• facebook
  • rss
  • Jedziemy na narty! Dla Szymona

    dodane 14.02.2017 10:30

    Szymon Olek, zwany małym orzełkiem, ma 14 lat i kiedyś wszyscy przepowiadali mu karierę skoczka narciarskiego. Niestety, marzenia przerwał wypadek, po którym Szymon doznał wylewu krwi do mózgu.

    Wypadek nie był spektakularny - 25 lutego 2014 r. Szymek nie upadł podczas oddawania skoku na Maleńkiej Krokwi w Zakopanem. Zdążył już wylądować i zjeżdżał z zeskoku, na którym natrafił na lód. Przewrócił się i uderzył głową, na której miał kask. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, jak to się stało, że konsekwencje tego wypadku okazały się tak poważne. Oprócz tego, że doszło do wylewu, w mózgu chłopca zaczął też rosnąć krwiak.

    Najpierw trafił on do szpitala w Zakopanem, a tam zapadła decyzja, że Szymka trzeba przewieźć do Krakowa, do Prokocimia. Niestety, ze względu na mgłę, transport musiał odbyć się karetką, a nie helikopterem, w związku z czym czas płynął nieubłaganie, a stan Szymona pogarszał się. Chłopiec walczył o życie.

    Na szczęście jego organizm był mocny - nie na darmo Szymek od dziecka lubił sport i marzył o lataniu, podziwiając najpierw Adama Małysza, a potem Kamila Stocha. Przed wypadkiem trenował od 4 lat, oddając w tym czasie ok. 1200 skoków.

    Co ważne, to właśnie polscy skoczkowie jako pierwsi pospieszyli mu z pomocą, organizując na zakończenie sezonu zbiórkę pieniędzy dla małego, dzielnego orzełka. Z kolei fizjoterapeuta kadry, który odwiedził Szymka w szpitalu, stwierdził, że chłopiec będzie chodził. Dla Katarzyny Gancarczyk, zastępczej mamy chłopca, zabrzmiało to wtedy jak abstrakcja, a jednak z czasem stało się prawdą.

    Dziś Szymek chodzi i w rehabilitacji robi wielkie postępy. Nie tylko zapomniał już o wózku inwalidzkim, ale nawet próbuje wbić piłkę do bramki i grać w tenisa. O bieganiu po boisku na razie nie ma jednak mowy.

    K. Gancarczyk w to, by chłopiec wrócił do sił, włożyła całe serce, a i sporo ludzi dobrej woli dołożyło się do sukcesu, o którym można już dziś mówić. By kiedyś osiągnąć pełnię szczęścia (droga do niej jeszcze jest daleka), rehabilitację trzeba kontynuować. A że do tanich ona nie należy (miesięcznie potrzeba ok. 4-5 tys. zł), z pomocą Szymkowi spieszy tym razem Krzysiek Graczyk, który od kilku lat "pomaga pomagać".

    Krzysiek 31 grudnia 2004 r. przeżył podobną historię, co Szymek. Na mecie I Krakowskiego Biegu Sylwestrowego doznał udaru mózgu i choć lekarze nie dawali mu szans, dziś chodzi, biega, pływa i jeździ na rowerze. Spłaca też dług wdzięczności wobec ludzi, którzy mu wtedy pomogli. W tym celu wyszukuje tych, którzy "mają gorzej od niego", i wraz ze swoim tatą Romanem Graczykiem, Stowarzyszeniem "Krzysiek pomaga pomagać", Małopolskim Okręgowym Związkiem Narciarskim oraz Klubem Narciarskim "Yeti" organizuje dla nich slalom narciarski oraz koncert połączony z aukcją. Tym razem akcja dedykowana jest właśnie Szymkowi.

    To dla niego 18 lutego na stoku w stacji narciarskiej w Suchem odbędzie się slalom gigant, a 25 lutego w krakowskim hotelu "Qubus" - koncert. Cały dochód z opłat startowych i biletów zostanie przekazany na rehabilitację Szymona. Z kolei na aukcji do wzięcia będą m.in. dzieła Jerzego Nowosielskiego i plastron podarowany przez K. Stocha.

    Szczegóły akcji można znaleźć na: www.krzysiekpomaga.org, a więcej o historii Szymka pisaliśmy w ostatnim numerze "Gościa Krakowskiego" (nr 6 /2017).

    Krzysiek Pomaga Pomagać 2017 - Szymon Olek
    Krzysiek Pomaga Pomagać

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół