• facebook
  • rss
  • Juhas i baca certyfikowany

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    Prawie 70 osób weźmie udział w kursie. A chętnych było niemal dwa razy więcej.

    Marian Barnaś z Bańskiej koło Szaflar owcami zajmuje się od IV klasy szkoły podstawowej. – Chodziłem do pomocy, nie wyobrażałem sobie innej roboty. I tak mi zostało – śmieje się. Teraz przed nim poważna praca i obowiązki. Swoich owiec ma 70, ale kiedy rozpoczyna się sezon – od kwietnia każdego roku – w Kościeliskach koło Zakopanego opiekuje się 500 baranami, także z innych gazdówek. – Pewnie, że nie robię przy nich sam. Pomagają syn, zięć – zaznacza góral. Na kurs pójdzie razem z synem. – Przecież człowiek uczy się cały rok, no nie? – śmieje się gazda.

    Warszawiak chciał na wypas

    Jak mówi Grzegorz Lipiec z Zarządu Województwa Małopolskiego, zainteresowanie finansowanymi przez samorząd kursami przerosło najśmielsze oczekiwania. – Doszło nawet do tego, że w ostatnich dniach rekrutacji blokowały się skrzynki elektroniczne, na które wpływały dokumenty – opowiada. – Zaskoczyła nas nie tylko liczba zgłoszeń, ale również to, że certyfikaty chcą uzyskać osoby, które z owcami nie mają nic wspólnego, na co dzień pracują przy komputerach i mieszkają w dużych miastach – w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku. Mieliśmy także zgłoszenia od Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii czy Rumunii – dodaje. Po zweryfikowaniu wszystkich wniosków organizatorzy podjęli decyzję o zwiększeniu liczby kursantów. Podwojone zostały także godziny szkoleniowe. Ostatecznie ze 121 chętnych w kursach będzie mogło wziąć udział aż 68 osób. Wśród tych szczęśliwców jest Max Fryźlewicz, bratanek ks. prał. Andrzeja Fryźlewicza. – Od zawsze ciągnęło mnie do gazdowania. W końcu ktoś musi podtrzymywać tradycję do utrzymywania jak najlepszych koni czy wypasania owiec. A każdy certyfikat jest przecież dzisiaj w cenie – mówi Max. – Poza tym tyle duchowni nawołują do umiłowania ziemi, więc odpowiadam na ich apel – śmieje się nowotarski gazda.

    Teoria na kursie, a praktyka na bacówce

    – Kurs bacy będzie obejmował 12 godzin zajęć teoretycznych oraz 6 godzin praktycznych i skupi się na podsumowaniu dotychczasowej wiedzy baców oraz przygotowaniu ich do egzaminu. Z kolei szkolenie na czeladnika juhasa ma nie tylko przygotować kandydata do pracy, ale też położyć fundament do pełnienia w przyszłości roli bacy – mówi Agnieszka Grybel-Szuber z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. Na kurs bacy wpłynęły 42 zgłoszenia. Z tego komisja zakwalifikowała 20 osób, które po jego zakończeniu mogą przystąpić do egzaminu certyfikującego, 14 przyjęto na kurs jako wolnych słuchaczy. Chęć wzięcia udziału w kursie na juhasa zadeklarowało aż 79 osób. W finale na szkolenie z możliwością odbycia płatnego stażu zawodowego przyjęto 15 osób oraz 19, które po ukończeniu kursu nie będą miały możliwości praktyki. Na kursie przewidziano aż 42 godziny teorii i – co jest nowością – 160 godzin stażu zawodowego na bacówce w sezonie wypasów od czerwca do sierpnia (choć redyk trwa czasem, zależnie od pogody, od kwietnia aż do połowy października). Pierwsze zajęcia teoretyczne ruszyły już na początku kwietnia, jeszcze przed tegorocznym wypasem. Podsumowanie projektu zaplanowano na wrzesień. Województwo małopolskie pokryje całkowity koszt organizacji kursu oraz egzaminu certyfikującego dla każdego uczestnika. Bacowie, którzy zdecydują się na przyjęcie adepta na juhasa w formie stażu zawodowego, otrzymają z tej puli dofinansowanie na doposażenie stanowiska pracy.

    Stos papierów

    Inicjatorem zorganizowania kursów był samorząd województwa małopolskiego, a organizatorem kursów jest Małopolski Ośrodek Dokształcania i Doskonalenia Zawodowego z Małopolskiej Szkoły Gościnności w Myślenicach. Kurs i egzamin zostaną natomiast przeprowadzone w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Nowym Targu-Kokoszkowie, które jest partnerem projektu. – Jeszcze żeby tak zaczęli nas szkolić z wypełniania tej góry papierów, które związane są z możliwością otrzymywania dotacji... To już jest naprawdę upokarzające, żeby ciągle była taka biurokracja! Gdy narzekamy, urzędnicy rozkładają ręce, bo im też non stop dochodzą nowe dokumenty – mówi pani Maria z jednej z podhalańskich miejscowości, która wspólnie z córką i zięciem prowadzi wielkie gospodarstwo.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół