Nowy numer 21/2018 Archiwum

Brat Waluś, perła albertynów

Z Podhala wyruszył w poszukiwaniu pracy do Krakowa. Znalazł ją u boku św. Brata Alberta i stał się jego pierwszym pomocnikiem. O ich przyjaźni pisał nawet Stefan Żeromski.

W Krakowie, nie mając gdzie przenocować, trafił do ogrzewalni, którą opiekował się Brat Albert. Zobaczył wtedy ogrom nędzy i ogrom pracy, jakie na swoje barki wziął szary zakonnik w zgrzebnym habicie. Z kolei Adam Chmielowski szybko zauważył olbrzymie dobro, które było w sercu mieszkańca Podczerwonego. Wojciech Leja stanął razem z nim do pracy wśród biedaków – opowiada o początkach tej niezwykłej znajomości Julian Klamerus, nauczyciel w Liceum Plastycznym im. Antoniego Kenara w Zakopanem i przewodnik górski. – Zachodząc na cmentarz na Pęksowym Brzyzku, zawsze przystaję na modlitwie przy grobie braci albertynów. W skromnej mogile spoczywa brat Witalis, bo takie imię zakonne przyjął Wojciech – dodaje.

– Nasi bracia nie przywiązywali wagi do spraw kronikarskich, dlatego zachowały się szczątkowe informacje o bracie Witalisie. Jedno jest pewne – św. Brat Albert i inni bracia nazywali go „perłą zakonu albertynów”. Wzbudzał powszechny szacunek. Odznaczał się wysoką kulturą osobistą, był też poważany wśród krakowskiej arystokracji, z którą zapoznał się dzięki św. Bratu Albertowi – przypomina brat Paweł Flis, niegdyś przełożony braci albertynów na Kalatówkach. Brat Witalis służył z poświęceniem ubogim w ogrzewalni, a potem w przytuliskach. Dla utrzymania bezdomnych tkał sukno i wyrabiał koce. Brat Albert obdarzył go niezwykłym zaufaniem, do tego stopnia, że uczynił górala przełożonym i mistrzem nowicjatu.

– Pamiętajmy, że to niezwykle ważna funkcja. To na tym bracie wzorują się inni, którzy wstępują do zgromadzenia – podkreśla brat Paweł.

W 1896 r. brat Witalis, wspólnie ze św. Bratem Albertem i hrabią Władysławem Zamojskim, wziął udział w spotkaniu, podczas którego ustalone zostało miejsce dla pustelni na Kalatówkach. Potem wytrwale pracował przy jej budowie Stosunek św. Brata Alberta do brata Witalisa można by porównać do tego, co łączyło Chrystusa ze św. Janem Ewangelistą. Brat Albert bardzo cenił i po bratersku kochał Witalisa. Brał go ze sobą do towarzystwa, gdy szedł do obcych ludzi, bo wiedział, że nie powstydzi się towarzysza, który wszystkich ujmował skromnością, taktem i zakonną postawą. Góral z Podczerwonego nie miał przy tym żadnego wykształcenia, był nawet analfabetą. Urodził się w 1870 r. jako dziesiąte z kolei dziecko Andrzeja Lei i Anny z domu Bielańskiej. Z tego małżeństwa przyszło na świat 13 dzieci, z których troje zmarło w wieku niemowlęcym.

O znajomości brata Witalisa i św. Brata Alberta pisał nawet Stefan Żeromski, który odwiedził ich na Kalatówkach. W „Nawracaniu Judasza” zauważył, że przełożony zwracał się do górala bardzo serdecznie i zdrobniale: „bracie Walusiu”. Adam Chmielowski troszczył się o niego tak bardzo, że kiedy Witalis zmagał się z chorobą, św. Brat Albert pisał do s. Bernardyny w Zakopanem: „Brat Witalis dogorywa, proszę się za niego modlić. Jeżeli przed świętami Bożego Narodzenia nie umrze, to i ja zapewne stąd nie pojadę, bo trudno tak konającego biedaka zostawić”. Witalis umarł jednak jeszcze przed świętami w 1901 r. Przeżył 31 lat, z czego 12 w zgromadzeniu.

W kończącym się Roku św. Brata Alberta górale z Podczerwonego przypomnieli postać brata Witalisa. Okolicznościowa wystawa, rozwiązanie konkursów plastycznych „Biedaczyna z Podczerwonego” i „Ten jest dobry, kto chce być dobry”, a także Msza św. złożyły się na Dzień Pamięci Brata Witalisa, który niedawno odbył się w Podczerwonem. Delegacja mieszkańców złożyła także wiązankę kwiatów na grobie brata Witalisa. W miejscowej szkole można też oglądać wystawę obrazów i rzeźb podhalańskich artystów, które przedstawiają Adama Chmielowskiego. Autorami prac są m.in. uczestnicy wakacyjnych plenerowych warsztatów malarskich, które na Kalatówkach zorganizował Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma