Nowy numer 48/2020 Archiwum

Od Afryki możemy się uczyć

Każdy, kto choć raz pomyślał, że 55 minut Eucharystii to za długo, może się zawstydzić. W Kenii Msza trwa nawet cztery godziny. – Nikomu się nie spieszy i nikt Bogu czasu nie liczy – mówi Ewa Korbut, oazowiczka, która pokochała Czarny Ląd.

Wasza liturgia jest smutna!

Ewa, podobnie jak Judyta i Iza, pracowała w KO ŚDM Kraków 2016 i to właśnie od nich po raz pierwszy usłyszała o kenijskich misjach. Ziarno zostało zasiane, ale musiało minąć trochę czasu, nim zdecydowała się jechać. – W tym roku ta myśl mocno pracowała w moim sercu i po przemodleniu sprawy klamka zapadła. A skoro dostałam w pracy urlop bezpłatny, to nie było już odwrotu. Choć gdybym go nie dostała, to też bym poleciała – śmieje się Ewa. Jak dodaje, myślała, że jedzie, by dawać, a okazało się, że dostała dużo więcej. – Świadectwo wiary ludzi, którzy mają niewiele albo nie mają nic, było przejmujące. Choć w Polsce jesteśmy bogaci – nie tylko materialnie, ale przede wszystkim duchowo, bo Kościół daje nam wiele możliwości, to zrozumiałam, że od mieszkańców Afryki możemy uczyć się przeżywania wiary w codzienności, zaangażowania w Kościół, parafię. Każdy, kto choć raz pomyślał, że nasza, polska Msza św. zabiera za dużo czasu albo kazanie jest za długie, może się zawstydzić. W Kenii, w Naivashy, normą jest Msza św. trwająca nawet cztery godziny! I nikt Bogu czasu nie liczy – zapewnia.

Nikt też nie patrzy na zegarek, gdy ksiądz mówi kazanie przez godzinę (ogłoszenia trwają drugie tyle), bo dla wielu osób mieszkających w wioskach to jedyna okazja, by zaczerpnąć ze źródła nauki Kościoła. – Usłyszałam, że europejska liturgia jest smutna, bo tylko stoimy albo siedzimy ze złożonymi rękami – opowiada Ewa. Kenijczycy natomiast cieszą się, dużo i radośnie śpiewają oraz tańczą – podczas procesji: wejścia, z darami (każdy niesie kosz pomidorów, ziemniaków, a nawet papieru toaletowego, bo w parafii nie może niczego zabraknąć), idąc do Komunii, uwielbiając Boga po niej. Także ze składką wszyscy, bez wyjątku, maszerują do koszyka, który jest ustawiony przy ołtarzu. – Oni czują się odpowiedzialni za wspólnotę, nawet w slumsach, które też odwiedziliśmy. Tak jak młoda dziewczyna, którą tam spotkaliśmy – bez wykształcenia, z jednym dzieckiem, przygarnęła czworo dzieci swego brata, który je zostawił. Nie obrażają się też na Boga, że nie mają wiele – nawet wody. Wszystko Mu zawierzają – mówi E. Korbut.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama