Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ogromna rzeka ludzkiej krzywdy

Sybiracy. – 13 kwietnia 1940 r. przyszło dwóch oficerów NKWD i żołnierze z karabinami i bagnetami. Ta noc była początkiem naszej drogi na Syberię – wspomina Aleksandra Szemioth.

Gdzie każda kruszyna chleba...

Stanisław Handerek na Syberię trafił, gdy miał niespełna 4,5 roku. Najpierw w głąb ZSRR wywieziony został jego ojciec ze swoją siostrą. „Zostałem z mamą, babcią i młodszą siostrą. Nocą 10 lutego 1940 r., gdy wszędzie panował trzaskający mróz, do domu weszli oficerowie NKWD. Zabrali nas na stację i wsadzili do bydlęcych wagonów. Mówili, że wiozą nas do pracy, bo w Polsce jej nie będzie” – opowiada w wywiadzie zarejestrowanym w kwietniu 2011 r. Przy granicy z Rosją na Polaków czekał drugi pociąg, który zawiózł ich w okolice Jeziora Bajkał. „Jechaliśmy miesiąc. Na środku każdego wagonu stał piecyk, a ludzie leżeli pod ścianami. O higienie nie było mowy, więc szybko lęgły się wszy – w bieliźnie i na głowie. Ubikacji też nie było. W podłodzie mężczyźni zrobili więc dziurę, którą osłonili kocem i tam załatwialiśmy potrzeby. Na stacjach Rosjanie dawali nam wrzątek i kapuśniak. Wodę mieliśmy też z wody i śniegu, który ściągało się przez okienko wagonu” – wspomina gehennę. Na Syberii, gdzie każda kruszyna chleba była bezcenna (chleb wydawany był w gramach, na kartki), Stanisław spotkał swojego ojca i ciotkę. „Tata najpierw zachorował na tyfus. Wyzdrowiał, ale zapalenia płuc nie przeżył. Później przenieśli nas na południe Rosji, gdzie ciotka dostała pracę w ochronce. Zabrała mnie tam, a następnie, ostatnim transportem, wyjechaliśmy z Rosji. Mama jeszcze tam została” – opowiada pan Stanisław. Razem z ciotką trafił pod opiekę armii gen. Andersa. „Wszystkie dzieci były zawszone i zabiedzone. Z niedożywienia zachorowałem na jaglicę, czyli bolesną chorobę oczu. Gdy żołnierze zaczęli nas karmić, pochorowaliśmy się, bo żołądki nie radziły sobie z normalnym jedzeniem” – mówi. Z czasem został przewieziony do Teheranu, a następnie do Indii, gdzie razem z ciotką mieszkał w Valivade. W sumie tylko tam żyło ok. 5 tys. Polaków. Po ogłoszeniu amnestii wrócił do Polski. Z mamą spotkał się najpierw w Łodzi, a następnie przenieśli się do Krakowa.

Niezatarte ślady

– Mając choćby odrobinę empatii, nie można przejść obojętnie obok takich historii, a naszej działalności nie da się przerwać. Wciąż bowiem czekają na nas ludzie, którzy przeżyli trudne do wyobrażenia rzeczy. Pracujemy na ich zaufanie, a największą nagrodą są dla nas przyjaźnie, które się zawiązują. Sybiracy często dzwonią do mnie i rozmawiamy nawet kilka godzin. O czym? O życiu... – mówi H. Chudzio. Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń odnajduje sybiraków w różnych zakątkach Polski, ale także w Kanadzie (podczas misji w Montrealu), Australii (Perth), Wielkiej Brytanii (misje w Leicester, Bradford i Leeds, Nottingham, Birmingham, Coventry i w Stoke on Trent) oraz w Afryce i Izraelu. – Tej ostatniej wyprawy nieco się bałem, bo jechaliśmy do kilku miast (m.in. Jerozolima i Tel Awiw), a nie do ośrodków, gdzie wszyscy emigranci się znają i możemy liczyć na pomoc. A jednak majowy wyjazd do Izraela udał się wspaniale – przywieźliśmy 17 poruszających wywiadów – wspomina szef centrum, dodając, że nie da się mówić całościowo o sprawie, pomijając wiele tysięcy sybiraków, obywateli polskich pochodzenia żydowskiego – z armią gen. Andersa w 1942 r. wyszło z Rosji nawet ok. 10 tys. Żydów. Marzeniem centrum jest zgromadzenie przynajmniej 1000 wywiadów. By zbierać kolejne, historycy wczesną jesienią wyruszą do RPA. W Johannesburgu na rozmowę z nimi czeka kilkunastu Sybiraków. – Chcemy też dotrzeć do Zimbabwe, by dokończyć dokumentację polskich cmentarzy, pozostałych po byłych osiedlach polskich sybiraków. Efektem wyprawy w 2009 r. do Ugandy i Tanzanii było odnowienie dużego polskiego cmentarza w Koji nad Jeziorem Wiktorii, na którym stanęło 96 symbolicznych krzyży. Po powrocie z Afryki odbieraliśmy najbardziej wzruszające telefony i listy od ludzi, którzy po kilkudziesięciu latach, dzięki wykonanej przez nas stronie internetowej, dowiedzieli się, gdzie spoczywają ich bliscy – opowiada H. Chudzio. Materiały zgromadzone przez centrum wystarczyłyby na wydanie co najmniej kilkunastu publikacji. W lutym tego roku ukazała się książka „Pokolenia odchodzą”, będąca owocem misji w Nottingham. Obecnie drukowana jest książka o sybirakach w Bradford, a następna będzie o tych mieszkających w Leeds. Centrum powstało przy uczelni, która finansowała (i po części dalej finansuje) jego działalność, a w razie ewentualnych problemów zawsze jest „furtką ratunkową”. Od maja 2014 r. utrzymanie 3 etatów i budynku fortu jest możliwe dzięki przyznaniu przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego pieniędzy w ramach tzw. SPUB – centrum zostało bowiem uznane za „bardzo ważną jednostkę naukową, prowadzą specjalny program badawczy”. – Pieniądze na wydawanie książek i kolejne misje musimy jednak zdobywać sami, dlatego każdą złotówkę oglądamy kilka razy – zapewnia szef centrum, który koszty 5 misji w Wielkiej Brytanii i publikacji książek z nimi związanych pokrył z osobistego grantu otrzymanego z MNiSW. Swoją wiedzą historycy w roku szkolnym dzielą się też podczas warsztatów edukacyjnych organizowanych w Forcie Skotniki dla szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Prezentowane są wtedy filmy tematyczne przygotowane przez centrum, zdjęcia, wystawy, dokumenty oraz bezcenne przedmioty będące niezatartymi śladami obecności Polaków na Syberii. Sowieci bardzo się starali, by je zniszczyć. Na szczęście nie udało im się to, a prawdę – dzięki centrum – poznają kolejne pokolenia.• Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń zaprasza do współpracy wszystkich, którzy pasjonują się historią i chcieliby zostać wolontariuszami pomagającymi podczas rozmów z Sybirakami. Poszukiwani są również chętni do wsparcia działalności centrum. Więcej na: www.zsylkiwypedzenia.up.krakow.pl oraz pod numerem telefonu: 512 861 280.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama