• facebook
  • rss
  • Nie będzie następcy Stocha?

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    Na Wielkiej Krokwi trwa remont, a średnia i mała skocznia wciąż są w opłakanym stanie. Tymczasem w oddalonym od Zakopanego o 20 km Chochołowie powstanie, za prawie 6 mln zł, zupełnie nowy obiekt.

    Jeszcze kilka lat temu na średniej skoczni uczniowie starszych klas szkół podstawowych próbowali swoich sił na treningach, a potem – podczas lokalnych zawodów. Do Zakopanego, aby ćwiczyć swoje umiejętności, zjeżdżali też młodzi skoczkowie z wielu europejskich krajów. Teraz jednak stan skoczni jest tak zły, że powinna się tam pojawić tabliczka mówiąca, iż wejście na teren obiektu może doprowadzić do tragicznego wypadku.

    Z Zakopanego do Wisły

    Problem mają także młodzi polscy skoczkowie. – Nie będzie u nas następców Stocha, Murańki czy Kubackiego. Już teraz nasi chłopcy przegrywają z kolegami z innych górskich terenów, np. z Beskidów – mówi, nie kryjąc smutku, trener Józef Jarząbek. Na średniej skoczni już tylko igielit wygląda dobrze, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dlatego, aby trenować, trzeba np. jeździć do Szczyrku czy Wisły. – Wymaga to dodatkowych pieniędzy. Trzeba przecież wynająć bus, a wyprawa zajmuje cały dzień – przyznają zawodnicy. Rozżalenia i słów krytyki wobec tego, co się dzieje wokół zakopiańskich skoczni, nie kryje również Łukasz Rutkowski, który w 2008 r. na Średniej Krokwi zdobył brązowy medal w drużynowym konkursie Mistrzostw Świata Juniorów. – To się nie mieści w głowie, że mogło dojść do takiej sytuacji, iż trzeba jechać ponad 100 km do innej miejscowości i tam trenować, a do tego jeszcze płacić za nocleg! W rozmowie z „Tygodnikiem Podhalańskim” zawodnik Jakub Kot przyznał z kolei, że – jego zdaniem – sprawa wygląda tak, jakby komuś zależało na promocji skoków w Szczyrku i Wiśle, a nie w Zakopanem.

    Konflikt TZN i COS

    Wielką i Średnią Krokiew chciał wydzierżawić od Ministerstwa Sportu Tatrzański Związek Narciarski. Działacze są jednak skonfliktowani z Centralnym Ośrodkiem Sportowym w Zakopanem, który podlega ministerstwu. Efekt jest taki, że na osobistych przepychankach mogła ucierpieć nawet organizacja Pucharu Świata w Skokach Narciarskich w Zakopanem w styczniu. – Aż chce się płakać. Bylibyśmy w stanie wyremontować obiekty, ale nie ma zgody na taką koncepcję – mówi Andrzej Kozak, prezes TZN. Obecny dyrektor COS w Zakopanem Sebastian Danikiewicz twierdzi natomiast, że skoczkowie będą mogli wkrótce trenować na Średniej Krokwi. COS zlecił m.in. poprawę wyjścia na rozbieg, który obecnie wiedzie po... skałach! Dyrektor COS informuje też, że generalna modernizacja Średniej Krokwi jest zaplanowana na 2019 rok. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie. Wystarczy bowiem zauważyć, że dyrektorzy w tej zakopiańskiej instytucji zmieniani są nawet co kilka miesięcy. Tymczasem w odległym od Zakopanego o niecałe 20 km Chochołowie samorząd podjął decyzję o budowie dwóch skoczni o symbolach HS16 i HS30 wraz z bazą towarzyszącą. Wszystko będzie kosztowało prawie 6 mln zł. – Obiekt ma służyć najmłodszym adeptom skoków narciarskich nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. Na skoczniach w Chochołowie będą mogli ćwiczyć wszyscy. Mam nadzieję, że dzięki tej inwestycji, jednej z najnowocześniejszych w Europie, wzrośnie zainteresowanie tą wspaniałą dyscypliną sportu i znajdziemy następców mistrzów – przekonuje Józef Babicz, wójt gminy Czarny Dunajec. Konstrukcja skoczni będzie wykonana z materiałów pozwalających na wieloletnie użytkowanie obiektu przy minimalnych kosztach eksploatacyjnych. Co ważne, gmina wyłoży z własnego budżetu niemal 2,5 mln zł. Czarnodunajecki samorząd zdobył też dofinansowanie w ramach rozwoju infrastruktury sportowej o znaczeniu strategicznym od Ministerstwa Sportu i Turystyki.

    Czerwona kartka dla wójta

    – To jest jakiś straszny paradoks, że nie ma pieniędzy na remont istniejących skoczni, a ministerstwo wspiera budowę zupełnie nowego obiektu. Gdzie tu logika? To nie żaden sport, a wielka polityka i spełnianie fanaberii lokalnych władz – nie kryje oburzenia pan Mirosław, niegdyś związany z klubem sportowym w Chochołowie. Również mieszkańcy gminy są bardzo podzielni w sprawie budowy skoczni. – Przecież mamy inne, bardzo pilne wydatki – pieniędzy potrzeba np. na wodociąg w Czarnym Dunajcu. A wójt wolną ręką wydaje miliony na obiekt, który będzie służył garstce ludzi w naszej gminie – denerwuje się pani Bogusława z Czarnego Dunajca. – Wójt podczas ostatnich wyborów dostał czerwoną kartkę od wyborców, a jego poparcie z ponad 6 tys. głosów spadło do niecałych 3 tys. Powinien się więc poważnie zastanowić nad prowadzonymi przez siebie inwestycjami. Należy zacząć od spraw, które wymagają natychmiastowego załatwienia. Wiele osób w naszej miejscowości nie ma od kilku miesięcy wody zdatnej do picia, wodociąg jest w opłakanym stanie – dodaje nasza rozmówczyni. Przeciwników budowy skoczni w Chochołowie nie przekonuje też fakt, że w miejscowości stoi stara skocznia, a wioska ma bogate tradycje związane z tym zimowym sportem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół