• facebook
  • rss
  • Alina Janowska kochała Podhale

    Jan Gląbiński

    dodane 14.11.2017 09:13

    Zmarła 13 listopada aktorka stale przyjeżdżała w Tatry. W Chochołowie odwiedzała swoją przyjaciółkę.

    Alinę Janowską spotkałem w 2008 r. podczas 162. rocznicy wybuchu powstania chochołowskiego. Wszyscy byli zaskoczeni, co taka znana aktorka robi na uroczystości w Chochołowie. Aktorka szybko wyjaśniła sytuację. Była akurat u przyjaciół w Nowym Targu - rodziny aktora Mateusza Dewery - i postanowiła odwiedzić swoją przyjaciółkę w Chochołowie. Okazało się, że wizyta zbiegła się właśnie z obchodami rocznicy powstania.

    Kiedy poprosiłem ją o wywiad, nie czekałem długo na odpowiedź. Pani Alina chwyciła mnie za rękę i powiedziała: "Chodź ze mną do mojej przyjaciółki, tam się wszystkiego dowiesz" - rzekła. Po chwili zaglądaliśmy już razem do starej chałupy Rozalii Bochnak. Ta niezwykła przyjaźń góralki i aktorki trwała już ponad pół wieku.

     - A jak zaczęła się wasza przyjaźń? - pytam. - Oglądał pan "Czarci żleb"? - mówi pani Alina. Kiedy zaprzeczam, rzuca zawiedziona: - To pan nic nie wie.

    Obiecuję, że obejrzę. - Poznałyśmy się z Rozalką podczas kręcenia tego właśnie filmu tutaj, w Chochołowie, w 1948 r. - wyjaśnia pani Alina i prosi, bym zachęcił czytelników do jego zobaczenia.

    - Alino, ty mos juz telo roków, skąd biere się ta twoja energija? - pyta nagle swoją przyjaciółkę pani Rozalia. Ubiegła mnie, bo chciałem zapytać o to samo. Pani Alina wspomina o pływaniu, jeździe konnej. - A nic ze sportów zimowych? - dopytuję. Aktorka rozpoczyna odpowiadać o wielu przygodach, jakie ją spotykały podczas jazdy na nartach z Kasprowego Wierchu, jednocześnie przyznaje, że wszystkie okoliczne trasy ma zaliczone.

    Alina Janowska chętnie przyjeżdżała na Podhale   Alina Janowska chętnie przyjeżdżała na Podhale Henryk Przondziono /Foto Gość

    Przyjaciółki co jakiś czas przerywały rozmowę i śpiewały razem pieśń maryjną, którą wykonuje Krzysztof Krawczyk. - Usłyszałam ją kiedyś w radiu, ale nie miałam ani słów, ani nie znałam melodii. Od razu sobie o Alinie pomyślałam, że ona mi to załatwi - wspomina R. Bochnak.

    Żegnamy się, powoli wychodzimy z drewnianej chałupy pani Rozalii. A na stole leży książka zatytułowana "Jam jest Alina, czyli Janowska Story". Pani Rozalia właśnie ją wtedy czytała. Pewnie kiedyś będzie tam można dopisać jeszcze jeden duży rozdział o niecodziennej przyjaźni gaździny z Chochołowa z niezwykle serdeczną, otwartą na ludzi aktorką.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół