• facebook
  • rss
  • Ważny Chrystus, nie warunki

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    – Pamiętam każde rekolekcje, w których brałem udział – zapewnia Krzysztof Bielecki, animator Ruchu Światło–Życie.

    Schemat wakacyjnych rekolekcji oazowych nie zmienił się od lat. 15 dni, ułożonych według kolejnych tajemnic różańcowych, a w ich trakcie Eucharystia (centralny punkt dnia), Namiot Spotkania (lektura Pisma Świętego), Szkoła Modlitwy, Wyprawa Otwartych Oczu, śpiew, Pogodny Wieczór. Do tego formacja w ciągu roku szkolnego, kolejne stopnie wiodące od przyjęcia Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela, przez wyjście z niewoli grzechu aż do doświadczenia Kościoła. Cały pomysł ks. Franciszka Blachnickiego okazał się tak trafny, że nie tylko zmieniał życie ludzi kilkadziesiąt lat temu. Działa do dziś.

    Przekonała mnie młodzież

    Ojciec Stanisław Majcher, jezuita obecnie pracujący w zakopiańskim ośrodku rekolekcyjnym „Górka”, wspomina swój pierwszy kontakt z oazą pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Był już wtedy księdzem i uczestniczył w oazie dla kapłanów w Krościenku, której moderatorem był ks. Blachnicki. Podczas konferencji opowiadał on uczestniczącym w rekolekcjach księżom o zasadach Ruchu Światło–Życie i jego konstrukcji. Jezuita przyznaje, że to go nie zachwyciło. Równocześnie codziennie dojeżdżał jednak na zorganizowane w pobliżu rekolekcje młodzieżowe, by odprawiać dla oazowiczów Msze św. – To mnie ujęło. Zobaczyłem, jak ważny dla tej młodzieży jest Chrystus. Nie liczyły się warunki, w których mieszkali – wspomina o. Stanisław. Przytacza też świadectwo innego, 73-letniego wtedy kapłana, uczestnika tych samych rekolekcji w Krościenku, który powiedział: „Chrystus stał się dla mnie bliski i działający”.

    Tego się nie zapomina

    Jak swoje rekolekcje wspomina sama młodzież? Joanna Fiołek, mówiąc o oazie sprzed ponad 10 lat, podkreśla, że było to doświadczenie „wielkiej i pięknej wspólnoty Ruchu, a przez to całego Kościoła”. – Nagle odkrywasz, że tak wielu ludzi z różnych zakątków kraju myśli podobnie – mówi. Jak dodaje, ważny w rekolekcjach jest nie tylko wymiar duchowy, ale i społeczny. Będąc 24 godziny na dobę w towarzystwie innych, nawet ci najbardziej nieśmiali mogli zbudować dobre relacje i przyjaźnie, które przetrwały lata. – Mam znajomych z rekolekcji, z którymi zawsze mam o czym rozmawiać, nawet jeśli spotykamy się po kilku latach – zapewnia Joanna. Rekolekcje to dla niej też czas przypominania, „o co nam w tej wierze chodzi”, oraz – z drugiej strony – dawania świadectwa. – Pamiętam dni wspólnoty, kiedy wybrane osoby z poszczególnych turnusów rekolekcji mówiły o tym, co dał im ten czas, co Bóg im dał. Niesamowite, jak wtedy doświadczaliśmy mocy Ducha Świętego. Tego się nie zapomina – opowiada. – To jedne z piękniejszych wspomnień, które mam z tych lat. Kiedy o nich myślę, robi mi się ciepło na sercu. A dziś z mężem – również oazowiczem – działamy w rodzinnej gałęzi Ruchu Światło–Życie, czyli tzw. Oazie Rodzin – podsumowuje.

    Wracałem zakochany

    Oazowe małżeństwa nie należą zresztą do rzadkości. Co roku w Kalwarii Zebrzydowskiej, podczas kończącej wakacje pielgrzymki Ruchu Światło–Życie i służby liturgicznej, błogosławieństwa nowożeńcom związanym z oazą udziela metropolita krakowski. Krzysztof Bielecki, animator, mówi, że począwszy od swoich drugich rekolekcji (w Krzeszowie w 2002 r.) co roku wracał zakochany po uszy. – Z tym, że od II stopnia Oazy Nowego Życia była to już zawsze jedna i ta sama Gosia, w której jestem zakochany do dziś, i to pomimo tego, że się z nią ożeniłem – opowiada Krzysztof. Wymienia wszystkie miejscowości, stopnie rekolekcji, prowadzących je księży. Zaznacza jednak, że najbardziej owocne były te prowadzone przez ks. Jerzego Serwina, ostatnie, na które pojechał jako uczestnik. Później wyjeżdżał już jako animator. Pod skrzydłami takich moderatorów jak księża Rafał Wilkołek, Krzysztof Dębski, Michał Leśniak czy Krzysztof Wąs uczył się, „o co tak na serio chodzi w byciu chrześcijaninem”. K. Bielecki wspomina m.in. odprawę, podczas której ks. Leśniak mówił, że chce, by także animatorzy przeżyli swoje rekolekcje, a nie skupiali się wyłącznie na organizowaniu rekolekcji dla uczestników. – Pewnie trochę wstyd, ale dopiero jako animator odkrywałem, co to znaczy kochać i służyć – mówi dzisiaj K. Bielecki. – Usłyszałem kiedyś teorię, że prawdziwa formacja zaczyna się wtedy, kiedy zostaje się animatorem, kiedy zaczyna się posługiwać. Podpisuję się pod tym rękami i nogami – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół