Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zapach świata

10 tys. km na motorze. Kiedy w Lourdes góral z Bukowiny Tatrzańskiej zobaczył, jak pątnicy zabierają butelki pełne wody z cudownego źródełka, pomyślał, że to nie woda, ale wiara czyni cuda.

Bywały i zabawne historie ze zwierzętami w roli głównej. Pielgrzymi pamiętają szczególnie jedną, która zdarzyła się nad Gibraltarem. – Nie wiadomo, skąd, nie wiadomo, kiedy, nagle wokół nas zaroiło się od małp – śmieją się pątnicy. Okazuje się, że nad Gibraltarem jest rezerwat małp. Ale ich śmiałość względem ludzi przechodzi chyba wszystkie granice. – Przed jednym ze sklepów widzieliśmy, jak turystyka kupiła sobie lody. Nie zdążyła ich nawet posmakować, a już małpy się nim zajadały. Ona została tylko z ręką w powietrzu – śmieje się Adrian. Stanisław dodaje, że małe małpki kradną jedzenie i uciekają, a starsze są już tak cwane, że od razu jedzą. Wokół możliwości tamtejszych małp krążą legendy, potrafią naprawdę wszystko. Ponoć kradną kluczyki od samochodów i dokumenty... Na szczęście motocyklistów z Podhala takie atrakcje ominęły.

Spotkanie z policją

Motocykliści stanęli też oko w oko ze stróżami prawa. Adrian Gładecki zbierał na pamiątkę naklejki z kodami krajów, przez które przejeżdżali. Na Gibraltarze ciężko z tym było. – Na pomoc pośpieszyła nam bardzo miła policjantka, która na początku zaczęła wypisywać... mandat. Pojechaliśmy trochę nieprzepisowo. Jednak po wytłumaczeniu całej sprawy udało się kontynuować podróż i jeszcze kupić naklejkę – wspomina Adrian. Pan Stanisław opowiada, że Polacy odwiedzający Gibraltar rzucają biało-czerwone goździki na płytę lotniska, w pobliżu którego zginął w 1943 r. gen. Władysław Sikorski. Pątnikom przez całą drogę nie zdarzyły się żadne większe kłopoty techniczne. Informacje o postępach w podróży zamieszczali na bieżąco na Facebooku. Mogli też liczyć na duchowe wsparcie ks. Władysława Pasternaka, proboszcza z Bukowiny Tatrzańskiej, który podobną trasę pokonał kiedyś... maluchem. – Zachodzimy w głowę, jak on sobie poradził na alpejskich wzniesieniach – mówią Adrian i Stanisław. Bukowiański proboszcz pobłogosławił i pokropił ich skutecznie. Dlaczego? – Jak się okazało, przez większą część wyprawy były to jedyne krople wody, jakie na nas spadły. Słońce przyłączyło się do nas i było naszym towarzyszem niemal przez cały czas, z małymi wyjątkami – wspomina Adrian.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama