GN 43/2020 Archiwum

Gdy piekło zmienia się w odrobinę raju

W krakowskim Dziele Pomocy św. o. Pio pracują ludzie o ogromnych sercach. Już od 12 lat każdego dnia dokonują małych cudów w życiu każdego bezdomnego, który do nich przychodzi.

Pan Wojtek to mężczyzna w średnim wieku, ochroniarz, który dziś jest szczęśliwy i może wracać po pracy do własnego mieszkania. Nie zawsze tak było. Jeszcze kilka lat temu nic nie zapowiadało takiego zakończenia jego historii. Po rozstaniu z żoną stracił pracę i z dnia na dzień trafił na ulicę. Od innych bezdomnych dowiedział się o noclegowni braci albertynów, jednak nie od razu udało mu się tam dostać. Nie wiedział jeszcze, że do noclegowni obowiązuje kolejka. Następną noc spędził już tam na materacu, a kolejną na łóżku. Pan Wojtek spotkał tam też jednego z braci, który skierował go do Dzieła Pomocy św. o. Pio i zachęcił, by mężczyzna spróbował na nowo poukładać swoje życie.

- Kiedy do nas przyszedł, był na tyle zdeterminowany, że nie wystarczyła mu pomoc doraźna. Chciał zrobić ze swoim życiem coś więcej. Żeby dostać mieszkanie socjalne, zaczął współpracować z naszymi pracownikami, którzy przebrnęli z nim przez gąszcz formalności. Po jakimś czasie w końcu się udało - opowiada o jego losach Justyna Nosek, rzeczniczka Dzieła Pomocy św. o. Pio.

Jednak lokal, który otrzymał pan Wojtek, nie od razu nadawał się do zamieszkania. Z pomocą pracowników Dzieła mężczyzna wyremontował swoje nowe lokum i urządził je po swojemu. - Bardzo cieszył się z tego, że nasi pracownicy pozostawili mu w tym dużą swobodę, a jednocześnie cały czas czuł ich wsparcie - wspomina J. Nosek.

Dziś pan Wojtek ma mieszkanie i pracę, jednak na tym nie poprzestaje. Cały czas szuka zajęcia, które zapewni mu godne utrzymanie.

To tylko jedna z wielu historii, które mają szansę na szczęśliwe zakończenie. Każda z nich świadczy o tym, że Dzieło Pomocy św. o. Pio działa prężnie i do świata bezdomnych wnosi wiele dobra. Jednak proces wychodzenia z bezdomności nie jest natychmiastowy. Zazwyczaj trwa nawet kilka lat i bardzo wiele zależy od nastawienia osób wychodzących na prostą.

 - Trafiają do nas osoby z życiorysem bogatym w trudne wydarzenia, często pochodzące z domów dziecka, uzależnione lub doświadczone przemocą w rodzinie. Chyba wszyscy tutaj nauczyliśmy się, by ich nie oceniać, bo nigdy nie wiemy, jakie wewnętrzne piekło noszą w sobie ci ludzie. Naszym zadaniem jest to, żeby to piekło przemienić w odrobinę raju - opowiada J. Nosek.

Osoby bezdomne, przychodząc do Dzieła najczęściej korzystają z pomocy doraźnej, czyli m.in. z łaźni i garderoby. Jednak już taka pomoc - tak, jak w przypadku pana Wojtka - może być wstępem do lepszej przyszłości.

Choć mogłoby się wydawać, że z Dzieła Pomocy św. o. Pio korzystają głównie osoby bezdomne, to praca w tym miejscu wiele wnosi również w życie każdego z wolontariuszy. - Najpiękniejsze jest to, że mogę tu spotkać Pana Boga w drugim człowieku. Czasami wydaje mi się, że to potrzebujący są wolontariuszami w moim życiu i pokazują, że najważniejszy jest drugi człowiek z jego problemami. Pokazują też, jak dzielnie znosić trudne do pokonania przeszkody i być przy tym radosnym - przekonuje Elżbieta Drewniak, która jest wolontariuszką już od 3 lat.

Dzieło Pomocy św. o. Pio powstało we wrześniu 2004 roku. Początkowo kuchnia i łazienka dla bezdomnych mieściły się w dwóch skromnych barakach. W kolejnych latach wybudowano dwa profesjonalne Centra Pomocy, w których oprócz pomocy doraźnej potrzebujący mogą uzyskać wsparcie pracowników socjalnych, prawników oraz psychologów. Od czerwca 2012 roku Dzieło prowadzi również cztery mieszkania wspierane dla kobiet oraz trzy mieszkania chronione dla mężczyzn. Schronienie w nich znalazło już kilkadziesiąt osób.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama