Nowy numer 39/2020 Archiwum

Nauczyć się, co jest przyjazne

Z Małopolski na misje. Słowa Jezusa: „Idźcie i głoście” wciąż zmieniają życie. Także kapłanów. Czasem radykalnie.

Cały projekt nosi nazwę „TAMTam i TU!” (szczegóły można znaleźć na stronie internetowej: www.tamtamitu.pl) i jest kolejnym nietuzinkowym pomysłem misyjnym kapucynów. Wcześniej były już akcje „Czadowa para”, „Cappuccino dla Afryki” czy „Czadowa tablica”, podczas których każdy ofiarodawca otrzymywał pocztą elektroniczną zdjęcie zrobione w Afryce, ze swoim nazwiskiem wypisanym na specjalnej tablicy. W ciągu miesiąca udało się wtedy zebrać 120 tys. zł. – Trzeba wymyślać projekty, które wychodzą poza „nasz teren”, kościół, parafię. Ludzie są bardzo dobrzy, bardzo chcą pomagać. Trzeba tylko wyjść do nich z jakimś ciekawym pomysłem – zdradza receptę na organizację skutecznego wsparcia dla misji br. Benedykt.

Szybka decyzja

Również do szkoły, ale zupełnie innej, wyjechał niedawno ks. dr Jacek Tendej ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego à Paulo. Obecnie poznaje miejscowe warunki i kulturę oraz czeka na pozwolenie na pracę, by od lutego 2014 r. objąć funkcję rektora Seminarium Ducha Świętego w Port Moresby, w którym do kapłaństwa przygotowują się klerycy z 12 diecezji Papui-Nowej Gwinei. – 16 kwietnia abp John Ribat, przewodniczący Konferencji Episkopatu PNG, napisał list z prośbą o rektora do generała naszego zgromadzenia. Dzień później otrzymałem zaskakującą i niezwykłą prośbę i propozycję. Po dwóch tygodniach modlitwy, przemyśleń i rozmów podjąłem decyzję o zmianie placówki. Po 12,5 roku pełnienia funkcji dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Radosnej Nowinie, w 50. rocznicę urodzin, zdecydowałem się wyjechać na bardzo piękną, ale trudną i odpowiedzialną placówkę na antypodach – mówi ks. Tendej. Jego praca w odległym od Polski o 33 godziny lotu Port Moresby ma potrwać 5–6 lat. Pytany o pierwsze wrażenia, ks. Jacek wylicza: piękny kraj, bogactwo przyrody, wysokie temperatury, a – co najważniejsze – bardzo życzliwi i otwarci ludzie. – Byłem już odprawiać Msze św. w kilku bardzo ubogich parafiach, tydzień spędziłem w niedostępnych górach wśród plemienia Goilala w parafii, w której pracuje ks. Włodzimierz Małota CM (można tam dotrzeć tylko małym samolotem), i wszędzie spotkałem się z wielką życzliwością i dobrocią – opowiada. Trudności? – Na razie ich nie odczuwam. Może poza bogactwem różnych zwierzątek, również w mieszkaniu – komary, jaszczurki, węże. Trzeba nauczyć się, co jest przyjazne (np. jaszczurki zjadające komary są przyjaciółmi), a strzec się szczególnie jednego malutkiego węża zwanego „Papuan black” – jego ukąszenie nie daje żadnych szans. Efekt podobny do wypadku samochodowego z tirem – tłumaczy ks. Tendej. – Ale nie ma się czego bać. W Europie jest chyba bardziej niebezpiecznie, a tu nawet w nocy można wsłuchiwać się w symfonię śpiewających ptaków. Jest naprawdę pięknie.

Nie wiem, na jak długo

Brat Benedykt podkreśla, że wyjazd na misje to także ogromna łaska wybrania przez Boga. – Chcę żyć tym, do czego On mnie wzywa, bez zabezpieczeń. W Europie są mocne struktury, można żyć spokojnie. A tam jedziemy i tworzymy coś nowego. Tak naprawdę od każdego z nas zależy, co tym ludziom przekażemy, jakimi będziemy misjonarzami – mówi. – Radość daje dostrzeżenie potrzeby pracy tutaj. Nadzieję i siłę – Boża Opatrzność i Duch Święty, którym ufam. Wierzę, że to jest moje miejsce, że uda mi się być przydatnym narzędziem Pana Jezusa – mówi ks. Jacek. – Zostanę tyle lat, ile będzie tego ode mnie wymagał Bóg. Nie wiem, jak długo. Po prostu tu przyjechałem, a co będzie dalej, to się zobaczy – dodaje br. Benedykt. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama