Nowy numer 43/2020 Archiwum

To początek, a nie koniec

W Krakowie Kościół wyszedł z podziemia na stadion. Teraz dopiero będzie pod Wawelem „bliżej, mocniej i więcej”.

Ewangelizacja miasta prowadzona pod tym hasłem nie trwała trzech dni. I na pewno nie skończyła się wraz z błogosławieństwem kardynała Dziwisza. Wszystko tak naprawdę zaczęło się miesiąc temu od modlitwy „Jerycho”, prowadzonej przed Najświętszym Sakramentem przez tydzień, przez 24 godziny na dobę, cały czas w jednym miejscu przez kilkaset osób. Mury miasta zaczęły pękać. Runęły w ten weekend, gdy na stadionie „Cracovii” pokazało się 50 bardzo różnych wspólnot, pochowanych dotąd po parafiach, duszpasterstwach, akademikach. By zamanifestować, że są już gotowe, by „opanować” miasto.

Kraków kocha piwnice, katakumby, kameralne klimaty, ale teraz nadszedł czas, by żywy Kościół wyszedł na powierzchnie. – Zmiana polega na tym, że to, co działo się dotąd gdzieś równolegle do tradycyjnego duszpasterstwa, przenosi się do centrum – tak istotę tego, ci się właśnie wydarzyło ujął dr Andrzej Sionek, jeden z liderów nowej ewangelizacji.

Organizatorzy policzyli, że w piątkowym spotkaniu uczestniczyło 10 tys ludzi, w sobotę było już blisko 14 tys. Ale liczby nie oddają fenomenu ewangelizacji Krakowa. Nie chodziło przecież o jakąś demonstrację siły. Ci ludzie nie przyszli protestować w jakiejś sprawie, nie przyszli także by się wspólnie bawić. Mimo masowego (i radosnego) charakteru, to było bardzo osobiste spotkanie z Bogiem. Dla wielu z nich pierwsze, ale na pewno nie ostatnie.

Akcja „Bliżej, mocniej, więcej” pokazała, że wspólnoty potrafią działać (nomen omen) wspólnie. Przekroczona została pewna masa krytyczna. Wyjście ze swoistego podziemia, z kościelnej niszy, miało charakter spektakularny. Trzy tysiące ludzi ciężko pracowało przez wiele tygodni RAZEM dla Jezusa. Pracowali z ogromnym zaangażowaniem, a każdy wniósł w aporcie nie tylko swoje serce, ale i profesjonalne umiejętności. To nie był tylko spontan, ale wielka operacja logistyczna. Ewangelizacyjny projekt, rozpisany nie na trzy dni, ale na lata.

Ci, którzy zostali „przyprowadzeni” na stadion „Cracovii”, mogli się zdziwić, bo zobaczyli Kościół świetnie przygotowany do tego, by na trwale pozostać w przestrzeni publicznej. I do tego właśnie zachęcał nas w niedzielę kardynał Dziwisz, mówiąc, że „uczniowie Jezusa powinni być obecni na areopagach dzisiejszego świata”.

Sześć tysięcy uczniów, którzy słuchali tych słów w Łagiewnikach na pewno nie odpuszczą. I zrobią wszystko „by Twoje oblicze Panie, zawsze było pogodne, byś nie smucił się patrząc na to miasto, które tworzymy”. Tak modlił się bp Grzegorz Ryś, a wraz z nim krakowski Kościół.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama