• facebook
  • rss
  • Był mistrzem żywego słowa

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Został scenicznym następcą Karola Wojtyły. Swoje kreacje aktorskie realizował m.in. na deskach teatrów krakowskich: Rapsodycznego, Słowackiego, Starego i STU. Wprowadzony przez niego ton poetyckiej wzniosłości pozwala patrzeć optymistycznie na przyszłość teatru polskiego.

    Tadeusz Malak zmarł 26 stycznia, w 84. roku życia. – Był przede wszystkim mistrzem słowa. Porzucił karierę wielkopolskiego ekonomisty i w 1957 r. przyjechał do Krakowa, by związać się z Teatrem Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka. W teatrze tym, gdzie w czasie wojny działał Karol Wojtyła, priorytetem było właśnie słowo – mówi Dariusz Domański, krakowski publicysta teatralny.

    „Kotlarczyk wypatrzył mnie w 1957 r. na konkursie recytatorskim, gdzie był jurorem. Powiedział mi, że chciałby, żebym znalazł się w jego zespole. »Jak Pan tutaj występował, to bardzo mi się Pan kojarzył dźwiękiem głosu, interpretacją, z naszym niegdysiejszym kolegą, który poszedł inną drogą i został księdzem« – stwierdził, mając na myśli Karola Wojtyłę” – wspominał aktor początki swych związków z rapsodykami. Młody aktor zagrał m.in. w Teatrze Rapsodycznym rolę tytułową w „Królu Duchu” Słowackiego, którą wcześniej kreował Wojtyła. – W 1961 r. pięknie interpretował też rolę Gustawa Konrada w „Dziadach”, grał również Tadeusza w „Panu Tadeuszu” i Tristana w „Tristanie i Izoldzie”. Z czasem stał się artystą wszechstronnym. Grał i reżyserował w teatrach, recytował na estradach, pisał o teatrze, uczył młodych aktorów jako wieloletni wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Był przy tym człowiekiem o szerokich horyzontach myślowych, co w przypadku aktorów jest nieczęste. Szkoła Mieczysława Kotlarczyka nauczyła Malaka pokory wobec sztuki oraz miłości do literatury ojczystej, etyki i mądrości. To przekazywał swoim uczniom – dodaje D. Domański. Twórca przyjaźnił się ze Zbigniewem Herbertem. Przygotowywał spektakle oparte na tekstach poety. Do legendy przeszła jego współpraca aktorska i reżyserska z aktorem Jerzym Nowakiem, grającym w Starym Teatrze główną rolę w „Ja jestem Żyd z »Wesela«”. Przedstawienie, wyreżyserowane przez Malaka do tekstu Romana Brandstaettera, zostało odegrane ponad 600 razy. Tadeusza Malaka pochowano 31 stycznia na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Prócz rodziny żegnali go również aktorzy, m.in.: prawie 96-letnia Halina Królikiewicz-Kwiatkowska, przyjaciółka Karola Wojtyły z lat wadowickiej młodości, która grała z nim również w spektaklach rapsodycznych, Tadeusz Szybowski, Dorota Segda, rektor PWST, Anna Dymna, Jerzy Stuhr. – „Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, dwie tylko: poezja i dobroć” – napisał Norwid. Z tych rzeczy utkany był Tadeusz Malak – mówiła D. Segda. Podczas poprzedzającej pogrzeb Mszy św. w kościele norbertanek na Zwierzyńcu bp Grzegorz Ryś odczytał list abp. Marka Jędraszewskiego do rodziny zmarłego i pozostałych uczestników pogrzebu: „Kiedy odchodzi od nas człowiek teatru, artysta żywego słowa, wiemy, że zamyka za sobą bezpośrednie spotkania z widownią i wchodzi w krąg Bożej tajemnicy. (...) Dziękujemy Bogu, dawcy talentów, za szczególny dar umiłowania słowa, ale i treści, jakie nosił w sobie zmarły Tadeusz przez całe życie – i którym się dzielił. (...) Wiemy, że z małego grona założycieli wspólnoty Rapsodycznej wyszedł wyjątkowy artysta żywego słowa – św. Jan Paweł II. Młody człowiek Tadeusz, który po Nim wyszedł na scenę, miał świadomość wielkości miejsca i ludzi tam pracujących. Dawał temu nieraz wyraz, chociaż nie było to dobrze widziane w czasie walki z Kościołem” – napisał metropolita krakowski. Biskup Ryś wspominał zaś swoje pierwsze spotkanie z Tadeuszem Malakiem w 1999 r. przed pielgrzymką Jana Pawła II do Polski. – Powiedział, że chciałby przeczytać na Błoniach fragment poematu Karola Wojtyły „Stanisław”. Wydało mi się niesamowite jego poczucie, że tym, czego będzie oczekiwało mające go słuchać 2 mln ludzi, jest słowo. Ten pogrzeb jest być może m.in. po to, byśmy uwierzyli w potęgę słowa – powiedział hierarcha. – Mąż był człowiekiem skromnym. Uważał przy tym, że należy pracować artystycznie do końca. Dowodem tego była recytacja w kościele przez jego studentów fragmentów „Pana Tadeusza” Mickiewicza. Przygotowywał ich z tego do egzaminów, które zdali bodaj tuż przed lub tuż po jego śmierci – wspominała w rozmowie na cmentarzu Krystyna Malakowa. W 1983 r. Tadeusz Malak napisał scenariusz i wyreżyserował wystawionego przez Stary Teatr w kościele Mariackim i Sukiennicach „Wita Stwosza” Wincentego Rapackiego. – „O takich spektaklach jak »Wit Stwosz« myśli się całymi latami... W »Wicie Stwoszu« Malaka połączyły się – zdawałoby się – dwa nurty teatru krakowskiego: tradycja idąca od Mieczysława Kotlarczyka, ujmująca teatr w kategoriach sakralnych i etycznych, i tradycja idąca od Konrada Swinarskiego, optująca na rzecz teatru ekspresjonistycznego, magicznego, z podtekstami politycznymi. Jeżeli to sprzeczność – niech będzie błogosławiona” – napisał po spektaklu w „Tygodniku Powszechnym” Bronisław Mamoń. To najlepsze podsumowanie drogi teatralnej Tadeusza Malaka.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół