• facebook
  • rss
  • W tej sprawie nie ma niewinnych

    Monika Łącka Monika Łącka

    dodane 05.12.2017 16:55

    Dziesięcioletni Kacper został siłą odebrany dziadkom, którzy go wychowują, i umieszczony w ośrodku wychowawczym. Dziecko cierpi, a media szukają winnego. Jest ich co najmniej kilkoro.

    Sprawa obiegła media, gdy film nakręcony podczas odbierania Kacpra dziadkom opublikował w internecie jego ojciec chrzestny (początkowo pojawiła się informacja, że zrobił to ojciec chłopca). Widać na nim, jak przez 15 minut pracownicy MOPS, kuratorzy i policja próbują przekonać babcię Kacpra, Bożenę Tomczyk, by przekazała chłopca pod ich opiekę, co w praktyce oznacza umieszczenie go w ośrodku wychowawczym.

    Chłopiec płacze, nie chce się na to zgodzić i mówi, że donikąd nie pójdzie, a babcia osłania go i chowa w ramionach. Wszystko dzieje się w łazience Szpitala im. św. Ludwika - na podłodze, pod umywalką. Ostatecznie jednak policjanci rozdzielają babcię i wnuka. Podczas całej akcji pada też wiele niepotrzebnych słów, które na pewno nie ułatwią rozwiązania problemu. Choćby takich, że Kacpra nikt nie chciał i dlatego wychowuje się u dziadków.

    A jak to się stało?

    W rozmowach z "Gazetą Krakowską" i Polsat News dziadkowie chłopca opowiadają, że jego mama urodziła chłopca Kacpra, gdy miała 17 lat. Nie wiemy jednak dlaczego nie chciała mieszkać wraz z dzieckiem i jego ojcem u swoich rodziców. Ci mówią jedynie, że uczyła się, więc cały czas jej pomagali, podobnie jak swojemu synowi. Nie wiadomo również kiedy i dlaczego sąd rodzinny zdecydował, że dziadkowie staną się dla wnuka rodziną zastępczą, natomiast od 2011 r. do 2015 r. mama odwiedziła swego syna 67 razy. To bardzo niewiele, jednak na filmie opublikowanym na polsatnews.pl oskarża ona swoich rodziców, że to oni utrudniali jej kontakt z dzieckiem, a wszystko komplikował fakt, iż ojciec dziecka źle ją traktował. Jak było naprawdę? Dlaczego wcześniej nie walczyła o syna, nie odeszła od kogoś, kto źle ją traktuje, i nie poprosiła o pomoc odpowiednich instytucji? To kolejne pytania, które pozostają na razie bez odpowiedzi.

    Z relacji "Gazety Krakowskiej" wynika również, że w 2016 r. matka wystąpiła o rozszerzenie wizyt i widzeń, a na początku 2017 r. odzyskała pełnię ograniczonych dotąd praw rodzicielskich. Sąd powierzył jej wtedy opiekę nad dzieckiem pod nadzorem kuratora - do ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy. Nasuwa się pytanie: jakimi argumentami przekonała wymiar sprawiedliwości do takiego rozwiązania sprawy, skoro przez tak długi czas nie miała dobrego kontaktu z synem? Takie dane mogłyby rzucić na wszystko więcej światła.

    Decyzją sądu dziadkowie do 7 lipca mieli więc wydać Kacpra matce. Tego jednak nie zrobili, tylko złożyli odwołanie od wyroku, bo - jak przekonują dziennikarkę GK - ich wnuk nie chciał iść do matki, a oni sami mieli nadzieję, że sąd zmieni zdanie.

    Czas płynął - sąd próbował wyegzekwować swoje postanowienie, a mama odwiedzała Kacpra, chcąc go odzyskać. Ten jednak nie chciał o tym słyszeć. W materiale wyemitowanym przez Polsat News pojawia się oskarżenie, że to dlatego, iż dziadkowie nastawiali go przeciwko mamie.

    Finał sprawy nastąpił 1 grudnia, gdy mama znów przyszła do Kacpra, a ten zabarykadował się w swoim pokoju. Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie - zjawiła się policja, pracownice MOPS, ratownicy medyczni, kuratorzy sądowi. W końcu babcia zgodziła się pojechać z wnukiem na badania psychiatryczne do Szpitala św. Ludwika. Resztę znamy już z filmu.

    Sąd będzie miał teraz bardzo trudne zadanie, bo moim zdaniem niewinnych w całej sprawie nie ma. Mama chłopca zaniedbań na swoim koncie ma sporo. O ojcu nic nie wiemy. A dziadkowie, którzy niewątpliwie kochają wnuka i chcą dla niego dobrze, ostatecznie postąpili zbyt emocjonalnie. Było bowiem jasne, że policja chłopca im odbierze. Niestety, sceny, które rozegrały się w szpitalu, na długo zostaną w jego pamięci.

    Być może dało się inaczej przeprowadzić go przez sprawę, albo chociaż wynegocjować wyjście pośrednie - by matka Kacpra, czyli ich córka, zamieszkała z nimi na jakiś czas. W ten sposób mogliby pomóc obojgu odbudować relacje i zobaczyliby, czy Kacprowi przy mamie rzeczywiście grozi krzywda.

    Na końcu niewinny nie jest też sąd, bo są sytuacje, gdy można odstąpić od odbierania dziecka opiekunom. Można też było wydać postanowienie, o którym napisałam powyżej - najpierw zadziałać tak, by matka miała szansę nawiązać kontakt z synem (i rodzicami), a dopiero potem oddać jej pełnię praw rodzicielskich. Bo oddanie matce dziecka, które nie chce do niej iść, nie jest dobrym wyrokiem. Dziecko można było najpierw zbadać psychologicznie i posłuchać, co ma do powiedzenia.

    I jeszcze jedno - bardzo źle się stało, że film trafił do internetu. Przecież gdy Kacper wróci w końcu do szkoły, będzie miał problem z odnalezieniem się w grupie rówieśników. Co więcej, emocjonalny wydźwięk filmu już dał zielone światło tym, którzy lubią stawiać łatwe osądy.

    O komentarz do sprawy poprosiliśmy krakowski sąd okręgowy. Czekamy na pisemną odpowiedź.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół