Nowy numer 3/2021 Archiwum

Tu Bóg rozdaje zadania

Duchowość. O otwarciu serca na Bożą łaskę z ks. Janem Reczkiem, cenionym rekolekcjonistą związanym z Odnową w Duchu Świętym, prowadzącym Msze św. połączone z modlitwą o uzdrowienie rozmawia ks. Ireneusz Okarmus


W jaki sposób?


Ogłaszaniem Jego bliskości i miłości. Jak ojciec święty Franciszek. Zanurzeniem siebie i bliźnich w tajemnicy Eucharystii. Posługą rozgrzeszania i błogosławienia im.


Wróćmy do Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Ile trwa całe nabożeństwo, czy jest jakiś schemat?


Nabożeństwa, którym przewodniczę, to nigdy nie jest „suchy ryt”. Poprzedza je modlitwa wprowadzająca uczestników w Bożą obecność. Brzmi piękny śpiew uwielbienia; to pomaga wejść sercem w relację z Panem Jezusem. Zawsze głoszę katechezę, w której punktem wyjścia są czytania liturgiczne, ale często Duch Święty prowadzi w dalsze objaśnienia. Sama liturgia Mszy św. trwa ponad godzinę, po niej następują adoracja, uwielbienie, modlitwa prośby. Jeżeli Pan Bóg obdarza wewnętrznym poznaniem łask, długo trwa dziękczynienie. Całość – ok. 2 godz.


Podczas nabożeństw często padają „słowa poznania”. Czym one są?


To charyzmatycznie wzbudzone przez Ducha Świętego wewnętrzne rozumienie prawdy ważnej dla zgromadzonego Kościoła lub dla danego człowieka. Podczas Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie rozumienie łaski udzielanej konkretnemu człowiekowi jest ogromnym darem dla Kościoła, bo daje żywe doświadczenie Jezusa działającego pośród nas. Po zakończonym nabożeństwie zawsze proszę, żeby osoby, które zrozumiały w głębi duszy, że do nich odnosi się któreś z wypowiedzianych „słów poznania”, podeszły do stopnia komunijnego i podziękowały Jezusowi. I zawsze kilkadziesiąt osób daje zewnętrzne świadectwo, że to o nich chodziło. Pan, który gromadzi swój lud, utwierdza w nas wiarę. Niektórzy piszą też świadectwa o otrzymanej łasce – piękne historie o Jezusie, który z miłosierdziem wychodzi naprzeciw człowieka.


Każdy może mieć taki dar poznania?


Teoretycznie każdy ochrzczony, ale charyzmat jest zawsze darem Bożym dla pisania historii zbawienia, narzędziem dla ewangelizacji. Nie nagrodą za pobożność ani prezentem, którym ktoś ma się ucieszyć. Objaśniają nam to Dzieje Apostolskie i listy św. Pawła, że Bóg rozdaje zadania i posługuje się ludźmi tak, jak sam chce, dla wzrostu Kościoła. Znam setki, a nawet tysiące osób z grup charyzmatycznych, ale taki dar, niestety, nieczęsto dochodzi do głosu.


Na każdej Mszy dokonują się uzdrowienia czy bywa, że ich nie ma?


Na każdej. Ale mówiąc „uzdrowienia”, nie myślmy o zewnętrznych i spektakularnych. Ewangelia i doświadczenie Kościoła pokazują, że istotne jest uzdrowienie wewnętrzne – przyjęcie przebaczenia, uspokojenie serca, rozpoczęcie nowego życia. Z tym wiąże się nieraz uzdrowienie fizyczne – gdy ktoś przyjmie przebaczenie i sam przebaczy, nagle gaśnie choroba ciała. Czasem zaś ktoś doznaje takiej przemiany wewnętrznej, że jest gotów wziąć krzyż choroby przedtem odrzucany. Jezus najczęściej obdarowuje uzdrowieniem wewnętrznym.


Możemy do nich zaliczyć uzdrowienie „lodowatych” relacji małżeńskich, trwających 20, 30 lat?


Takie cuda mają wielkie znaczenie! Nowe życie jest zawsze darem miłosierdzia, a nowe życie rodziny to łaska, która promieniuje bardzo szeroko. •


 

Samo zło dla Złego...


ks. Ireneusz Okarmus


Ostatnio pytałem znajomych – w większości osoby świeckie, choć także księży – co myślą o Mszach z modlitwą o uzdrowienie. Jedni mówili o nich ze sceptycyzmem i wielką rezerwą, zaś drudzy, powołując się na swoje przeżycia, przekonywali, że one dają im umocnienie w dźwiganiu życiowego krzyża, nadzieję i wewnętrzny pokój. Co więcej, twierdzili, że teraz nie wstydzą się otwarcie przyznawać do Jezusa. Dało mi to do myślenia. Zastanawiałem się, dlaczego codzienne Msze św. w kościołach parafialnych tak na ludzi nie działają. Przecież Chrystus jest tam tak samo obecny, z całą pełnią swego Bóstwa i nieskończonej miłości do nas. By znaleźć odpowiedź, 27 lutego pojechałem do sanktuarium św. Jana Pawła II na Mszę, której przewodniczył ks. Jan Reczek. Zobaczyłem tłum rozmodlonych ludzi, wypełniający szczelnie kościół. Nie miałem wątpliwości, że przyszli nie z przymusu, obowiązku czy niezdrowej ciekawości, ale na spotkanie z Jezusem. W modlitwę adoracji i uwielbienia pomagał im wejść piękny śpiew diakonii muzycznej. Klęcząc w tłumie ludzi i modląc się z nimi, zrozumiałem, jak ważne w przeżywaniu Mszy i modlitwy adoracyjnej są wiara i motywacja z niej płynąca, ale także oprawa liturgiczna, a przede wszystkim śpiew. Nie widziałem, aby ktokolwiek okazywał zniecierpliwienie, że Msza trwa 1,5 godz., a po niej jest godzinna adoracja Jezusa. Wniosek mam jeden: ci, którzy chcą się tak modlić, to samo zło dla Złego. On tego nie znosi. Jezus przeciwnie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama