• facebook
  • rss
  • Tu szefową jest Maryja

    Miłosz Kluba, Paulina Smoroń

    |

    Gość Krakowski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    – Jan Paweł II wiedział, że jest miejsce, w którym cierpienie spotyka się z tajemnicą wiary, i że tym miejscem jest Lourdes – mówi dr Alessandro de Franciscis, lekarz kierujący specjalnym biurem, które bada tamtejsze uzdrowienia.

    Od wiosny tego roku pielgrzymka do położonego u podnóża Pirenejów maryjnego sanktuarium jest dużo łatwiejsza. Jedna z tanich linii uruchomiła bezpośrednie loty z Krakowa właśnie do Lourdes. Podróż trwa nieco ponad dwie godziny. Z połączeń można skorzystać jeszcze do października. Nowy środek transportu to rewolucyjna zmiana, zwłaszcza dla osób chorych i niepełnosprawnych. – Bezpośrednie loty bardzo ułatwiły nam tę podróż – skróciły ją i pozwoliły uniknąć przesiadek, przez co są mniej męczące dla naszych podopiecznych – przekonuje Mateusz Marszalski, wolontariusz Fundacji HCPT, opiekującej się niepełnosprawnymi.

    Wielkanoc w Lourdes

    Podopieczni fundacji byli jedną z pierwszych grup, która skorzystała z bezpośrednich kursów z Krakowa do Lourdes. Jak co roku, lecieli do Francji, by tam spotkać się z chorymi i niepełnosprawnymi, którymi opiekują się oddziały HCPT m.in. z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Włoch, Irlandii, Chorwacji czy Jamajki. Polacy podróżują tam już od 4 lat. – Pobyt tam daje niesamowitą radość naszym podopiecznym i ma bardzo dobry wpływ na ich zachowanie. Wracają stamtąd przemienieni – przekonuje M. Marszalski. Do tej pory grupa pielgrzymów z Polski, aby dostać się do Lourdes, musiała lecieć do Tuluzy lub przesiadać się we Frankfurcie czy w Monachium. – To niepotrzebnie wydłużało podróż i zwiększało koszty. Teraz podróżujemy komfortowo. To była wręcz Boska interwencja, że po 3 latach naszego podróżowania uruchomiono takie połączenie – dodaje wolontariusz. W pierwszym roku do Francji pojechało 10 osób z Polski, w tym troje niepełnosprawnych dzieci. Z czasem polski oddział HCPT rozwijał działalność i w ubiegłym roku pielgrzymów było już 60. Wtedy też po raz pierwszy fundacja zabrała w podróż zmagające się z rakiem dzieci ze szpitala w Prokocimiu. Tygodniowy pobyt w Lourdes ma pomóc choć na chwilę oderwać się od codziennych problemów i głębiej przeżyć Święta Wielkanocne. – To są dla nas wszystkich wspaniałe duchowe rekolekcje – mówi M. Marszalski.

    Ścieżka specjalna

    Lotniska, zarówno w Balicach, jak i w Lourdes, są przygotowane, by ułatwić chorym podróż na tyle, na ile jest to możliwe. To nie tylko kwestia przeszkolenia personelu portu, ale także m.in. wyznaczenia osobnej ścieżki wejścia do samolotu – tak, by uniknąć długiego stania w kolejkach chociażby do kontroli bezpieczeństwa. Potrzebny jest również odpowiedni sprzęt. Oba lotniska mają tzw. ambulifty, czyli specjalne pojazdy z dużą windą, umożliwiające przetransportowanie osoby na wózku wprost do samolotu. W ostatniej chwili przed wjazdem na pokład taka osoba przenoszona jest na specjalny, wąski wózek, mieszczący się w przejściu między fotelami. Podobnie wygląda wysiadanie z samolotu. Na lotnisku w Tarbes-Lourdes udogodnień jest jeszcze więcej. Niedawno wyremontowano np. dwie sale, w których nawet chorzy leżący mogą w komfortowych warunkach odpocząć przed lotem. Jak wyjaśnia Betrand Bilger, dyrektor lotniska Tarbes-Lourdes-Pyrénées, w ciągu roku przyjmuje ono ok. 18 tys. chorych i niepełnosprawnych. W regularnych lotach jest to zwykle nie więcej niż kilka osób, ale zdarzają się loty czarterowe, gdzie jest ich nawet 80–90. – Cały personel lotniska jest odpowiednio przygotowany. Korzystamy też z pomocy wolontariuszy Hospitalité Notre-Dame de Lourdes – opowiada B. Bilger.

    Pomoc jak wirus

    Hospitalité to organizacja pomagająca tysiącom chorych i niepełnosprawnych przybywających do Lourdes. Wolontariusze są w różnym wieku i przyjeżdżają z całego świata. Sami pokrywają koszty swojego pobytu (wolontariat ma swoje noclegi, ale nie starcza ich dla wszystkich). Pracują na dworcu i na lotnisku, w sanktuarium są na procesjach, w grocie objawień, pomagają w kąpielach w łaźniach z wodą z tutejszego źródła. – To jest jak wirus – mówi jeden z nich. Ma 60 lat, na co dzień pracuje w okolicach Paryża. Do Lourdes przyjeżdża na dwutygodniowy urlop – z tym że zamiast odpoczywać czy zwiedzać, pomaga. – Kiedy już raz się tego spróbuje, czuje się potrzebę, by tu wrócić – dodaje. Inny z wolontariuszy przyznaje, że bardzo długo nie znał Lourdes, choć jego żona przyjeżdżała tu od wielu lat. – Mówiła: „Kiedyś cię tam zabiorę”. Teraz też chcę wracać – mówi, a jego kolega dorzuca: – Złapał tego samego bakcyla. Zgodnie podkreślają, że ich praca to służba Maryi, a najlepszą nagrodą są uśmiech i wdzięczność podopiecznych. – Pomagamy chorym – nieważne, jakiego są wyznania, czy są ateistami. Dla nas to nie tylko praca, ale również modlitwa – tłumaczy Jean Buscail, kierujący Hospitalité Notre-Dame de Lourdes. Z myślą o osobach chorych i niepełnosprawnych przygotowana jest także cała infrastruktura sanktuarium – podjazdy, szerokie przejścia, uchwyty, charakterystyczne wózki, z których mogą skorzystać. – Tam się każdy odnajdzie. Nawet autobusy mają specjalne windy dla wózków, a teren sanktuarium położony jest przy samej rzece, gdzie z reguły jest płasko – opowiada M. Marszalski.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół