Antyklerykalizm

ks. Jacek Stryczek

|

Gość Krakowski 07/2015

Wydaje mi się, że co roku jest gorzej. Od jakiegoś czasu jestem bezinteresownie atakowany za to, że jestem księdzem.

Na przykład w zakrystii, na kongresie naukowym, w czasie spotkania towarzyskiego. Nie chodzi o mnie personalnie. Raczej złość na księży gromadzi się w ludziach i mają coraz mniej oporów, by ją z siebie wyrzucić.

Znoszę to, radzę sobie. Jestem asertywny. Ale niedawno doświadczyłem nowej formy antyklerykalizmu. Niezależnie od tego, kim jestem, dla części osób jestem nikim. Jakby sam fakt bycia księdzem oznaczał, że jestem w tej gorszej części społeczeństwa.

Osoby, które mi to komunikują, są na tyle dobrze wychowane, że nie krzyczą i nie oskarżają. Mówią mi swoją postawą: przecież jesteś księdzem…

A za tym kryje się cały zestaw skojarzeń. Coś w stylu: jesteś „passé”, niechcianym reliktem przeszłości.

Nie obrażam się, po prostu obserwuję. To jest fakt. Co o tym myślę? Że nie wystarczy psioczyć na media i ludzi, że mówią źle o księżach.

Teraz my, księża powinniśmy się wziąć za siebie. Przecież wielu księży to są naprawdę wyjątkowe osoby. Ale jednak, źle wypadamy w oczach ludzi.

Nawet papież Franciszek krytykuje regularnie złe nawyki księży. Powinniśmy jako środowisko przemyśleć się na nowo i zbudować wspólną kulturę organizacyjną. Na nowo uczyć się kultury osobistej.

Potrzebujemy dużej zmiany w sposobie bycia - jako księża.

Nie chodzi tylko o nas, chodzi o cały Kościół, o dzieło Boga.