• facebook
  • rss
  • CEDR rośnie, liceum czeka

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 18/2017

    dodane 04.05.2017 00:00

    – W realizacji tego pomysłu czujemy Boże prowadzenie. Gdy pytałyśmy Go, po co ma powstać wymyślone przez nas miejsce, przysyłał ludzi, którzy wyczerpująco odpowiadali i rozwiewali wątpliwości – mówią Agnieszka Górecka i Agnieszka Guzik.

    Mają też plan, by CEDR, czyli Centrum Edukacji, Diagnozy i Rehabilitacji, które budują od roku (o początkach przedsięwzięcia pisaliśmy na naszych łamach), wystartowało we wrześniu 2018 roku. Na razie na budynku, który na ten cel adaptują (miała w nim powstać nieukończona nigdy sala gimnastyczna przy zgromadzeniu i seminarium księży zmartwychwstańców), jest już położony dach. Niedawno poznali się też wszyscy darczyńcy. Odkryli wtedy, że spotkali się nieprzypadkowo, bo łączy ich wiara oraz chęć zrobienia czegoś dobrego. Podzielili się więc na dwa zespoły – budowlany (pilotujący dalsze prace) i merytoryczny (zajmujący się koncepcją zagospodarowania i wyposażenia wnętrza). Część osób zadeklarowała również konkretne wsparcie CEDR-u, co daje nadzieję na przyszłość.

    Terapia i ewangelizacja

    Centrum będzie wymarzonym dziełem Fundacji Wspierania Idei Marii Montessori „Ziarnko maku”, prowadzącej przy ul. ks. Pawlickiego Katolickie Szkoły Montessori im. Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Agnieszka Górecka jest szefową fundacji i dyrektorem gimnazjum, a Agnieszka Guzik – wiceprezesem i dyrektorem szkoły podstawowej. – Choć w Krakowie są ośrodki rehabilitacyjne i terapeutyczne dla dzieci niepełnosprawnych i z różnymi dysfunkcjami, my proponujemy coś nowego – CEDR będzie się mieścił przy szkole, dlatego zapewni kompleksową pomoc we współpracy z nauczycielami i rodzicami dziecka. Jego ważną misją będzie też ewangelizacja (liczymy na współpracę ze zgromadzeniem zmartwychwstańców, z którymi fundacja od początku jest związana) i duchowa opieka nad całą rodziną – tłumaczy A. Guzik. Często bywa bowiem tak, że choroba dziecka jest dla rodziców ciężkim krzyżem i nie wszyscy wychodzą z tej próby zwycięsko. – Zdarza się, że mama, która zostaje z problemem sama, wsparcia szuka nie tam, gdzie trzeba – np. u wróżki i bioenergoterapeuty, a potem potrzebna jest interwencja egzorcysty. I taką historię znamy. Przyszli także do nas rodzice dziecka autystycznego, którzy opowiadali, że gdyby nie wspólnota, do której należą, pewnie nie byliby już razem. Czuli, że potrzebne jest miejsce, które chcemy stworzyć, i cieszyli się, że ktoś myśli podobnie – opowiada A. Górecka.

    Cała inwestycja będzie kosztowała ok. 3 mln zł. To dużo, lecz obie Agnieszki przekonują, że nie próżnują, czekając na kolejnych darczyńców, lecz zakasały rękawy i ciężko pracują. W efekcie fundacja wypuściła właśnie na rynek produkowaną przez siebie kawę (świeżo paloną mieszankę ziaren z Azji, Afryki i Ameryki Płd.), która niebawem pojawi się w sklepach, a kolejnym produktem-cegiełką z linii „Korzenie” będzie miód. Ostatnio „Ziarnko maku” nawiązało też współpracę ze specjalistką od pisania projektów unijnych. – Cały czas jesteśmy też w kontakcie z niemiecką Fundacją „Promyk Słońca”, która od ponad 20 lat prowadzi w Erfurcie szkoły Montessori oraz centrum diagnozy i terapii – mówią.

    Nauka to wyzwanie

    Drugim oczkiem w głowie dwóch Agnieszek jest pierwsze w Polsce liceum Montessori, które we wrześniu ruszy w Krakowie. – Odpowiadając na reformę MEN, 6-letnią podstawówkę przekształcamy w 8-letnią, a gimnazjum wygaszamy i otwieramy na razie jedną klasę liceum dla ok. 18 uczniów, a docelowo w szkole będzie się uczyło ok. 50 osób – wyjaśniają. Tym, co będzie odróżniało liceum Montessori od innych szkół, będzie tzw. system tutoringu, czyli indywidualnej pracy z uczniem. Już teraz jest wprowadzany w szkole podstawowej (wybranej jako jedna z 60 w całej Polsce), bo fundacja zakwalifikowała się do programu „Wychować człowieka mądrego”, realizowanego przez Towarzystwo Otwartej Edukacji i finansowanego przez MEN. – W wielu szkołach wiedzę przekazuje się tak, że dzieci wyznają zasadę: zakuj, zalicz i zapomnij. U nas tego nie ma, bo nauka ma być przygodą. Dlatego młodzież wie, że uczy się także poza murami szkoły, a my tylko dajemy jej narzędzia do podjęcia wyzwania – tłumaczy A. Górecka. To wyzwanie przyjmują też nauczyciele – ludzie z pasją, którzy pomagają uczniom pracować w ich własnym tempie i lubią spędzać z nimi czas na różnych wyjazdach. – Wcześniej chodziłem do zwykłej szkoły i tam nauczyciele często liczyli czas do dzwonka i wyjścia ze szkoły. Tu tego nie ma, a uczenie sprawia nauczycielom przyjemność – opowiada Janek, uczeń II klasy gimnazjum, a Franek, Aniela i Gosia dodają, że cieszą się, iż w szkołach Montessori nie ma wyścigu szczurów, za to każdy uczeń wie, w czym jest dobry i może się rozwijać. – Proponujemy też uczenie się z wykorzystaniem neurodydaktyki i mnemotechnik, które przygotowują do radzenia sobie na studiach – mówi A. Górecka i zaprasza na dzień otwarty 17 maja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół