• facebook
  • rss
  • Jak znak dla świata

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Carmine, Marianna, Elena, Veronica, Marta i Pelayo rok temu uczestniczyli w Światowych Dniach Młodzieży z potrzeby serca. Teraz wrócili do Krakowa na zaproszenie władz miasta, w ramach projektu „Experience Kraków again”.

    Początkowo myśleli, że to żart. Okazało się jednak, że ta niespodzianka to owoc przedsięwzięcia, w którym wzięli udział podczas ŚDM. Nagranych zostało wtedy bowiem ok. 250 krótkich filmików, w których pielgrzymi z całego świata opowiadali o swoich przeżyciach związanych z pobytem w Krakowie. Spośród nich wybrano wypowiedzi 6 młodych osób – trojga Włochów i trojga Hiszpanów, którzy dostali zaproszenie na oficjalne obchody rocznicy ŚDM. Kiedy w końcu zjawili się pod Wawelem, radości nie było końca, bo – jak zapewniali – w lipcu 2016 r. pokochali Polskę.

    Żywe świadectwo

    – Tęskniliśmy do tych pięknych uliczek i wielu urokliwych miejsc, których pełno jest w Krakowie. Tęskniliśmy też do przyjaznych ludzi, którzy nas tu witali, no i do waszego jedzenia, a zwłaszcza do pierogów – mówili zgodnie, choć nie kryli, że po 12 miesiącach nasze miasto wydało się im nieco inne niż w 2016 r. – Wtedy Kraków był pełen kolorów, radości, śpiewu, entuzjazmu, bo opanowała go młodzież w barwach ŚDM. Wszyscy do wszystkich – choć przecież się nie znali – krzyczeli na ulicach: „cześć!”, a dziś ludzie jakby się nie znają. Są smutniejsi, bardziej zabiegani... – zauważyli. Wraz z organizatorami akcji „Experience Kraków again” Carmine, Marianna, Elena, Veronica, Marta i Pelayo raz jeszcze zwiedzili nasze miasto. Największe wrażenie i tym razem zrobiły na nich Wawel oraz wieża, z której rozpościera się niezwykła panorama Krakowa, kościół Mariacki, sanktuarium Bożego Miłosierdzia i Kopalnia Soli w Wieliczce. – Podczas ŚDM najważniejsze nie było przecież to wszystko, co zobaczyliśmy, ale to, co przeżyliśmy, bo wtedy do Krakowa przyjechaliśmy, odpowiadając na zaproszenie Boga. ŚDM to świadectwo wiary tysięcy młodych osób, które potrafią wspólnie ją wyznawać i być jak jeden wielki naród – przekonuje Carmine, student filozofii z Rzymu zakochany w parasailingu (sporcie, w którym leci się na spadochronie holowanym przez łódź). Elena z Bergamo nieopodal Mediolanu, która niedawno wróciła z Chin (gdzie uczyła się w ramach „Erasmusa”), dodaje natomiast, że dla młodych chrześcijan możliwość udziału w ŚDM zawsze powinna być wielkim szczęściem. – W ten sposób dajemy świadectwo wiary w świecie pełnym wojen i terroryzmu. Młodzi są wtedy jak znak, który pokazuje, że można kochać Boga i innych ludzi i tą miłością zmieniać rzeczywistość, by nie było w niej nienawiści i przemocy. Rok temu w kulminacyjnym momencie razem modliło się ponad 2,5 mln ludzi. To najlepsza droga do tego, by i na co dzień żyć w pokoju, we wspólnocie – nie ma wątpliwości Włoszka.

    Spróbuj Go odnaleźć!

    Młodzi pielgrzymi proszą też wszystkich, a przede wszystkim swoich rówieśników, by zawsze szukali Boga. – Po prostu spróbujcie Go odnaleźć, nawet jeśli obecnie wasza wiara jest słaba. Nie lękajcie się, tylko zmieniajcie swoje życie w przyjaźni z Bogiem – apelują. – Warto to zrobić, bo kiedy każdego dnia czytamy w gazetach o złu, nieszczęściach i cierpieniu, lekarstwem na to wszystko jest właśnie wiara. To ona daje ochronę, siłę i uczy miłosierdzia – zachęca Marianna z Asti (Piemont), a Carmine zapewnia, że dla niego wiara jest jak kamień, na którym każdego dnia próbuje budować swoje życie. Z kolei Elena tłumaczy, że wiarę można porównać do drogi i każdy ma wybór, czy chce nią podążać, czy nie. – Jeśli idziesz drogą wiary, to żyjesz inaczej, głębiej, i kładziesz miłość w centrum życia, a wszystko, co robisz, jest skoncentrowane na Bogu. Wiara nadaje życiu wartość, czyni ból mniej dotkliwym, daje radość i wlewa w serce pokój – mówi. Veronica z Girony i Marta z Pampeluny przekonują natomiast, że mieć wiarę w sercu to fantastyczna sprawa, a ci, którzy twierdzą, że nie potrzebują Boga albo że w ogóle Go nie ma, mówią tak, bo jeszcze Go nie poznali, i choć pozornie są radośni, to żyją tu i teraz, a cieszą się jedynie dobrami materialnymi, bo nie patrzą w kierunku wieczności i nie widzą tego, co jest w życiu najcenniejsze. – Ja to wszystko zrozumiałem dopiero dwa lata temu, gdy w Medjugorju spotkałem Boga i wszystko w moim życiu się zmieniło. Na lepsze! Moja rodzina nie jest katolicka, przyjaciele początkowo też myśleli, że zwariowałem, ale ja po prostu pojechałem tam i stało się coś niezwykłego. Bóg dał mi poczuć swoją miłość i już nie mam wątpliwości, że On jest. Moi bliscy, choć nie podzielają moich poglądów, szanują je, a ja mam nadzieję, że kiedyś i oni odnajdą swoją drogę do Boga – przekonuje Pelayo z Kordoby, który od jakiegoś czasu studiuje w Edynburgu, a dzięki współlokatorowi z pokoju w akademiku jego ulubioną drużyną piłkarską nie jest Real Madryt, tylko... Korona Kielce!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół