Krakowski

Córka mandaryna

Jej matka była krewną cesarzowej, ojciec - mandarynem, a przodkami - męczennicy za wiarę. 15 sierpnia 2014 roku zmarła Maria Teresa Trân Thi Lài-Wilkanowicz.

Od 50 lat była żoną Stefana Wilkanowicza. Poznali się w 1957 r. na międzynarodowym kongresie w Salwadorze. Trudno z dzisiejszej perspektywy zrozumieć i docenić, jak długą i trudną drogę musieli oboje przejść, by się pobrać. Ale udało im się to w 1964 roku. Pani Teresa studiowała w tamtym czasie literaturę wietnamską i francuską na Uniwersytecie w Sajgonie i w Paryżu. W latach 1954-1964 była współpracownikiem "Pax Romana Journal", a później przedstawicielką "Pax Romana" w UNESCO. Po zamieszkaniu w Polsce pracowała jako tłumacz. Na francuski przekładała m.in. książki kard. Karola Wojtyły, a na wietnamski - "Dzienniczek" s. Faustyny.

W 2004 roku w "Znaku" ukazała się jej autobiografia ("Z Wietnamu do Polski. Opowieść córki mandaryna"). Opisuje w niej m.in. niełatwe 27 lat mieszkania w Krakowie... bez polskiego obywatelstwa. „Przez cały ten czas status obcokrajowca sprawiał mi rozliczne kłopoty - byłam na przykład zmuszona podróżować za granicę samolotem, płacąc do tego jak dewizowiec, ponieważ mój paszport, wydany w Paryżu w roku 1964, nie był ważny w innych demoludach. Nie miałam też prawa pracy, jako że wylądowałam w Warszawie z wizą turystyczną, ważną jedynie trzy miesiące... Kilka razy podejmowałam daremne wysiłki, by jakoś to uporządkować, ale wszystko rozbijało się o tony formularzy i zaświadczeń, jakich domagały się zarówno władze polskie, jak i ambasada Wietnamu".

Obywatelstwo polskie otrzymała dopiero w 1991 roku. "Nie miałam nawet czasu, żeby się tym przejąć, bo zaraz potem wojewoda krakowski, pan Tadeusz Piekarz, poinformował mojego męża o pozytywnym rozpatrzeniu sprawy. Wojewoda, nasz przyjaciel, wywodzący się z szeregów historycznego związku zawodowego, nastawał, by wręczyć mi dowód osobisty (oraz wspaniały bukiet kwiatów!) w obecności tak zwanych mediów. Uzyskanie obywatelstwa polskiego po dwudziestu siedmiu latach pobytu miało posmak sensacji, zdałam się więc na łaskę kamer i dziennikarzy. Kiedy wracałam w cudownym nastroju do domu, wstąpiłam po pieczywo do piekarni mistrza Adamskiego przy Długiej. Moje szybkie kroki współgrały z pogonią myśli, z których wyłaniało się pragnienie, by uhonorować ten dzień jakimś œładnym gestem. Spełniło się ono, gdy spostrzegłam, że młoda ekspedientka spogląda na mój bukiet wzrokiem pełnym podziwu. Starając się siebie przekonać, że wojewoda nie poczytałby mi tego za złe, nie bez żalu, bo te róże oznaczały przecież nowy etap mojego życia, wręczyłam kwiaty zaskoczonej dziewczynie i oświadczyłam, że od dzisiaj jestem jej rodaczką. Tego samego wieczora oglądałam się w telewizji i bardzo mnie rozbawiło, gdy zobaczyłam, że najpierw pozdrowiłam wojewodę ukłonem mandaryneczki, to znaczy powolnym i lekkim, nieco ceremonialnym skinieniem głowy, a dopiero potem - w zgodzie z polską tradycją - podałam mu rękę do pocałowania. Zabawne, ale wcześniej zupełnie nie zdawałam sobie z tego sprawy... Tak więc moje zabiegi wobec władz państwa, wolnego teraz i suwerennego, dobiegły szczęśliwego końca; obywatelstwo polskie połączyło mnie jeszcze mocniej z moją drugą ojczyzną, pozwalając jednocześnie zachować tożsamość i narodowość. W wyniku tego wszystkiego zyskałam nazwisko, którego długość doprowadza do rozpaczy urzędników: Maria Teresa Trân Thi Lài-Wilkanowicz".

Córka mandaryna zmarła w dzień Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Najnowszy numer

GN 50/2025

14 grudnia 2025

ks. Marek Gancarczyk ks. Marek Gancarczyk Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media. Święcenia kapłańskie przyjął w 1992 roku. Przez cztery lata pełnił funkcję wikariusza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybniku-Niedobczycach. W roku 1996 otrzymał nominację na redaktora naczelnego miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”. Funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny” pełnił od 2003 do 2018. W 2025 roku ponownie objął to stanowisko. W 2008 roku otrzymał nagrodę „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Od 2018 roku jest prezesem zarządu Fundacji Opoka. Od 2018 do 2025 roku był redaktorem naczelnym portalu Opoka.

Przysypane perły, zapomniane diamenty

Kościół nie umie opowiadać swojej historii, która bywa ciemna, ale jest też fascynująca, piękna, porywająca.

Więcej w Artykuł

Tylko w Gościu