Nowy numer 48/2020 Archiwum

Smutny dzień

Pożegnaliśmy mędrca, nie błazna. Czy właśnie dlatego nie żegnały go tłumy?

O Mrożku mówi się i pisze dziś głównie w kontekście satyry i groteski. Minister kultury dodał: „mądrej groteski”. Takie też skojarzenia pojawiły się przed, w trakcie, a i po pogrzebie pisarza. Że to tak trochę groteskowo chować go w Panteonie Narodowym.  Barbakan, wystawienie urny, kondukt Drogą Królewską… coś nam tu zgrzyta.  Nawet ojciec Jan A. Kłoczowski w swojej homilii nawiązał do tego skojarzenia, żartując, że to taka nasza „narodowa zemsta”. Bon mot jak najbardziej na miejscu. Warto jednak na nim nie poprzestać i zapamiętać inne słowa dominikanina o tym, że w twórczości Sławomira Mrożka „powaga przemawiała w masce komedii”.

Pochowaliśmy wielkiego pisarza. Wielkiego przez wagę podejmowanych tematów, mierzenie się z fundamentalnymi zagadnieniami etycznymi i filozoficznymi, a nie przez zmysł do wychwytywania absurdów naszej rzeczywistości. To było tylko zgrabne opakowanie. Uwielbiam „Słonia”, zawsze bawi mnie do łez „Wesele w Atomicach”, ale do Panteonu Narodowego trafił Mrożek w podzięce za „Emigrantów”, „Tango” , „Policję” czy „Monizę Clavier”.

Każdy, kto próbował z mistrzem nawiązać kontakt, zrobić wywiad, porozmawiać, ten wie, że był to człowiek – zwłaszcza pod koniec życia - śmiertelnie poważny…. z wielkim poczuciem humoru. Mądrego humoru. Ale najlepiej lubił wymownie milczeć, co przypominał Jerzy Stuhr żegnając przyjaciela.

Pogrzeb nie przyciągnął tłumów. Pora dnia, pora roku, pogoda… różnie można ten fakt tłumaczyć. A może po prostu takie czasy. Mrożek w ostatnich latach uciekał od ludzi, ludzie też się do niego specjalnie nie garnęli. Nawet w takiej chwili. Nie był w końcu celebrytą, z trudem znosił fakt, że wydawcy stawali na głowie, by wokół jego osoby budować przyciągające media „eventy”.  Może więc miał dokładnie taki pogrzeb, jak chciał. Przyszli tylko ci, którzy lubili z nim wspólnie pomilczeć.

Kogoś jednak zabrakło na Drodze Królewskiej. Nie było młodzieży, zabrakło uczniów. Pojawiło się tylko kilka pocztów sztandarowych, kilka klas, wyciągniętych na pluchę przez nauczycieli pasjonatów. Większość siedziała w ławkach, gdy za oknami działa się historia. Pewnie kiedyś odwiedzą Panteon Narodowy, ale przecież to już nie będzie to samo. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama