Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Randka jak za dawnych lat

Kilka lat temu, podczas wizytacji parafii w Mogile, bp Grzegorz Ryś dowiedział się, że dużo dzieci wychowuje się tu w rozbitych rodzinach. Podczas spotkania z Domowym Kościołem stwierdził, że tworzące go małżeństwa mają w tej kwestii dużo do zrobienia.

Zaskoczył nas tym, ale potraktowaliśmy jego słowa bardzo poważnie – mówią Anna i Grzegorz Plackowscy, którzy od 3 lat prowadzą kursy dla małżeństw, wzorowane na schemacie wypracowanym przez Stowarzyszenie „Alpha”. – Rozpad rodziny stał się czymś normalnym i nikt nad tym nie płacze, a przecież to jest wielki dramat Kościoła. Postanowiliśmy więc towarzyszyć małżonkom w pokonywaniu kłopotów, bo samo przygotowanie do ślubu jest jak szybkie poprawienie fryzury przed pójściem do ołtarza. To za mało – dodają.

Moc w sakramencie

Niektórzy na kurs przychodzą pokiereszowani przez małżeńskie życie i są o krok od rozwodu, ale chcą jeszcze powalczyć. Inni potrzebują jedynie pomocy w pielęgnacji związku i podpowiedzi, co zrobić, by rzeczywistość czasem nie skrzeczała. – Nikogo nie pytamy, dlaczego zapisał się na kurs. Nie ma też wypowiedzi na forum grupy, a krótki wykład jest wstępem do dialogu małżeńskiego – tłumaczą państwo Plackowscy. Zaznaczają, że choć opierają się na kursie Alpha, dodali do niego treści związane ze znaczeniem sakramentalnego małżeństwa w rozumieniu Kościoła katolickiego i bardzo mocno je akcentują. – Chodzi o to, by małżonkowie odkryli moc sakramentu, zrozumieli, co robić, by ona zaczęła działać, i na nowo zaprosili Boga do swojego związku – mówią. Nie bez powodu więc kurs kończy się uroczystą Mszą św. z niespodzianką, czyli z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich.

Na pierwszy prowadzony przez Annę i Grzegorza kurs przyszło 20 małżeństw, a teraz jest ich aż 27. – Chętnych jest zawsze więcej niż miejsc. To dowodzi, że zapotrzebowanie jest ogromne. Cieszy też, że ci, którzy go ukończyli, przy kolejnych edycjach chcą pomagać w organizacji – piec ciasta czy pilnować dzieci – zaznacza Grzegorz. Bo jeśli ktoś nie ma z kim zostawić dzieci, może przyjść razem z nimi – przez całe 3 godziny maluchy mają zapewnioną opiekę. Z kolei ciasta i ciasteczka (a także kawa lub herbata) już na dzień dobry pojawiają się na stolikach, które są też pięknie ozdobione, zawsze w inny sposób. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że wszystko dzieje się w eleganckiej kawiarni, a nie w auli Opata Białobrzeskiego przy klasztorze oo. cystersów. – Dobry klimat buduje spotkania i – co ważne – odkąd tu przychodzimy, również atmosfera w naszym związku bardzo się poprawia. W domu brakowało sił na poważną rozmowę, a problemów nie brakuje. Tu nie ma „zmiłuj”. Już dawno namawiałam męża, żebyśmy np. zapisali się na kurs tańca, ale nie umieliśmy wygospodarować czasu tylko dla siebie. A tu na pierwszej sesji usłyszeliśmy, że musimy go znaleźć, żeby na starość mieć o czym ze sobą rozmawiać – opowiadają Anita i Wojtek, małżeństwo z 14-letnim stażem. Przekonują również, że kurs powinien być obowiązkowy dla każdego małżeństwa. – Jest to także marzeniem jego twórców, którzy 30 lat temu zapoczątkowali go w Wielkiej Brytanii, a teraz jest on prowadzony już w kilkudziesięciu krajach. I my dostajemy świadectwa od par, które cieszą się, że na kursie czują się jak na randce za dawnych lat i jednocześnie zbliżają się do Boga – przyznaje A. Plackowska.

Rodzina do remontu

Pierwsza z 8 sesji kursu jest zawsze próbą odnajdowania fundamentów związku. Później trzeba zmierzyć się też ze sztuką rozwiązywania konfliktów i przebaczania win, odkryć miłość w działaniu i różne jej języki, poukładać relacje z rodzicami i teściami oraz odważnie porozmawiać o dobrym małżeńskim seksie. Dla większości par najważniejsza jest jednak nauka skutecznej komunikacji. – Na kursie zrozumiałam, jakie popełniam błędy – często zdarzało się, że nie słuchałam męża, bo robiłam sto rzeczy naraz i dawałam mu „złote rady” – mówi Barbara Hyży, a jej mąż Rafał dodaje, że dzięki spotkaniom usłyszał od żony piękny komplement – że jest lepszy, niż to się wcześniej Basi wydawało. Z kolei Marta i Marcin przekonują, że to, czego się tu dowiedzieli, jest jak powiew świeżości dla ich 10-letniego małżeństwa. – Duch Święty mocno tu wieje, a my coraz bardziej odkrywamy, że małżeństwo jest darem, przygodą i wyzwaniem, a także przestrzenią, w której można przelewać swoją miłość na żonę (męża) i dzieci – mówią. Sukces kursu w dużej mierze tkwi w tym, że w jego intencji modli się wiele osób – zaczynając od mogilskich parafian (powstała nawet specjalna diakonia) i cystersów, a kończąc na różnych zakonach kontemplacyjnych. Co więcej, każde małżeństwo ma swojego anioła stróża, który roztacza nad nim duchowy parasol ochronny. – Takie kursy są też potrzebne w innych parafiach. Zachęcamy więc do prowadzenia ich, ale ci, którzy chcą się tego podjąć, najpierw sami powinni przejść przez kurs, by wiedzieli, o czym mówią – podkreśla G. Plackowski.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy