorych, pielęgnuje, rozśmiesza, towarzyszy w ostatnich chwilach i modli się za nich. – Każdy dzień z nim to dla nas wielka radość, bo on obdarowuje nas sobą – zapewniają pacjenci. Siostra Fidelisa żartuje natomiast, że Pan Bóg, posyłając ją w 2010 r. do pracy na terenie krakowskiej bazyliki Mariackiej, udowodnił, że ma poczucie humoru. – Zawsze lubiłam historię i pracę z chorymi i niepełnosprawnymi, a tu, odwiedzając osoby starsze, samotne, potrzebujące najróżniejszej pomocy, mam dwa w jednym! Moi podopieczni są bowiem żywymi księgami historii, dlatego chłonę wszystko, czym się ze mną dzielą – mówi.

    Wiara bez uczynków jest martwa

    – Kiedy wiosną odbierałem zaszczytny tytuł, przyznawany w plebiscycie organizowanym przez Wolontariat św. Eliasza, pomyślałem, że w Roku Miłosierdzia, ale i w kolejnych latach będę miał co odrabiać – śmieje się P. Lewandowski, który jednym słowem potrafi przywrócić radość i uśmiech na twarzy chorego, a przede wszystkim dać mu nadzieję. – W hospicjum Pan Bóg wyprostował mój kręgosłup – mówi już całkiem poważnie i dodaje, że być może poprzez swoją posługę, w którą zaangażował się z całych sił, wynagradza pewne ciemne plamy na swoim życiorysie. Jak tu trafił? Gdy wycofał się z pracy w „Solidarności” na AGH i powoli kończył pracę dydaktyczną (jest doktorem inżynierem), czuł, że musi znaleźć sobie nowe zajęcie. Warunek był jeden – chciał dawać siebie innym. Wybór padł na Hospicjum św. Łazarza. – Przeszedłem kurs wolontariusza i w 2006 r. po raz pierwszy wylądowałem na oddziale. Pod czujnym okiem nieżyjącej już dziś wolontariuszki pani Stasi uczyłem się, jak pomagać cierpiącym i jak prawdziwie z nimi być. Do dziś stosuję się do tych lekcji – mówi pan Piotr. – Kiedy się tu pojawia, zawsze ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii. On nas pobudza do życia – mówią zgodnie pacjenci i pracownicy hospicjum oraz inni wolontariusze. Uśmiech i życzliwość pomagają mu też nawiązywać dobry kontakt z rodzinami chorych i budować nici przyjaźni z niektórymi pacjentami. – Są takie osoby, do których bardziej się przywiązuję. Wtedy, nie zaniedbując innych, zawsze staram się znaleźć dla nich chociaż chwilę więcej. A im lepiej poznam daną osobę, tym łatwiej jest mi jej pomóc – uczę się na przykład, co robić, by nie sprawić bólu podczas codziennej toalety – opowiada P. Lewandowski. W hospicyjnej posłudze siły czerpie, rzecz jasna, z wiary. – Kaplica znajduje się w takim miejscu, że nie da się jej ominąć, idąc na oddział, więc zawsze zaczynam i kończę dzień od spotkania z Panem Bogiem. Jestem wierzącym grzesznikiem, ale ufam w Boże miłosierdzie, a wiara jest podstawą mojego życia – wyznaje, dodając, że dla niego sprawa jest jasna: wiara bez uczynków jest martwa. Wszyscy w hospicjum wiedzą więc, że pan Piotr, oprócz zwykłych obowiązków, dba też o ducha pacjentów. A gdy przychodzi moment pożegnania, trzyma ich za rękę, by przechodząc na drugą stronę życia, nikt nie był sam. – Zdarza się przecież, że rodzina nie zdąży przyjechać. Wtedy jestem i odmawiam Różaniec, koronkę i wstawiam się za umierającym – mówi wolontariusz.

    Podszepty Ducha Świętego

    Również s. Fidelisa stara się każdego dnia odnajdować w drugim człowieku twarz umęczonego Chrystusa. Należy do Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego, więc wielką czcią darzy Oblicze Pańskie i dostrzega je nie tylko w chorych, starszych i cierpiących, ale także w bezdomnych, którzy jakby już zapomnieli, czym jest miłość. A ona, pracując z takimi ludźmi, próbuje – krok po kroku – przywrócić im wiarę w Boga i w samego siebie... I ma na to swoje sposoby. – Przede wszystkim nie działam sama. Wszystko, co udaje się zrobić, jest możliwe dzięki otwartości i hojności serca ks. inf. Dariusza Rasia, proboszcza bazyliki Mariackiej, oraz dzięki gotowości do współpracy pracujących tam kapłanów. Razem ze mną potrzebującym posługuje też s. Benigna Gruba CSS – mówi skromnie s. Fidelisa i dodaje, że bycie duchaczką zobowiązuje ją także do słuchania tego, co podpowiada Duch Święty. Bez niebiańskich podszeptów nie wymyśliłaby na przykład, że wspólne śpiewanie kolęd można zorganizować nawet w pustostanie. A kiedyś takim pomysłem dała pewnemu bezdomnego mnóstwo wzruszeń i radości. Przed laty nie trafiłaby też pewnie do swego zgromadzenia, bo jako młoda dziewczyna nawet go nie znała. Chętnie natomiast jeździła jako wolontariuszka na wczasorekolekcje dla niepełnosprawnych. Gdy wybierała się na kolejny wyjazd, na przystanku spotkała siostrę zakonną, która – jak się okazało – jechała w to samo miejsce.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół