• facebook
  • rss
  • Dom poza domem

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 43/2017

    dodane 26.10.2017 00:00

    W ciągu 730 dni skorzystało z niego ponad 600 rodzin, które w sumie spędziły w nim 20 tysięcy nocy. Rekord należy do rodziny, która mieszkała w nim prawie rok – aż 321 dni.

    Średni czas pobytu u nas bliskich chorego malucha, leczonego w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, wynosi 19 dni. Niektóre rodziny wracają jednak wiele razy, ponieważ tak wygląda rzeczywistość na onkologii: dziecko co jakiś czas przyjeżdża na chemioterapię, a potem wraca do domu i znowu do szpitala. Takich cykli może być nawet kilkanaście – tłumaczy Katarzyna Nowakowska, dyrektor wykonawczy Fundacji Ronalda McDonalda, która dwa lata temu – 15 października 2015 r. – przy USD otwarła pierwszy w Polsce Dom Ronalda McDonalda.

    Od samego początku było jasne, że powstanie placówki będzie dla rodziców czuwających przy szpitalnym łóżku dziecka wielkim dobrodziejstwem. Do tej pory jedli bowiem na parapetach, w nocy stali w długiej kolejce do łazienki, a spali na podłodze albo na krześle.

    – Nasze dziecko od roku zmaga się z neuroblastomą i noce spędza w szpitalu. Jestem tam razem z nim, ale w dzień mogę przyjść do domu, odświeżyć się, przespać, po prostu odpocząć – opowiada pani Ania. Na szczęście w ciągu dnia jej pociecha często dostaje przepustki i w Domu Ronalda McDonalda może pobyć razem z rodzicami. – Jesteśmy z Olsztyna i większą część leczenia dziecko przechodzi w Warszawie, a do Krakowa przyjechaliśmy na terapię, która jest niezbędna na pewnym etapie walki z neuroblastomą i jest dostępna tylko w USD. Takie „domy poza domem” są bardzo potrzebne i trzeba, by było ich więcej, bo dzieci na onkologii jest naprawdę dużo – zaznacza pani Ania.

    Pani Iwona z okolic Dobczyc do Domu Ronalda McDonalda trafiła 1,5 miesiąca temu, gdy jej syn Kamil rozpoczął drugą walkę z białaczką. – Szpital znowu będzie naszą rzeczywistością, i to przez długie tygodnie. Gdy przychodzę tutaj, tak jak teraz, zrobić pranie i ugotować synowi obiad, o który prosił, mogę się od tej rzeczywistości oderwać. W weekendy przyjeżdża też mąż z drugim synem i wtedy możemy się sobą nacieszyć – dodaje.

    W domu, w którym każda rodzina ma swój pięknie wyposażony pokój z łazienką (i z którego korzystają bezpłatnie!), o ciepły, rodzinny klimat przez całą dobę dbają pracownicy i wolontariusze. Wszyscy dwoją się i troją, by sprawić mieszkańcom nawet najdrobniejsze przyjemności, np. piekąc pyszną szarlotkę albo podając kawę rodzicowi, który przygnieciony cierpieniem dziecka potrzebuje kilku chwil tylko dla siebie. – Wczoraj jedna z mam powiedziała mi, że nasz dom traktuje jak najlepsze spa, bo może położyć się na miękkim łóżku, pochodzić z ręcznikiem na głowie, zrelaksować się i nabrać sił, które potem przekazuje dziecku – opowiada Małgorzata Łucka, pracownik domu.

    By wszystko mogło działać jak trzeba, potrzebni są też sponsorzy i darczyńcy, bo dzienny koszt utrzymania jednego pokoju wynosi 120 zł, a pokoi jest 20. – Dlatego tak bardzo liczymy na wsparcie mediów, by zgłaszało się do nas coraz więcej firm i osób rozumiejących to, co robimy, i chcących nam pomagać – podkreśla K. Nowakowska.

    Marzeniem rodziców dzieci leczących się w USD jest to, by kiedyś pod Wawelem powstał kolejny dom, bo korzystać z niego chcieliby również ci, których pociechy leżą na kardiochirurgii. Jak dotąd okazji swojego 15-lecia i drugich urodzin „domu poza domem” fundacja zdecydowała, że drugi w Polsce Dom Ronalda McDonalda powstanie w Warszawie, przy Szpitalu Pediatrycznym WUM.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół