• facebook
  • rss
  • Karę zapłacił kardynał

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 10/2017

    dodane 09.03.2017 00:00

    Pani Stanisława na obiad potrafiła ulepić pół tysiąca pierogów, a pan Piotr uwielbiał nocne posiady przy watrze z metropolitą i oazowiczami.

    W latach 70. XX wieku oazowicze przyjeżdżali do Sidziny-Wielkiej Polany, czyli do pięknie położonej miejscowości w sercu Orawy, niedaleko Zubrzycy. Bardzo dobrze tamten czas pamięta Stanisława Bryś, która przez ponad 20 lat gotowała oazowiczom i podejmowała ich w swoim domu.

    Spanie na sianie

    – Na jeden dwutygodniowy turnus przyjeżdżało zazwyczaj od 80 do 100 osób. I nie było takiej grupy, która nie miałaby apetytu – śmieje się góralka spod Babiej Góry. To spod jej rąk potrafiło wyjść 500 pierogów czy naleśników. – Oczywiście, że młodzi pomagali, ale dania obiadowe starałam się robić sama, aby nie zabierać im dużo czasu – przyznaje.

    Na zaopatrzenie w miejscowym sklepie nie można było liczyć, dlatego pani Stanisława, tak jak i inni gospodarze, służyła młodym tym, co miała najlepszego. – Czasem jakąś świnkę czy krówkę się ubiło, aby żołądki nie były puste, a ofiarność ludzi była bardzo duża. Wszystkim zależało, aby młodzież nie chodziła nam głodna – dodaje mieszkanka Sidziny. Ponadto oazowicze mogli liczyć na zsiadłe mleko i inne regionalne przysmaki, nie mówiąc o pysznej jajecznicy, przyrządzanej ze swojskich jajek.

    W domu pani Stanisławy wszyscy chętnie mieszkali. – O, tutaj spali, na tym korytarzu – pokazuje gospodyni. Mieściło się w nim kilku młodzieńców, którzy byli pokaźnego wzrostu. – Ciężko było przejść po korytarzu, tak im nogi wystawały, ale można było się do tego przyzwyczaić – śmieje się pani Bryś. – Gdy nam brakowało miejsca, to nawet szli spać do szopy. Proszę sobie wyobrazić, jaka to dla nich była frajda! Aż się prosili o miejsca właśnie tam, bo to przecież niecodzienne doświadczenie – wspomina góralka.

    Za dużo świętych

    Członkowie Ruchu Światło–Życie gościli także na rekolekcjach w Trybszu na Spiszu. Wiele ciekawych informacji na temat turnusów zachowało się w parafialnych kronikach prowadzonych przez ojców cystersów. Proboszcz o. Rajmund Andrzej Dziadkiewicz potrafi je szybko znaleźć i zwraca uwagę na świąteczną kartkę od kard. Karola Wojtyły, ówczesnego metropolity krakowskiego.

    – Kardynał Wojtyła, składając życzenia na Boże Narodzenie, podziękował wszystkim góralom za trud związany z organizacją oaz – mówi o. Rajmund. Wspomina także ciekawą utarczkę z komunistycznymi władzami. – Chciały one, aby młodzież opuściła wszystkie miejsca kwaterunkowe, wydano nawet specjalny nakaz wykonania, ale nikt się do niego nie zastosował. Wobec tego komuniści nałożyli na mieszkańców kary – po 1500 zł od gospodarstwa. Kiedy kard. Wojtyła o tym się dowiedział, sam zapłacił całą kwotę – wspomina zakonnik.

    Piotr Bizub świetnie pamięta z młodości, że przy młynie jego taty mieszkali oazowicze. – Wszędzie było ich pełno, interesowali się gazdówką, nawet chętnie pomagali. Raz jednemu z górali odpadło koło w wozie, a przewoził drewno. Wszystko się rozsypało. Klął strasznie, ale ksiądz od oazowiczów go uspokoił. Oni się szybko zlecieli i raz dwa pomogli załadować porozrzucane deski – wspomina pan Piotr. Przypomina sobie, że ciągle słyszał przytyki od milicji czy urzędników, że w domu mieszka „za dużo świętych”.

    Nocne posiady

    W parafialnej kronice jest też inny ciekawy wpis. „W sierpniu dnia 13 VIII późno w nocy przyjechał do młodzieży O.A.Z. owej kard. Karol Wojtyła – było radości aż do 2-drugiej po północy. Potem nocował na plebanii w Trybszu. Rano pojechał ksiądz kardynał do Brzegów, a potem na odpust do Ludźmierza – zabrał o. Bolesława po drodze” – czytamy w kronice (pisownia oryginalna).

    – Te nocne spotkania były naprawdę huczne, obowiązkowo musiała płonąć watra. Mój ojciec to nawet po góralsku ubrany szedł na posiady z kard. Wojtyłą. Przychodziły też gaździny z pobliskich domów. Ksiądz kardynał sam chciał, aby jak najwięcej ludzi było, żeby zawsze czuli się zaproszeni. A jakie dyskusje na wesoło z nami prowadził! – wspomina pan Piotr i dodaje, że odpowiadali nawet na pytania, które kardynał stawiał swoim studentom na teologii czy filozofii.

    Co ciekawe, chociaż warunki na pierwszych turnusach oazowych były spartańskie, liczba uczestników rosła bardzo szybko, a w ciągu kilku lat powstało wiele ośrodków rekolekcyjnych: w Waksmundzie (1972 r.), Sidzinie-Wielkiej Polanie (1973), Rdzawce i Rzykach koło Andrychowa (1974), Trybszu-Młynie i Trybszu-Kościele (1975), Bystrej Podhalańskiej, Kalwarii Zebrzydowskiej i Juszczynie-Polanie (1976). W 1977 roku podczas wakacji było czynnych już 11 ośrodków oazowych.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół