• facebook
  • rss
  • Baba ratownik i już

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    W ponad 100-letniej historii TOPR było zaledwie 10 pań. Czy ratownictwo górskie to zadanie tylko dla mężczyzn?

    Apoloniusz Rajwa, przewodnik górski, jaskiniowiec i dziennikarz zajmujący się tematyką górską, podkreśla, że udział w akcjach ratunkowych, przebiegających nieraz w bardzo trudnych warunkach terenowych i pogodowych, dawniej wymagał od ratowników siły, dobrej kondycji fizycznej i zahartowania. – Rannych taterników lub turystów znoszono w siatce podwieszonej do bambusa, a zimą zwożono na toboganie [specjalnych saniach – red.], na nieprzetartych trasach, nieraz w głębokim śniegu. Poza umiejętnościami wspinaczkowymi i narciarskimi potrzebna była przede wszystkim siła fizyczna. Tak było aż do II wojny światowej – tłumaczy.

    Pierwszą ratowniczką tatrzańską została Zofia Radwańska-Paryska. Nie obyło się bez sprzeciwu części środowiska ratowniczego oraz przewodnickiego. Osiągnięcia wspinaczkowe w Tatrach i Alpach, a także bardzo dobra znajomość topografii Tatr jednak przeważyły i pani Zofia 3 września 1945 r. złożyła przyrzeczenie ratownicze. Uczestniczyła w 13 wyprawach ratunkowych. Kolejne panie w TOPR to Aleksandra Korosadowicz i Bronisława Staszel-Polankowa, wybitna narciarka, wielokrotna mistrzyni Polski w biegach płaskich i konkurencjach zjazdowych, prowadząca potem małe schronisko pod Przysłopem Miętusim. – Kilka miesięcy przed powstaniem warszawskim wyjechała do stolicy, wstąpiła do AK, wzięła udział w zrywie jako sanitariuszka, a po wojnie wróciła do Kościeliska. W 1947 r. ponownie objęła schronisko pod Przysłopem Miętusim i prowadziła je do 1968 r. – wspomina A. Rajwa. W okolicy nie było innych schronisk, stąd u siebie zorganizowała punkt ratowniczy. To ona udzielała pierwszej pomocy turystom lub narciarzom, zanim dotarli tam ratownicy. To był powód przyjęcia jej do TOPR, nie uczestniczyła jednak w żadnej wyprawie ratowniczej.

    W Kuźnicach nad potokiem Bystra do dziś stoi drewniany dom, w którym przez wiele lat mieściła się dyżurka ratowników tatrzańskich, łącząca się z mieszkaniem Janiny Pychowej. „Mama Pychowa” – bo tak nazywali ją ratownicy i narciarze – wielokrotnie udzielała pierwszej pomocy poszkodowanym turystom i narciarzom zjeżdżającym z Kasprowego Wierchu lub z Hali Gąsienicowej. W dyżurce kuźnickiej był nie tylko dobrze wyposażony punkt medyczny, ale również pomieszczenie na sprzęt – narty, tobogan, sprzęt przechowywany po zwiezieniu poszkodowanych, a zabierany następnego dnia przez dyżurnych ratowników na Kasprowy Wierch czy też do schronisk. – Janina Pychowa ratownikiem tatrzańskim została w 1954 r., jako czwarta z kolei kobieta, ale jako pierwsza zatrudniona na etacie. Uczestniczyła w 6 wyprawach ratunkowych – wylicza A. Rajwa.

    W 1956 r. do Grupy Tatrzańskiej GOPR została przyjęta Alina Kaszynowa. Wspinała się z różnymi partnerami, ale również w zespołach kobiecych – latem i zimą, w sumie przeszła około 230 dróg wspinaczkowych. Uczestniczyła też w wyprawach do jaskiń tatrzańskich. W 1951 r. została przewodnikiem tatrzańskim jako trzecia kobieta w Polsce. Jej kwalifikacje górskie były wystarczające, by przyjąć ją na ratownika, jednak w wyprawach ratunkowych nie uczestniczyła. Z kolei dla Krystyny Sałygi-Dąbkowskiej ratownictwo tatrzańskie było powołaniem. Uczestniczyła w 30 wyprawach i pełniła dyżury w straży narciarskiej GOPR.

    Czesława Słodyczka w latach 1959–1981 prowadziła Herbaciarnię na Polanie Strążyskiej. Była tam gaździną najdłużej ze wszystkich dzierżawców. Nieraz zgłaszali się do niej turyści z prośbą o doraźną pomoc. Po przeszkoleniu robiła to fachowo, a w 1968 r. złożyła przyrzeczenie ratownicze. W latach 70. i 80. XX wieku do historii ratownictwa tatrzańskiego trzeba dopisać jeszcze Marię Riemen, która – jako posłanka na Sejm PRL – została zastępcą przewodniczącego Rady Naczelnej GOPR. Obok niej ważna postać to Monika Rogozińska, która przyrzeczenie ratownicze złożyła w 1982 roku. Miała już wtedy doświadczenie wysokogórskie, gdyż w 1980 r. uczestniczyła w wiosennej wyprawie na Mount Everest. W tym też roku wybrano ją na przewodniczącą NSZZ „Solidarność” Schronisk Tatrzańskich.

    W okresie od 1982 do 2013 nie było nowych kandydatek na ratownika tatrzańskiego. Pierwszą ratowniczką po tej długiej przerwie została Ewelina Zwijacz-Kozica – zdała egzaminy i w Dniu Ratownika w 2013 r. złożyła przyrzeczenie ratownicze. Stroni jednak od dziennikarzy. „Bo baba w TOPR to raczej baba ratownika niż baba ratownik” – mówiła „Tygodnikowi Podhalańskiemu”. W tym roku na członka-kandydata została przyjęta do TOPR Katarzyna Turzańska, lekarz anestezjolog, świetny nurek, rekordzistka Polski w nurkowaniu w jaskiniach tatrzańskich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół