• facebook
  • rss
  • Po hymnie przyszła tęsknota

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 47/2016

    dodane 17.11.2016 00:00

    O hojności Boga, myśleniu „zasługowym” i Bożym niańczeniu opowiada Jakub Blycharz, autor hymnu Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

    Monika Łącka: Jaki był dla Pana kończący się Rok Miłosierdzia?

    Jakub Blycharz: Wierzę, że rok łaski i miłosierdzia trwa tak naprawdę, odkąd Jezus przyszedł na świat i trwać będzie, aż przyjdzie powtórnie... Skoro jednak mowa o mijającym Roku Miłosierdzia, powiem, że dla mnie to był rok pod znakiem ŚDM, a miłosierdzie mocno objawiało się w moim życiu w tym, że marzenia i pragnienia serca, które miałem, zostały obficie wypełnione. Doświadczyłem wielkiej Bożej hojności, którą przyjmuję jako niezasłużony dar.

    Co Pan czuł, gdy kilka milionów osób z całego świata śpiewało skomponowany przez Pana hymn?

    To było bardzo miłe doświadczenie, zwłaszcza że u podstaw marzenia o skomponowaniu hymnu ŚDM było to, aby powstał utwór, który pomoże ludziom modlić się. Doświadczyłem jednak czegoś zaskakującego: końcowy efekt, gdy wszyscy śpiewali hymn, choć zapierający dech w piersiach, nie wzruszył mnie tak, jak się tego spodziewałem – nie padłem trupem, choć myślałem, że tak właśnie będzie. Zamiast tego, zdałem sobie sprawę z ogromnej tęsknoty, której żaden hymn nie zaspokoi.

    Tęsknoty za czym?

    Za Bogiem! Proszę mnie źle nie zrozumieć – jestem ogromnie Bogu wdzięczny za to, że powierzył mi tę pieśń do napisania, że pozwolił mi stać wśród milionów ludzi i razem z nimi śpiewać „Błogosławionych miłosiernych” oraz doświadczyć przy tym tej radości, tak bardzo zaprawionej tęsknotą za bliższą relacją z Jezusem. Chcę więcej! Moje serce nie nasyci się niczym innym niż Nim samym.

    Bóg więc nie tylko spełnił daną Panu obietnicę, o czym mówi Pan w różnych wywiadach, ale jeszcze pokazał, że hymn był drogą do większego celu?

    Tak. Jest też druga historia związana z tą obietnicą. Gdy prosiłem Boga o słowo potwierdzające, że mam napisać hymn ŚDM, dostałem fragment z Księgi Powtórzonego Prawa (31,19): „Zapiszcie teraz sobie ten oto hymn”. Po nim są jednak słowa o wiele trudniejsze: „Naucz go Izraelitów, włóż im go w usta, by pieśń ta była dla Mnie świadkiem przeciwko synom Izraela. Gdy zaprowadzę ich do ziemi, którą poprzysiągłem ich przodkom, opływającej w mleko i miód, będą jedli do syta, utyją, potem zwrócą się do obcych bogów i służyć im będą...”. Trochę się wiec przestraszyłem, czy to na pewno słowo dla mnie i nawet w pewnym momencie zwątpiłem – ba, wszyscy zwątpiliśmy! – że ten hymn do nas przyjdzie. I właśnie wtedy, gdy na moment „zwróciłem się ku innym bogom”, zadzwonił telefon. Hymn miał powstać.

    Czemu jednak hymn ma być „świadkiem przeciwko synom Izraela”?

    Modląc się, pytałem Boga, o co tu chodzi. I zrozumiałem: hymn, świadcząc przeciwko nam – czyli mówiąc o naszej grzeszności i potrzebie miłosierdzia – uprzytamnia nam, że sami się nie zbawimy, że potrzebujemy do tego Zbawiciela pełnego miłości. Ten hymn świadczy więc przeciwko naszym „zasługom”. Często tak próbujemy układać nasze relacje z Bogiem, by to On był naszym dłużnikiem – by Jego miłosierdzie było zapłatą za nasze starania. Tymczasem On chciałby, byśmy nie byli Jego kontrahentami, tylko dziećmi.

    Poprzez Pana pracę chciał też przypomnieć światu obietnicę daną przed wiekami, że „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. A Pan, autor hymnu ŚDM, czuje się człowiekiem miłosiernym?

    Myślę, że w Jezusie takim właśnie widzi mnie Bóg. Doświadczyła pani miłosierdzia?

    Doświadczyłam.

    OK. Skoro zatem dostąpiła pani miłosierdzia, to – opierając się na treści Jezusowego błogosławieństwa – jaka musiała pani być według Boga?

    Miłosierna...?

    Nie inaczej. Wszyscy doświadczamy miłosierdzia obiecanego przecież tym, którzy są miłosierni! Rozumiem to tak, że przez błogosławieństwa Bóg pokazuje nam, jak nas widzi w Jezusie. Jesteśmy przez Niego wykupieni, byśmy już nie żyli my, ale by żył w nas Chrystus. Przez Jego krzyż umarł w nas stary człowiek i został wzbudzony człowiek nowy. By to dostrzec, potrzebna jest wiara, bo empiryzm kazałby sądzić co innego. Na tym polega zwiastowanie łaski, by ogłaszać to, jak po krzyżu widzi nas Bóg. W tej Ewangelii jest moc, by przemienić nasze życie i zsynchronizować je z tym Bożym spojrzeniem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół