Nowy Numer 41/2021 Archiwum

Sprawy ducha na polu walki

Opieka duchowa w medycynie. – Szpital to miejsce, w którym ludzie Kościoła mają szansę zrobić dużo dobrego – nie ma wątpliwości o. Stanisław Wysocki, kapelan Szpitala im. J. Dietla.

Powiem więcej: szpital to idealne miejsce do ewangelizacji. Nie bez powodu papież Franciszek naucza, że „Kościół ma być szpitalem polowym; ma leczyć, opatrywać rany, a potem szukać przyczyn choroby”. Być może posługa chorym i cierpiącym to najważniejsza część działalności Kościoła – przekonuje ks. prof. Andrzej Muszala, dyrektor Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, jeden z sześciorga założycieli Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie. Razem z nim tworzą go: dr hab. n. med. Małgorzata Krajnik, dr hab. n. med. Jakub Pawlikowski, dr n. med. Piotr Gajewski, dr n. med. Dominik Krzyżanowski i dr Marek Krobicki. Choć towarzystwo powstało w Krakowie, to skupia lekarzy, pielęgniarki, położne, psychologów, pedagogów i etyków z całego kraju, a także duchownych Kościoła katolickiego i innych wyznań. Wszystko po to, by poziom opieki duszpasterskiej i duchowej w ramach opieki zdrowotnej w Polsce był jeszcze wyższy.

Sam na cały szpital

Wszystko zaczęło się w 2009 r., gdy Zakon Szpitalny św. Jana Bożego, czyli oo. bonifratrzy, świętował jubileusz 400-lecia istnienia zgromadzenia w Polsce i Krakowie. Pojawił się wtedy pomysł, by stworzyć miejsce, w którym kapłani będą mogli pogłębić wiedzę psychologiczną, medyczną i wymienić się doświadczeniami. Projekt „Szkoły Kapelanów Szpitali św. Jana Bożego” ostatecznie przekształcił się w Podyplomowe Studia Zespołowej Opieki Duszpasterskiej św. Jana Bożego, które od 2011 r. prowadzone są na UPJPII. – W szpitalach kierowanych przez bonifratrów od dawna działa tzw. opieka duchowa, realizowana nie tylko poprzez sakramentalną posługę kapłanów, ale też przez tzw. zespoły duszpasterskie współtworzone przez świeckich. Mają oni czas, by rozmawiać z pacjentem, a trudne sprawy konsultują z pozostałymi osobami z zespołu czy kapelanem – opowiada dr Marek Krobicki, przez wiele lat dyrektor Szpitala Zakonu Bonifratrów św. Jana Grandego w Krakowie, a obecnie prezes Bonifraterskiej Fundacji Dobroczynnej. Jak dodaje, na szpitalnych oddziałach pracuje wielu lekarzy i pielęgniarek. Kapelan, którego praca jest bardzo trudna i odpowiedzialna, zazwyczaj jest sam na cały szpital i trudno jest mu odwiedzić wszystkich na czas z Komunią św. czy spowiedzią. – Mogłem kilka razy doświadczyć, ile godzin zajmuje przejście z Panem Jezusem przez wszystkie oddziały dużego krakowskiego Szpitala im. Rydygiera. Na wszystko inne brakuje czasu – wtóruje mu ks. Muszala. – Pacjent, którego trzeba leczyć holistycznie, uwzględniając ciało i ducha, w sytuacji granicznej stawia pytania dotyczące sensu życia, cierpienia. Buntuje się, pyta, dlaczego go to spotkało, czy istnieje Bóg i co będzie po śmierci. Nie może być pozostawiony sam. Czeka na „anioła stróża”, który przyjdzie, da swój czas, spróbuje kompetentnie odpowiedzieć na różne pytania i chwyci za rękę, by chory nie czuł się osamotniony w ciężkim doświadczeniu – podkreśla. Jego zdaniem ideałem byłoby tworzenie we wszystkich szpitalach zespołów opieki duszpasterskiej (tak, jak to działa na Zachodzie Europy i w USA), złożonych ze świetnie przeszkolonych wolontariuszy, a koordynowanych przez szefa zespołu – księdza kapelana, świeckiego diakona bądź „zwykłego” świeckiego – pasjonata tematu. – Księdza nikt nie zastąpi w posłudze sakramentalnej, ale są sprawy, w których mogą go odciążyć ludzie świeccy – zauważa ks. Muszala. Jak przekonuje, towarzystwo chce współpracować z Episkopatem Polski, od którego inicjatywa wyszła (problem dostrzegali m.in. abp Zygmunt Zimowski i bp Stefan Regmunt), i działać w duchu Soboru Watykańskiego II oraz czerpać z dorobku św. Jana Pawła II i sł. Bożej Hanny Chrzanowskiej. – Ważną sprawą jest też dobre przygotowanie kapłanów rozpoczynających pracę w szpitalu. Bez tego, idąc na najcięższe oddziały: oparzeniowy, psychiatryczny czy onkologiczny, można nie wytrzymać ogromu cierpienia. Ksiądz musi mieć też czas, by nie godził tej posługi z wieloma innymi obowiązkami, bo fizycznie nie da rady – dodaje ks. Muszala.

Ból fizyczny i duchowy

Kolejnym celem towarzystwa jest ekumenizm. – Współczesna opieka duchowa nie powinna zawężać się tylko do opieki religijnej, czyli posługi kapłana katolickiego, bo czekają na nią także protestanci, prawosławni, żydzi, ale też agnostycy i ateiści. Oni również pytają o sens cierpienia – przekonuje dr Gajewski, redaktor naczelny „Medycyny Praktycznej”. – W czasie spotkań z zespołami wolontariuszy hospicjów często jestem pytany o to, co zrobić, gdy osoba innego wyznania potrzebuje duchowej opieki. Z jednej strony są to pytania o zwyczaje i rytuały, a z drugiej o to, jak przynieść ulgę duchową tej osobie – dodaje ks. dr Grzegorz Giemza, duchowny ewangelicko-augsburski, prezes warszawskiego Towarzystwa Poradnictwa i Psychologii Pastoralnej w Polsce, pracujący w Centrum Misji i Ewangelizacji w Dzięgielowie k. Cieszyna. – Kościoły i związki wyznaniowe mają swoich duchownych, którzy odwiedzają chorych, ale najważniejsze to być i budować zaufanie – także dotykając tematów wiary, bólu, cierpienia, lęku przed śmiercią czy trudnych, nierozwiązanych spraw, które są ciężarem i powodują tzw. ból duchowy. Trzeba rozumieć, co dzieje się z człowiekiem cierpiącym i jego rodziną – zauważa. Okazuje się, że ból duchowy to największy problem, z jakim mierzą się nawet anestezjolodzy. Ból fizyczny mogą uśmierzyć. Duchowego – nie. – Byłam zaskoczona, gdy mi o tym powiedzieli. Duchowość dostrzegają więc wszyscy, ale nie zawsze udaje nam się wyjść naprzeciw oczekiwaniom pacjenta, dla którego szpital jest polem walki i trzeba zrobić wszystko, by czuł się tu maksymalnie bezpiecznie. Liczy się nawet to, w jaki sposób jest on myty i pielęgnowany – opowiada dr Krajnik z Katedry i Zakładu Opieki Paliatywnej CM UMK w Bydgoszczy, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie. Jak dodaje, ból duchowy to główna przyczyna próśb o eutanazję czy wspomagane samobójstwo, a pacjent, który jest „zaopiekowany”, nie chce tego, bo nie boi się, że jego godność nie będzie uszanowana i że będzie ciężarem dla innych. W sprawie tworzenia zespołów opieki duchowej towarzystwo chce współpracować z Ministerstwem Zdrowia, a minister Konstanty Radziwiłł jest już sprawą zainteresowany.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama