• facebook
  • rss
  • Bóg włożył w jej ręce wymowny klucz

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 08/2017

    dodane 23.02.2017 00:00

    W pogrzebie Helenki uczestniczyło kilka tysięcy osób – najpierw w Trzebini, gdzie należała do wolontariatu misyjnego, potem w jej rodzinnym Libiążu.

    Mszy św. przy trumnie młodej wolontariuszki misyjnej, zamordowanej w Boliwii pod koniec stycznia, przewodniczył 19 lutego kard. Stanisław Dziwisz. Towarzyszyli mu bp Jan Zając (brat dziadka Heleny), pracujący w Boliwii bp Antoni Reimann i prowincjał salwatorianów w Polsce ks. Piotr Filas. Uroczystości pogrzebowe miały charakter państwowy. Szefowa Kancelarii Premiera Beata Kempa odczytała list premier Beaty Szydło, w którym podkreślała ona m.in., że Helena była „symbolem dobra, bezinteresownej pomocy i szczerej miłości bliźniego”, a Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta RP przekazał rodzinie zmarłej Złoty Krzyż Zasługi, przyznany za poświęcenie w działalności charytatywnej i społecznej oraz za zaangażowanie w pomoc potrzebującym.

    Oprawę muzyczną uroczystości zapewniła schola Albertinum wraz z przyjaciółmi i nauczycielami z Państwowej Szkoły Muzycznej w Gliwicach, którą ukończyła Helena. Dyrygowała prof. Krystyna Krzyżanowska-Łoboda, a na organach zagrał Wojciech Różak. Wolontariusze Światowych Dni Młodzieży, z którymi Helena pracowała w parafialnym komitecie organizacyjnym, służyli informacją i pomagali w kierowaniu zbierającym się tłumem ludzi.

    Co miała w sobie niespełna 26-letnia wolontariuszka, że tak wiele osób chciało się z nią pożegnać? Wystarczy posłuchać, jak mówią o niej przyjaciele i znajomi. – Helenka była wyjątkową, niezwykłą i Boską kobietą – zapewnia Ewa Kamińska, która Helenę poznała na Salwatoriańskim Forum Młodych w Dobroszycach. Jak wspomina, ważny był dla niej drugi człowiek – nie tylko potrafiła z każdym porozmawiać, ale też „podejmując codzienne działania, zastanawiała się, co może dać drugiemu”. Być może dlatego „Helenkę lubili wszyscy”, jak zaznacza Justyna Paciorek. – Na samym Facebooku miałyśmy 55 wspólnych znajomych. I od żadnej z tych 55 osób nie usłyszałam złego słowa na jej temat – że kogoś zdenerwowała, uraziła czy że ktoś jej nie lubi. To nie jest tak, że mówię to, bo jej nie ma. Ona taka była. Dobra – podkreśla. We wspomnieniach jak refren powraca stwierdzenie: „Wiem, że Helenka jest już w niebie”.

    Ks. Franciszek Ślusarczyk, rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, w kazaniu podczas pogrzebowej Mszy św. zwrócił uwagę, że opowieści o Helenie, których wiele pojawiło się w mediach i internecie, miały jeszcze inny wspólny mianownik. – Ich streszczeniem jest miłość, wdzięczna miłość względem Boga oraz młodzieńcza, piękna miłość wobec bliźnich – mówił.

    Dzień wcześniej, podczas Eucharystii rozpoczynającej uroczystości pogrzebowe Heleny, ks. Filas przypomniał okoliczności jej tragicznej śmierci. – 24 stycznia boliwijska ochronka stała się golgotą życia śp. Heleny Kmieć, wolontariuszki Wolontariatu Misyjnego Salwator. Bóg, w środku nocy, w okrytym ciszą pomieszczeniu, pośród kwiatów, które sama namalowała, włożył w jej ręce wymowny klucz, by w zmartwychwstania jasny dzień drzwi raju mogła otworzyć – wspominał prowincjał salwatorianów. – Ufam, że Bóg do czegoś cię, Helenko, tej smutnej, zalanej krwią nocy, potrzebował. Patrząc na trumnę, w której spoczywasz, mam przed oczami to słynne zdjęcie, które obiegło cały świat. I taką chciałbym cię zapamiętać: uśmiechniętą, z gitarą w ręku, z salwatoriańskim logo wolontariatu i hasłem: „Podejmij wyzwanie”. Hasłem, które doprowadziło cię do Boga, i które zrealizowałaś w 100 procentach – mówił.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół