Nowy numer 45/2018 Archiwum

Nie ten czas

25 lat temu wystartował „Czas Krakowski”. Ale nie był to dobry czas dla takich pism.

Choć tytuł budził skojarzenia konserwatywne, to w pierwszych miesiącach przypominał raczej arkę przymierza, na której znaleźli się wszyscy dziennikarze piszący wcześniej w  drugim obiegu, bez względu na odcień ideowy. A także ci, którzy w prasie PRL nie mieli ochoty debiutować. Obok ekipy podziemnej „Arki” pod wodzą Jana Polkowskiego, czyli m.in. Ryszarda Terleckiego i Jana Rokity, na pokładzie „Czasu” znaleźli się również partyjni rewizjoniści: Maciej Szumowski i Dorota Terakowska, karierę zaczynali zaś bardzo wówczas młodzi Katarzyna Kolenda i Wojciech Czuchnowski. Jeszcze wszystko wydawało się jasne i czytelne. Chodziło o przełamanie komunistycznego monopolu w mediach. Nawet nie o zrównanie z ziemią instytucji rodem z PRL, ale budowanie nowych, własnych.

Ten stan trwał krótko, zaczęła się „wojna na górze”, sojusze zostały odwrócone, nowe instytucje zbędne. Zaczął obowiązywać aktualny do dziś podział na racjonalistów i „oszołomów”. Część zespołu „Czasu” wróciła do „Gazety Krakowskiej” z hasłem „już można, już wypada”. Dziennik bez nich stał się bardziej wyrazisty i… zaczął mieć kłopoty.

Od lat trwa spór medioznawców czy „Czas” miał szansę przetrwać. Na pewno wydawca dziennika popełnił wiele błędów, z pewnością można było w nim coś zrobić lepiej, inaczej. Ale bliższa prawdy wydaje się teza, że nie był to czas dla takich pism jak „Czas”. W latach 90. zwolennicy zdecydowanego odejścia od PRL mogli już założyć dziennik, ale nie mogli go ani wydrukować, ani kolportować. Nie mówiąc o pozyskaniu dlań pieniędzy.

Partyjny koncern RSW, choć formalnie w likwidacji, zarządzany przez tę samą kadrę, robił wszystko, by hamować rozwój „Czasu”. A miał do tego instrumenty w postaci jedynej w regionie drukarni i praktycznego monopolisty – Ruchu. Drukarnia przez wiele miesięcy blokowała większą objętość gazety, przez co „Czas” nie mógł przejąć rynku drobnych ogłoszeń. Kolporter zaś regularnie rozwoził gazetę później niż inne dzienniki.

Potem te narzędzia przechodziły w ręce zachodnich koncernów, które przejęły partyjne dzienniki i dla których „Czas” także był zagrożeniem. Nie pomogły gry prasowe wprowadzane na nasz rynek właśnie przez ten dziennik, nie wystarczył ewidentny sukces czytelniczy i (w pewnym momencie) półmilionowy nakład. Nikt nie chciał w „Czas” inwestować. Kordon sanitarny dotyczył też reklam. Upadek był kwestią czasu. Gazeta i tak przetrwała na rynku najdłużej, bo do 1997 roku. Podobne inicjatywy w innych miastach upadły po dwóch, trzech latach. Na rynku dzienników regionalnych pozostały jedynie stare tytuły, głównie organy KW PZPR.

Dziś i one powoli schodzą z rynku. Zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo nazywające się Polska Presse.

Taki żart historii.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • grzegorzku
    28.03.2015 22:35
    Pan redaktor Legutko mentalnie tkwi jeszcze w czasach gospodarki centralnie sterowanej i nie zauważył, że media przestały być „organami partii” (uwaga ta nie dotyczy tzw. „mediów niezależnych”, które w znakomitej większości są organami Prawa i Sprawiedliwości). Mało tego - podlegają prawom rynku: jeśli nie mają czytelników, to najzwyczajniej plajtują (ta uwaga z kolei nie dotyczy tytułów koncernu pana Sakiewicza, których około 75% nakładu trafia na makulaturę).

    Pan redaktor nie zna najwidoczniej pojęcia gospodarka rynkowa i nie rozumie słowa „kapitalizm”. Korzystając z okazji przypomnę, że to system oparty na prywatnej własności środków produkcji, co ma takie konsekwencje w przypadku rynku medialnego, że wydawcą nie jest państwo lub jego agendy, a firma, której właścicielami niekoniecznie są Polacy. Delikatnie zwrócę uwagę, że to również Polak może być udziałowcem, akcjonariuszem lub właścicielem zagranicznej firmy, która wydaje jakieś tytuły prasowe. O co mi chodzi? Że pieniądz nie ma narodowości, a rolą kapitalisty – niezależnie od tego czy jest Polakiem czy „niepolakiem” – jest powiększanie kapitału, czyli zarabianie. Piszę te słowa w związku z uwagą Pana redaktora odnośnie koncernu Polskapresse, który ma „robić pieniądz” na wydawaniu prasy, ale niekoniecznie musi być przy tym ideologicznie zaangażowany i reprezentować Niemca. Pisze Pan bowiem, że „zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo”.

    Tak się składa, że w trakcie niedzielnych obiadów u mojej mamy przeglądam prasę – na stole obok Gościa Niedzielnego leży na ogół weekendowy numer „Polska Dziennik Zachodni” wydawany przez właśnie przez Grupę Wydawniczą Polskapresse. Mogę Pana redaktora zapewnić, że po pierwsze dziennikarze tego tytułu niezależnie od tego, że pracują dla niemieckiego (?) kapitalisty, reprezentują Polaków i polskie interesy (nie ubolewam, że nie chylą czoła przez PiS-em, jak niemalże cały zarząd SDP, któremu szanowny Autor wiceprezesuje), a po drugie – wbrew wyrażonej przez PT Autora opinii – w przeważającej części lokowane są informacje dotyczące regionu.
    Ta Pana uwaga o jakości dziennika jest policzkiem wymierzonym w trzy ćwierci tysiąca dziennikarzy pracujących dla Polskapresse.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Polskapresse


    doceń 2
  • adas
    29.03.2015 01:01
    poziom twórczości publicystycznej pana Legutki całkowicie wyjaśnia, dlaczego pismo zatrudniające autorów takich jak On musiało wypaść z rynku.
    jak się patrzy na rzeczywistość jednym tylko okiem, w dodatku niedowidzącym, to dziennikarstwo nie jest właściwym wyborem drogi życiowej.
  • grzegorzku
    29.03.2015 21:26
    PS. Jak się okazuje nie bez powodu redaktor Legutko, wiceprezes zarządu głównego SDP, przywołuje koncern Polskapresse. Otóż w kwietniu zarząd główny, zdominowany przez służalczych wobec jednej partii publicystów (z konferansjerem i wodzirejem Krzysztofem Skowrońskim na czele) organizuje "nadzwyczajny zjazd" stowarzyszenia, na którym zostanie sprokurowana "czarna księga polskich mediów". Należy odebrać to wprost jak sąd kapturowy (z pewnością oceny sytuacji w mediach będą dokonywane na podobnych zasadach, na jakich zarząd główny SDP przyznaje "hieny roku"). Jednym z punktów "obrad" będzie (cytuję): "Patologia prywatyzacji (na przykładzie zjawiska pod nazwą PolskaPresse)".

    http://sdp.pl/felietony/11098,nadzwyczajny-zajazd-sdp-napiszmy-czarna-ksiege-mediow-polskich,1427636158

    Ciekaw jestem, czy wydawca "Gościa Niedzielnego" ma świadomość, że oddaje swoje łamy politrukom, wciągając się w chamskie manipulacje pisowskiego lizusa i czyniąc z szacownego kiedyś tytułu trybunę brudu.
    doceń 0
  • marbo
    30.03.2015 14:30
    Proszę odpowiedzieć na proste pytanie czy Gość Niedzielny jest finansowany również przez SKOKI. Patrząc na niechęć do pisania o tej aferze oraz innych związanych z PISem a upajaniem sie wszelkimi nieprawidłowościami (prawdziwymi lub przypisywanymi) PO można nabrać takiej pewności
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy