• facebook
  • rss
  • Trzeba umierać, aby żyć

    dodane 09.03.2017 00:00

    O Wielkim Poście i nowych propozycjach duszpasterskich mówi abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

    Miłosz Kluba: W archidiecezji krakowskiej Wielki Post wygląda w tym roku inaczej niż dotychczas. Pojawiły się m.in. kościoły stacyjne. To rzymska tradycja wielkopostnych nabożeństw, podczas których papież spotykał się z wiernymi codziennie w innym kościele. Ta tradycja zaczęła się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, ale zaniknęła w czasie niewoli awiniońskiej.

    Abp Marek Jędraszewski: Nawet po powrocie papieża do Rzymu już do niej nie wrócono – aż do XX wieku. Echa zachęt do takiego przeżywania Wielkiego Postu spotkamy u Piusa XI, Piusa XII, Jana XXIII czy Pawła VI. Jednak tym papieżem, który nie ograniczył się do zachęt, ale zaczął żyć w Wielkim Poście duchem kościołów stacyjnych, był Jan Paweł II. Jednocześnie była także inicjatywa oddolna. Najpierw studenci mieszkający w Kolegium Amerykańskim – to ciekawe, że właśnie oni, przybywający z Nowego Świata – chcieli przeżywać Wielki Post szlakiem kościołów stacyjnych. Potem z podobnym pomysłem wyszła Hanna Suchocka, ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, która do tych kościołów pielgrzymowała wraz z gronem swoich przyjaciół, ambasadorów innych krajów.

    Jak ta forma przeżywania Wielkiego Postu trafiła do Polski?

    Po rozmowie właśnie z Hanną Suchocką przedstawiłem tę ideę w Poznaniu. Jednak tam nie zyskała wtedy dla siebie przychylności. Dopiero w tym roku są w Poznaniu kościoły stacyjne. Natomiast kiedy w 2012 roku przyszedłem do Łodzi, pomyślałem, żeby w tym mieście podjąć tę ideę. Uważałem ją za tym bardziej konieczną, że w aglomeracji łódzkiej do kościoła w niedzielę przychodzi średnio 8–12 proc. mieszkańców. Pomyślałem, że trzeba ludziom w ogóle przypomnieć, że jest Wielki Post, że jest ten niezwykły dla wierzących czas, ponieważ dzisiaj nie ma już właściwie granicy między karnawałem, Wielkim Postem czy wakacjami. Każdego dnia mamy się bawić. Propozycja została dobrze przyjęta – znam osoby, które całymi rodzinami przyjeżdżały nawet spoza Łodzi, by w poszczególne dni Wielkiego Postu wędrować i spotykać się w nowym kościele stacyjnym. To jest naprawdę coś niezwykłego. Potem tę myśl podjęły obie warszawskie diecezje. Obudził się Poznań, przyszła też kolej na Kraków.

    Wyznaczone zostały 34 kościoły stacyjne. Jak zostały wybrane?

    Chodziło o to, żeby nie ograniczać się jedynie do centrum miasta – pełnego przecież cennych, zabytkowych kościołów, związanych z żywym kultem świętych – ale żeby objąć tą tradycją całe miasto, a więc także np. Nową Hutę. Doborem kościołów zajął się bp Grzegorz Ryś, który zwrócił uwagę na pewne analogie zachodzące między konkretnymi kościołami rzymskimi i krakowskimi. Kierował się także czytaniami, które przypadają na dany dzień Wielkiego Postu. Okazuje się, że są fragmenty, które łączą się czy to z tytułem danego kościoła, czy znajdującymi się tam relikwiami świętego. To bardzo ciekawe – sam to odkrywam. W tych kościołach spotykamy się na wieczornej Eucharystii, a zebrana składka przeznaczana jest na dzieła charytatywne danej parafii. Modlimy się za Kościół i odkrywamy zasadniczą prawdę związaną z Wielkim Postem i Wielkanocą – że trzeba umierać, aby żyć; że trzeba umierać dla grzechu, by powstawał nowy człowiek.

    W Wielkim Poście odbędą się także pierwsze Dialogi z metropolitą, choć nie będą to – jak w Łodzi – Dialogi w Katedrze.

    Te spotkania będą się za każdym razem odbywały w czwarty czwartek miesiąca, z wyjątkiem grudnia. Nie tylko w moim przekonaniu Wawel nie najlepiej nadaje się na takie spotkania. Jest on nieco oddzielony od miasta, a ponadto znajdująca się w centrum katedry konfesja św. Stanisława sprawia, że nie ma bezpośredniego kontaktu wzrokowego między celebransem a ludźmi, co w przypadku Dialogów jest wręcz konieczne. Stąd pomysł, żeby te spotkania przenieść do kolegiaty św. Anny. Mnie się to bardzo podoba, bo to kościół akademicki, miejsce, które wskazuje na konieczność spotkania, rozmowy, konfrontacji myśli, namysłu. Są tam relikwie św. Jana z Kęt. To także kościół, który ma swoje tradycje związane z posługą bp. Jana Pietraszki. Jest się do czego odwoływać. Nie chciałbym, żeby te Dialogi były prostym przeniesieniem tego, co było w Łodzi, do Krakowa.

    Kościół św. Anny to prężny ośrodek duszpasterstwa akademickiego. Liczy Ksiądz Arcybiskup na obecność studentów?

    Ten dzień – czwartek wieczorem – został wybrany właśnie przez duszpasterzy akademickich jako najlepszy dla studentów. Chcemy wyjść naprzeciw ich możliwościom. Bardzo bym się cieszył, gdyby ze strony młodych było otwarcie i gotowość do spotkania się z biskupem, by rozmawiać o ważnych sprawach wiary i Kościoła.

    Pozostając w okresie Wielkiego Postu – jaką formę w naszej archidiecezji będzie miał dzień modlitwy za ofiary pedofilii?

    18 marca odbędzie się pielgrzymka kapłanów do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam chcemy modlić się w intencji Kościoła, ale także w intencji tych ofiar, które są wielką żywą raną na jego ciele. Nigdy nie dość tej modlitwy, nigdy nie dość żalu, przepraszania, ale także refleksji, by nigdy więcej do takich złych czynów nie doszło. Będzie to czas na modlitwę o charakterze pokutnym, na konferencję, spowiedź, adorację Najświętszego Sakramentu i Mszę św.

    Dlaczego akurat w Kalwarii?

    To nie był mój wybór. Chciałem raczej wsłuchać się w głos Kościoła krakowskiego. Księża jednak, z którymi rozmawiałem, uważali, że Kalwaria Zebrzydowska będzie wyjątkowo dobrym miejscem. Dobrze jest takie bolesne sprawy przeżywać razem z Matką.

    Kalwaria Zebrzydowska jest też jednym z celów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Co Ksiądz Arcybiskup sądzi o takiej formie przeżywania Wielkiego Postu?

    Przychodzi mi na myśl film „Misja”. Zaczyna się on długą sekwencją, w której bohater filmu, świadomy swoich grzechów, ciągnie za sobą ciężar w postaci swojej zbroi, by w końcu zrzucić z siebie to brzemię i zacząć nowe życie, służyć innym i pokazywać im, że można naprawdę żyć duchem Ewangelii. Niektórzy potrzebują takiego ekstremalnego doświadczenia, takiego wysiłku na granicy wytrzymałości fizycznej, by móc w pełni doświadczyć przemiany duchowej. Taki mamy czas. Stąd różnego rodzaju poszukiwania, które trzeba zrozumieć, błogosławić im, a uczestników EDK prosić o modlitwę także za siebie.

    Czy żeby wędrowanie zamienić w pielgrzymkę, trzeba koniecznie iść nocą, w milczeniu i w stronę pasyjnego sanktuarium?

    Sprawa ukształtowania terenu, trasy czy pory jest tu czymś wtórnym wobec pewnej wewnętrznej decyzji i gotowości do zadania sobie wielkiego trudu fizycznego właśnie po to, żeby przeżyć odnowę duchową. O to tutaj chodzi.

    Pytam także dlatego, że Ksiądz Arcybiskup lubi górskie wędrówki. Co zrobić, by zwykłe wyjście w góry nie było tylko turystyką czy sportem?

    Często się mówi, że będąc w górach, wystarczy podnieść ręce i już trzyma się Pana Boga za nogi. Jest w tym trochę prawdy, choć nie do końca. Wiemy, że tak przeżywał góry Jan Paweł II. Nawet gdy już nie mógł chodzić, godziny spędzał, wpatrując się w piękno górskiej przyrody. Żeby móc tak przeżyć góry, zwłaszcza Tatry, trzeba mieć pewne nastawienie duchowe. Czasem widać tych, którzy nawet na szczytach biegną i robią zawody „kto szybciej”. Nie jestem pewien, czy oni, przy tym wielkim wysiłku i koncentracji, są w stanie odkrywać prawdę o Panu Bogu, kontemplując piękno gór, które one same sobą głoszą. Ja lubię chodzić po górach, ale lubię też robić to samotnie. Wtedy ma się własny rytm nie tylko chodzenia i pokonywania wysokości, ale własny rytm duchowy – modlitwy, namysłu, refleksji, którą się wówczas snuje.

    Na koniec wybiegnijmy trochę w przyszłość. Przed nami jeszcze tylko trzy edycje rekolekcji „Ogień dla nas i całego świata”, będących kontynuacją Światowych Dni Młodzieży. Co dalej z młodzieżą obudzoną spotkaniem z papieżem i rówieśnikami z całego świata?

    Dodajmy – młodzieżą, która czeka, żeby zaproponować jej coś do realizacji. To za mało mówić młodym: „Formujcie się, idźcie na adorację”. Sukces ŚDM polegał m.in. na tym, że potrzebni byli wolontariusze do bardzo konkretnych zadań. Kiedy młodzi dostaną jakąś propozycję, cel, będą potrafili je wypełnić treścią. Tak możemy spojrzeć na życie Heleny Kmieć. To, co wiemy o jej pomysłach i inicjatywach, jest niesamowite. Kiedyś musiała zobaczyć, że to są pola jej możliwego działania. Ona to przyjęła całym swoim otwartym, wspaniałym, czystym i radosnym sercem. Coś takiego stoi przed młodymi. Trzeba im też pokazywać konieczność wielkiego zmagania, by ocalić siebie. Niech spektakl „Klątwa” będzie symbolem tych zagrożeń, które niesie współczesny świat. Z cyniczną premedytacją są podkopywane najbardziej fundamentalne wartości. Łatwo temu ulec, a chodzi o to, by podjąć walkę o dobro w sobie i wokół siebie. Jest to cudowne i niezwykle piękne zadanie zwłaszcza dla tych, którzy mają odwagę po raz pierwszy tego zakosztować i którzy następnie nie zniechęcają się w chwili, gdy pojawiają się pierwsze trudności. Wielu młodych przychodzi dziś na świat w rodzinach, które są daleko od Boga, wielu doświadczyło tragedii rozwodu rodziców. Często już w początkach ich życia pojawia się jakaś wielka skaza, niekiedy głęboka rana. Jak to przezwyciężyć, jak sobie z tym poradzić, jak to zaleczyć, by mogło u nich zaistnieć nowe życie, jak innym pokazywać, że tak można, co więcej – tak trzeba? To jest ogromne zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, duszpasterzami, ale i przed samymi młodymi, którzy muszą mieć w sobie tę wielką odwagę i chęć, aby walczyć o siebie. • milosz.kluba@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół