• facebook
  • rss
  • Kupiłeś już nutkę?

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    – Jeśli uda się zrealizować plany, to Polska zapisze się w historii Czarnego Lądu jako pionierski kraj, który wybudował w Afryce pierwszą szkołę muzyczną – zapowiada br. Benedykt Pączka OFM Cap, misjonarz z Krakowa pracujący w Bouar w RCA.

    Gdy 4 lata temu, we wrześniu 2013 r., wyjeżdżał na misje, opowiadał, że do bagażu pakuje też „strasznie odjechany projekt”, na który od jakiegoś czasu zbiera pieniądze. Niektórzy jednak z powątpiewaniem kręcili głowami. Nie dowierzali, że pomysł br. Benka ma szansę na realizację i mówili, że jest tyle ważniejszych spraw do zrobienia w Afryce. Trzeba przecież powstrzymać bratobójcze wojny, dać głodnym jedzenie, zapewnić edukację. Niby to prawda, ale...

    Ewangelia, edukacja i pokój

    – Stworzenie w Afryce szkoły muzycznej zawsze było moim marzeniem i w głębi serca wierzyłem, że to musi się udać – przekonuje br. Pączka i dodaje, że choć Europejczykom, w tym także Polakom, ta idea może wydawać się szalona, to ma ona głęboki sens. – W Polsce można się kształcić muzycznie od najmłodszych lat. W Afryce nie, dlatego dla tych ludzi powstanie szkoły to rzecz niezwykła i wszyscy – tak dzieci, jak i dorośli – mówią, że bardzo im na niej zależy. Są zachwyceni pomysłem i proszą, żeby go rozwijać – opowiada misjonarz. Powód tego zachwytu jest prosty. Choć przy każdym kościele i kaplicy istnieje chór, który śpiewa podczas Mszy św. i nabożeństw, to nikt nad nim nie czuwa. W efekcie, mimo że wykonywane pieśni są piękne i pomagają się modlić, a Afrykańczycy są umuzykalnieni i mają wyczucie rytmu, bez profesjonalnej opieki fałszują. Trzeba to zmienić. – To nie wszystko, bo poprzez muzykę możemy bardzo dużo zrobić dla Republiki środkowoafrykańskiej, całego kontynentu i świata. Muzyka nie tylko przecież jednoczy ludzi i łagodzi obyczaje, ale także pomaga ewangelizować, głosić orędzie pokoju i zapewniać dzieciom edukację – tłumaczy br. Benek. Te trzy sprawy łączą się w całość, bo nauka nie od dziś udowadnia, że muzyka rozwija twórcze myślenie i usprawnia pracę mózgu. A żeby uczyć dzieci podstaw czytania nut (a potem także ich składania i grania oraz śpiewania prostych rzeczy), trzeba najpierw nauczyć je alfabetu (a więc także czytania i pisania). – Gdy myślenie wchodzi na kolejne poziomy, w końcu musi też przyjść refleksja: „Dlaczego mam zabijać innych i zadawać im cierpienie? Przecież to niczemu nie służy, a jeśli wszyscy jesteśmy braćmi, to możemy pięknie razem żyć”. O to właśnie mi chodzi, o zmianę mentalności – przekonuje misjonarz i nie kryje, że nie jest to proste. W Afryce wciąż bowiem pokutuje przywiązanie do magii i czarów. – Ewangelia jest głoszona, ale żeby oni trwale przyjęli do serca Chrystusa, potrzeba czasu i systematycznej pracy misyjnej, pełnej blasków i cieni. Afrykańczycy muszą powoli zrozumieć, że czary nie dają życia, tylko śmierć, bo jeśli komuś zachoruje dziecko, a czarownik powie, że to przez sąsiada, który rzucił urok, to robi się groźnie, a sąsiad może niewinnie zginąć. Tylko Chrystus mówi prawdę: „Nawet jeśli jesteś chory, ale we Mnie wierzysz, to będziesz żył. Wiecznie” – podkreśla B. Pączka.

    5 miesięcy sukcesów

    Pierwsze trzy lata na misjach br. Benek spędził w Ngaoundaye, gdzie wielkie plany musiał zderzyć z twardą i brutalną wojenną rzeczywistością. Kilka miesięcy po tym, jak zjawił się w RCA, rebelianci ze zbrojnego ugrupowania Seleka zaczęli bowiem mordować mieszkańców jego wioski i niszczyć oraz kraść wszystko, co spotkali na swojej drodze. O tych dramatycznych wydarzeniach, gdy i życie misjonarzy było zagrożone, wielokrotnie pisaliśmy na łamach „Gościa Krakowskiego”. – Muzyka jest jednak wszędzie tam, gdzie i ja jestem, dlatego gdy zrobiło się spokojniej, można było zacząć myśleć o szkole. Z Warszawy do Ngaoundaye przyjechał nawet muzyk – Łukasz Kłeczek, ale pracowaliśmy głównie z dorosłymi i to nie był dobry kierunek – zauważa br. Benek. Widzieli to również jego przełożeni, którzy zdecydowali o przeniesieniu br. Pączki do Bouar, miasta liczącego 40 tys. mieszkańców i zabezpieczanego przez wojsko. Nie trzeba więc się już martwić, że ktoś przyjdzie w nocy i będzie chciał wszystkich zabić... – Choć szkoła muzyczna ruszyła zaledwie 5 miesięcy temu, ma już na koncie spore sukcesy. Najpierw, przez pierwsze dwa tygodnie działalności African Music School przygotowywaliśmy koncert. Uczniowie wystąpili dla naszego kardynała, który przyjechał odwiedzić diecezję Bouar i pobłogosławił projekt – opowiada kapucyn. Uczniowie zaprezentowali się też na festiwalu chórów oraz podczas koncertów dla rodziców i w Radiu Siriri, którego br. Benek jest dyrektorem. Kolejnym sukcesem było powstanie „Symfonii dla Afryki”. Muzykę napisał do niej Marcin Dumiela, a słowa wymyśliła Ania Mara, która na Czarnym Lądzie spędziła ostatnie kilka miesięcy i pracowała w szkole muzycznej jako nauczycielka.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół