Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Dłońmi badam kształt kamienia...

Ponad 80 lat temu bose stopy Bronka Chromego, idącego latem pieszo z matką do Krakowa z odległych Leńcz, zostawiały ślady w pyle. Z tamtej wyprawy chłopiec zapamiętał, że parzyły go rozgrzane kamienie na Rynku. I choć tamte ślady już zniknęły, to Chromy pozostawił po sobie pod Wawelem trwały, artystyczny ślad.

Tu bowiem ów wybitny rzeźbiarz, zmarły 4 października w wieku 92 lat, tworzył przez kilkadziesiąt lat. Pochowany 17 października na krakowskim cmentarzu Salwatorskim, swoją wielką wyobraźnię artystyczną łączył z rzemieślniczą precyzją. „W brązie odlewam swoje wizje i marzenia” – powiedział przyjacielowi Andrzejowi Kobosowi. Jego rzeźby są dziś wizytówkami podwawelskiego grodu. Nie bez powodu artysta mówił, że swoją twórczością spłaca dług Krakowowi.

W metalu i kamieniu

Ci, którzy przyjdą pomodlić się do dwóch znanych nowohuckich świątyń – Arki Pana w Bieńczycach i kościoła św. Maksymiliana Kolbego w Mistrzejowicach – napotkają tam jego wizerunki Chrystusa. Tysiące krakowian i turystów straszy też pod Wawelem ziejący ogniem smok, który wyszedł spod dłuta Chromego, a hołd żołnierzom Polski Walczącej artysta oddał w nietypowy sposób, tworząc rzeźbę przedstawiającą dwa orły o splecionych skrzydłach. Ludzi kultury, m.in. Chopina, Wyspiańskiego oraz członków kabaretu „Piwnica pod Baranami”, którego był pomysłodawcą i współzałożycielem, przedstawił natomiast w rzeźbach stojących obok jego galerii autorskiej w parku Decjusza.

W oryginalny sposób Bronisław Chromy – chłopski syn – upamiętnił z kolei Narcyza Wiatra „Zawojnę”, jednego z dowódców Batalionów Chłopskich, zamordowanego po wojnie przez komunistycznych ubowców. W miejscu śmierci „Zawojny” na krakowskich Plantach, w pobliżu Poczty Głównej, umieszczony został płaski symbol Polski Walczącej, w którym wycięte puste miejsca tworzą zarys postaci leżącego człowieka.

Nieopodal królewskiego wzgórza jest jeszcze jeden pomnik, który fotografują turyści. Przedstawia on psią wierność człowiekowi, jaką wykazał się słynny Dżok. Przed laty pies przez okrągły rok czekał w okolicach ronda Grunwaldzkiego na powrót swojego właściciela, który doznał tam ataku serca i zmarł.

– Chromy łączył w wielu swoich kompozycjach rzeźbiarskich metal z kamieniem. Widać to choćby w „Owieczkach”, stojących przed budynkiem krakowskiego Uniwersytetu Rolniczego przy al. Mickiewicza. Osoby spacerujące nad podkrakowską rzeką Rabą czy nad Dunajcem spotykały go tam często, gdy zbierał do kosza kamienie otoczaki – wspomina Jarosław Kazubowski, krakowski historyk sztuki i publicysta, a potwierdzają to słowa wiersza zapisane przez twórcę: „Dłońmi badam kształt kamienia, /Jak niewidomy laską teren po którym kroczy /Aż swoją wyobraźnią jego obraz zoczy”.

Chromy był artystą wszechstronnym – autorem zarówno monumentalnych rzeźb plenerowych, jak i niewielkich kompozycji oraz medali, malarzem i poetą. – Postacie ukrzyżowanego Chrystusa w Bieńczycach i Mistrzejowicach są niezwykłe, ikonograficzne. W Arce Pana ekspresyjnie wygięty Chrystus wyrywa się wręcz ku zmartwychwstaniu, a w Mistrzejowicach spogląda miłosiernie na świat znajdujący się u Jego stóp – tłumaczy J. Kazubowski.

Wykonana w 1977 r. wielka, 8-metrowa rzeźba z Arki Pana nosi też wiele mówiący tytuł: „Z życia do życia”, podkreślający, że Chrystusowe ukrzyżowanie było tylko etapem wiodącym do zmartwychwstania.

Ci, co pracowali na roli...

Droga Chromego z wiejskiej chaty w małopolskich Leńczach, gdzie się urodził w 1925 r., do sławy i zaszczytów profesorskich była niezwykła. Mając 21 lat, znalazł pracę w krakowskiej odlewni artystycznej Tieslera. To tutaj znany rzeźbiarz prof. Karol Hukan, zobaczywszy jego medalion wykonany na grób ojca, tak zachwycił się jego precyzją, że przywołał innego słynnego mistrza dłuta – Xawerego Dunikowskiego. Wspólnie uradzili, że młody chłopak musi koniecznie kształcić swoje umiejętności w Akademii Sztuk Pięknych. Nie było to łatwe, bo Chromy nie miał matury – skończył jedynie wiejską szkółkę. W trybie przyśpieszonym ukończył więc liceum plastyczne, przez cały czas pracując jednocześnie w odlewni. Studia rzeźbiarskie pod kierunkiem X. Dunikowskiego ukończył w 1956 r., mając już 31 lat. Był później profesorem tej uczelni.

– Znałem go od 40 lat. Miałem możność podziwiać przez te lata wszechstronność jego sztuki, wyrosłej z ciężkiej pracy i wyobraźni tego syna chłopskiego, który wspiął się z czasem na profesorską katedrę. W pracy nie ustawał zaś aż do końca. To było źródłem jego sukcesu. Wspomniał mi kiedyś, że „ci, co pracowali na roli, wiedzą, że trzeba wstać o świcie, aby ze wszystkim zdążyć”. I to mu, jak mówił, zostało z dawnych lat – mówił po pogrzebie prof. Chromego Jerzy Skrobot, reportażysta radiowy, a jednocześnie znawca sztuki współczesnej, komisarz Galerii Krakowskiego Banku Spółdzielczego, gdzie od 27 października można oglądać kolejną wystawę prac artysty.

Od Krakowa po Antarktydę

Ciekawe były historie lokalizacji jego krakowskich rzeźb plenerowych. Niemal wszystkie osoby podziwiające Smoka Wawelskiego sądzą, że ustawiona w 1972 r. na skale wapiennej w pobliżu Smoczej Jamy rzeźba od początku była przeznaczona dla tego miejsca. – A to skutek nadzwyczajnej płodności artysty, tworzącego niemal same wybitne dzieła – śmieje się J. Kazubowski. – Po rozstrzygnięciu konkursu na rzeźbę do fontanny na krakowskim pl. Wolnica okazało się, że wszystkie trzy nagrody zdobył... Bronisław Chromy. Na Wolnicy postawiono więc „Grajków”, a Smoka zesłano pod Wawel, gdzie zachwyca do dziś. Chromy miał zresztą fantazyjny pomysł realizacyjny. Planował, że smoka umieści na dnie Wisły i stwór będzie wychylał się z jej fal, opierając łapy na brzegu rzeki. Nie zdecydowano się jednak na to – dodaje J. Kazubowski.

Rzeźby Chromego można podziwiać nie tylko w Krakowie. Znajdują się także m.in. w Oświęcimiu („Pieta”, „Ściana Śmierci”), Katowicach (pomnik Żołnierza Polskiego) oraz są rozsiane po szerokim świecie – w Australii, Brazylii, Japonii, Meksyku. Najdalej, bo aż na Antarktydę, zawędrował pomnik nagrobny dla zmarłego i pochowanego tam przyjaciela artysty, wybitnego fotografa przyrody Włodzimierza Puchalskiego.

Zapamiętano go również dobrze we wspólnocie parafialnej. – Pozostawił po sobie dobry ślad. Jego sztuka stawia nam pytanie o to, gdzie jesteśmy, czy idziemy w drodze do nieba. Był tytanem pracy, lecz także człowiekiem o dobrym sercu, oddanym rodzinie, niezapominającym o dobroczynności. Był również aktywnym członkiem naszej wspólnoty parafialnej. Modlimy się w krypcie kościelnej, którą zaprojektował i w której znajdują się jego rzeźby – podkreślał podczas pogrzebu ks. Rafał Buzała z parafii NMP Królowej Polski na Woli Justowskiej.

– Był artystą, o którego rzeźby biły się galerie całego świata. Mógł żyć wszędzie, choćby w Paryżu, ale wybrał Kraków. Pamiętajmy więc, że to my jesteśmy jego dłużnikami – dodał Jacek Majchrowski, prezydent miasta.

Jednym z przejawów docenienia Chromego pod Wawelem było nadanie mu w 2005 r., za zasługi dla miasta, brązowego medalu „Cracoviae Merenti”

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy