Dobrą formę pomaga jej zachować wrodzony optymizm, dzięki któremu pani Irena ze spokojem patrzy w przyszłość, a opowiadając o przeszłości, woli skupiać się nie na smutnych, lecz na pozytywnych zdarzeniach. Łatwego życia jednak nie miała – przeżyła dwie wojny i Syberię, gdzie spędziła 6 lat. Mając dobre serce i ogromną wrażliwość na drugiego człowieka, również tam leczyła i pomagała komu tylko mogła. – Największy sentyment miałam do Czeczenów. Gdy stamtąd wyjeżdżałam, kobiety ze wsi płakały z żalu – wspomina I. Weiner. Już po powrocie do Polski, gdy osiadła w Krakowie, chciała jakoś się do nich odezwać. Listu jednak nigdy nie wysłała, bo bała się, że gdy komuniści dowiedzą się, iż miejscowi mają „kontakty” w Polsce, będą mieć przez nią problemy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








