Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sukces, czyli porażka


Patrząc na to, co się dzieje, można dojść do wniosku, że mamy teraz prawdziwą hossę.


Grupy charyzmatyczne, charyzmatyczne modlitwy uzdrowienia i uwielbienie są praktycznie naturalną częścią życia wielu parafii. Pojawiają się ogłoszenia w stylu:
„Zapraszamy na Różaniec, Drogę Krzyżową i modlitwę uwielbienia”. Sam w to nie mogę uwierzyć, pamiętając, jakie kiedyś charyzmatycy mieli kłopoty w parafiach. Jednak w tym sukcesie widzę porażkę. Powielenie fundamentalnego błędu
ruchu charyzmatycznego.


Otóż, samo doświadczenie Ducha
jest jak zakochanie: niezwykłe, mocne, radosne i przyjemne.
 A kolejne modlitwy wstawiennicze
dają pocieszenie.
 Modlitwy o uzdrowienie zapowiadają, że będzie mi lepiej. I w ten sposób charyzmatycy, zamiast postępować zgodnie z definicją, czyli służyć swoimi darami, biegają na kolejne „koktajle energetyczne w stylu duchowym”.


Mój znajomy, który niedawno 
doświadczył Ducha, po pierwszym oszołomieniu zaraz poczuł, 
że powinien pościć. Teraz żyje w Duchu i pości dwa, trzy dni w tygodniu. 
Czuje, że prowadzi go Duch.
 Zadaje sobie pytanie: „Co mam więcej dobrego zrobić?”. Ale to nie jest modne w tym odrodzonym ruchu charyzmatycznym. Modne są kolejne modlitwy i bieganie za cudami. To zresztą wciąż protestancki rys tego ruchu. Samo Pismo, sam Duch i sama wiara wystarczą... Ale charyzmaty są do służby, nie dla przyjemności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama