• facebook
  • rss
  • Pizzeria z Dobrą Nowiną

    Paulina Smoroń

    |

    Gość Krakowski 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    Półtora roku temu, kiedy Kraków pochłonięty był przygotowaniami do Światowych Dni Młodzieży, z dalekiej Brazylii przybyli również oni – Ada, Michele, Thamyres i Josè.

    Są misjonarzami, a ich głównym zadaniem jest ewangelizacja młodych. Do Krakowa zaprosił ich kard. Stanisław Dziwisz, który wspólnotę Shalom poznał na Światowych Dniach Młodzieży właśnie w Brazylii. Obejrzał tam przygotowany przez nich spektakl „Lolek”. Zdziwiony, że ze swoimi działaniami nie dotarli jeszcze do Polski, napisał list, dzięki któremu wspólnota wysłała tu swoich misjonarzy. Choć ŚDM Kraków 2016 już dawno za nami, Brazylijczycy tu zostali i robią wszystko, by jak najwięcej młodych usłyszało Dobrą Nowinę. Niedawno dołączył do nich również Felipe. Choć są jeszcze na początku swojej misji w Polsce, mają nadzieję, że z czasem wspólnota się powiększy.

    Kłótnia z Panem Bogiem

    Misję Shalom w Polsce koordynuje Michele Magalhães. To świecka celibatariuszka, która całe swoje życie postanowiła poświęcić ewangelizacji. Początkowo kłóciła się z Bogiem. Miała na siebie inny plan. Studiowała medycynę i marzyła o założeniu rodziny. – Kiedy zrozumiałam, że Jego drogą dla mnie jest Wspólnota Życia, płakałam, bo tego nie chciałam. On zmienił wszystko. Powiedział, że muszę podjąć ryzyko. Zrezygnowałam ze studiów i kiedy w końcu przestałam walczyć z Jego wolą, szybko odnalazłam szczęście, którego wcześniej szukałam – opowiada. Razem z nią na misjach w Polsce jest także 25-letnia Ada Nunes. W przeciwieństwie do Michele swoje powołanie widzi w małżeństwie, a jej misje w Polsce są czasowe i kończą się we wrześniu przyszłego roku. Zanim tu przyjechała, była nauczycielką języka francuskiego. – Wspólnota Shalom jest moim powołaniem i miejscem, w którym codziennie mogę doświadczać działania Pana Boga. Kiedy Go nie znałam, moje życie było bez sensu. Dziś już wiem, że On chce dla mnie tego, co najlepsze. Pragnę głosić wszystkim, jak Bóg jest dobry – mówi.

    Inteligentna ewangelizacja

    Podobne pragnienia ma każdy z brazylijskich misjonarzy, a ich działania skierowane są zwłaszcza do ludzi młodych. – Nasza wspólnota zrodziła się z młodych i wśród młodych. Dlatego właśnie ich ewangelizujemy i zapraszamy, by razem z nami wyruszyli w drogę ku świętości – tłumaczy Michele. Za każdym razem, kiedy misjonarze idą ewangelizować, starają się być kreatywni, ponieważ – jak sami tłumaczą – ewangelizacja młodych musi być inteligentna. Z tą zasadą w głowie i Bożym miłosierdziem w sercu Michele pewnego dnia namówiła spotkanego przypadkiem chłopaka, by razem z nią poszedł na adorację na Starym Mieście. – Widziałam, że jeździł na deskorolce. Zaczepiłam go i zapytałam, czy mi ją pożyczy. Trochę się zdziwił i powiedział, że jestem szalona. Dzięki temu zaczęliśmy rozmawiać – wspomina. Udało się. Czas spędzony w kościele poruszył chłopaka. Okazało się, że całe życie był katolikiem, ale kiedy wyjechał na studia, stracił kontakt z Bogiem. – Od tej pory widzę go zawsze, kiedy jestem na tej adoracji – mówi Michele.

    Nie wystarczą otwarte kościoły

    Jak przekonują goście z Brazylii, Polacy są otwarci na rozmowy, choć niektórzy twierdzą, że nasz kraj jest na tyle katolicki, że ewangelizować go nie trzeba. – Jeśli ktoś tak myśli, niech wybierze się ze mną, a zobaczy, ilu ludzi tutaj nie zna Boga. Owszem, jest wielu księży i mnóstwo ludzi w kościołach, ale równie dużo jest osób, które nie wierzą – twierdzi Michele. Przekonuje też, że nie wystarczy jedynie otworzyć kościoły dla ludzi. – Trzeba do nich wychodzić i ich szukać, bo są tacy, którzy nigdy tam nie wejdą, jeśli nie stworzy się im ku temu okazji. Duch Święty dla każdego ma inną drogę. Może działać w ciszy, ale też wie, kiedy zrobić coś za pomocą burzy – tłumaczy. Misjonarze ewangelizują więc przez koncerty, sztuki teatralne, wychodzą na ulice, by rozmawiać. Swoje działania kończą dopiero wtedy, kiedy ewangelizowani sami zaczynają ewangelizować. Jedną ze swoich akcji zaplanowali na sylwestrową noc 2016 roku. Spotkali wtedy mężczyznę, który prosił o pieniądze. – Daliśmy mu kartkę z cytatem świętego, a on się rozpłakał i poprosił, żebyśmy się za niego dużo modlili, bo zrobił wiele złych rzeczy w swoim życiu – wspominają. – Wiemy, że w sercu każdy tęskni za Bogiem i Go potrzebuje. Czasami boimy się o tym mówić publicznie, ale musimy mieć odwagę, by iść do ludzi i rozmawiać.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół