• facebook
  • rss
  • Kobieto, Boska tajemnico...

    Monika Łącka Monika Łącka

    dodane 09.03.2017 09:00

    Czy naprawdę szczytem twoich marzeń i pragnień jest walka o "pełnię praw reprodukcyjnych, prawo do aborcji i do sterylizacji"? Smutne i mroczne to marzenia.

    Wczoraj nie chciałam już tego komentować i dwiema rękami podpisałam się pod tym, co o strajku kobiet na stronie: gosc.pl napisała moja redakcyjna koleżanka Agata Puścikowska: "Po co w kółko przypominać, że proste i dobre życie większości kobiet nie przebiega na linii walki z systemem patriarchalnym? I po co pokazywać własną radość życia wyłącznie poprzez wytykanie palcem smutku i cudzej złości?". Gdy jednak dziś od rana atakują mnie czołówki gazet pokazujące czarno-czerwone marsze i protesty, nerwy biorą górę nad postanowieniem, by nie boksować się ze ścianą cudzych frustracji i innych negatywnych emocji.

    By jednak nie pisać po raz "enty" tego samego, że z marszami się nie utożsamiam i że idące w nich panie w moim imieniu nie protestują (choć są święcie przekonane, że wojują w imieniu wszystkich kobiet i zbawiają cały kobiecy świat), to postawię nieco prowokacyjne pytanie. Tym razem skierowane jest ono do mężczyzn, bo i ich w marszach nie brakowało - we wszystkich miastach. Dlatego może warto, by każdy sobie na nie odpowiedział?

    A więc: czy uosobieniem waszych marzeń o płci przeciwnej są kobiety w czerni, z posępnym makijażem, które pokazywały wczoraj wszystkie stacje telewizyjne, i które ze złością, gniewem i nienawiścią wykrzykiwały do kamer swoje postulaty? Jeden z nich ubawił mnie szczególnie. Wypisany wielkimi literami widniał też na plakacie, który trzymała młoda dziewczyna idąca przez Kraków. Jakiś dziwny smutek pomieszany z jeszcze bardziej dziwną zawziętością bił z jej twarzy tak, jakby nie do końca wiedziała, co znaczy, że chce być "kobietą na własnych zasadach".

    Dziennikarska ciekawość kazała mi osobiście zapytać kilku mężczyzn, co sądzą o takich pomysłach i jak odbierają strajkujące kobiety zalewające swoją furią krakowski Rynek Główny (w strajku wzięło tu udział ok. 7 tys. osób). Ich odpowiedzi trochę mnie uspokoiły, bo okazało się, że mężczyźni wciąż szukają kobiet ciepłych, czułych, gotowych opiekować się rodziną, poświęcać się dla dzieci (także tych chorych), troszczyć się o męża i o zwykłą codzienność. Kobiety pragnące być "kobietami na własnych zasadach" na szczęście ich nie interesują.

    Mówili też, że w ich odczuciu wszystkie czarne marsze są bardzo niekobiece i nie wyobrażają sobie, by ich żony z wściekłością na twarzach brały w nich udział. O prawie do sterylizacji też nie chcieli słyszeć, aborcji są przeciwni i przytomnie zauważyli, że całość akcji bardziej wymierzona jest w rząd i Kościół, niż wynika z "troski o prawa kobiet".

    Nic dodać, nic ująć. Ze swojej strony dopowiem tylko (by sprawiedliwości stało się zadość), że gdyby kobiety żądały tylko "zabezpieczenia emerytalnego nieodpłatnej pracy kobiet, rzetelnego zabezpieczenia społecznego rodzin dzieci z niepełnosprawnościami, skutecznego ściągania alimentów przez państwo i karania dłużników alimentacyjnych czy utrzymywania standardów okołoporodowych" (tych kilka postulatów również wybrzmiało wczoraj w sercu Krakowa), na pewno bym się ich nie czepiała, ale bym jej poparła. Całość manifestu odczytanego wczoraj przy pomniku "Adasia" brzmiała jednak kuriozalnie.

    W związku z tym wszystkim kobietom życzę więcej radości z... bycia kobietą. Radosną, ciepłą, uśmiechniętą, opiekuńczą, troskliwą, czułą. Kobiecą po prostu. Walka o rzeczy niekobiece na sztandarach pełnych nienawiści nie ma sensu.

    Życzę też, byśmy wszystkie i każdego dnia pamiętały, że nie jesteśmy "puchem marnym", jak pisał Adam Mickiewicz, ale że jesteśmy "Boską tajemnicą", jak przy każdej okazji powtarzał zmarły w 2010 r. o. Joachim Badeni OP. Ten zanurzony w Bogu i maryjnej duchowości mistyk kobietami od zawsze był zafascynowany. Tłumaczył też mężczyznom, że z kobiety - nosicielki tajemnicy życia - zawsze ma promieniować piękno i dobro, a ich, mężczyzn, zadaniem jest to promieniowanie ochraniać i podtrzymywać tak, by kobieta życia się nie bała i z nim nie walczyła.

    Gdyby wszyscy mężczyźni tej rady się trzymali, czarne marsze nie miałyby prawa bytu.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół